Świat

Odpracować Nobla

Czy jest szansa na pokój w Syrii?

Nie taki moskiewski diabeł straszny, jak go malują. Mimo narzekania, że Rosja blokuje wszelkie rozsądne inicjatywy wokół Syrii, Władimir Putin porozumiał się z Barackiem Obamą i ich ministrowie Siergiej Ławrow i John Kerry zawarli w Genewie porozumienie o neutralizacji broni chemicznej w Syrii.

Oczywiście daleko do jego wykonania. Zniszczyć tysiąc ton broni rozproszonej w kraju ogarniętym wojną domową to zadanie karkołomne. Poza tym to tylko ułamek broni, którą obie strony – i Baszar Asad, i rebelianci – dalej pozyskują u swoich popleczników, tych samych, którzy właśnie zawarli porozumienie. Jeszcze w historii się tak nie zdarzyło, by rozdawanie broni stronom wojny prowadziło do pokoju.

Jak to porozumienie rozszerzyć? Wiadomo: usiąść do rokowań. Jednak rebelianci nie chcą nawet słyszeć o rozmowach z Asadem. By rozmowy się na serio zaczęły – trzeba jeśli nie dobrej, to przynajmniej lepszej woli państw pociągających za sznurki. Rosji, która musi dalej zmiękczać Asada. Arabii Saudyjskiej i Kataru, które dozbrajają rebeliantów. Izraela, któremu wojna w Syrii na pewno nie przeszkadza, bo tylko osłabia niepewnego sąsiada. Turcji, przez którą płynie broń. Na całą scenę bliskowschodnią cień rzuca Iran, który nie tylko wspiera Asada, ale i straszy świat programem zbrojeń atomowych.

I tu niespodzianka. Nowy prezydent Iranu Hasan Rouhani napisał pojednawczy w tonie list do Obamy, na który Amerykanin odpowiedział. Nie znamy treści korespondencji, ale wymiana listów skłania do spekulacji, że na marginesie zbliżającego się Zgromadzenia Generalnego ONZ w Nowym Jorku doszłoby do rozmów obu prezydentów, pierwszego spotkania od rewolucji Chomeiniego. Rouhaniemu zależy na przełomie, bo chciałby wykazać, że dyplomacją zdziała więcej niż jego twardogłowy poprzednik wojowniczą retoryką. Obama też wolałby odpracować przyznaną awansem Pokojową Nagrodę Nobla. A i Putin, który zbudował Iranowi reaktor, mógłby łagodzić nastroje.

Scenariusz regionalnego pokoju pisze się gładko. Republikański krytyk Obamy senator John McCain zarzuca prezydentowi naiwność i słabość – dał się zwieść Rosji, a flirt z Iranem to strata czasu. Podobną do syryjskiej wojnę domową w Libanie wygaszano 15 lat. Na razie jednak my, kibice, zachowajmy się jak Komitet Noblowski – wesprzyjmy ludzi, którzy chcą raczej negocjować, niż strzelać.

Polityka 38.2013 (2925) z dnia 17.09.2013; Komentarze; s. 10
Oryginalny tytuł tekstu: "Odpracować Nobla"
Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Historia

O Niemcach, którzy z konieczności zostali Polakami

Książka naszego redakcyjnego kolegi Piotra Pytlakowskiego „Ich matki, nasi ojcowie”, której fragment publikujemy, opowiada o losach niemieckich dzieci mieszkających na ziemiach, które po II wojnie światowej przypadły Polsce.

Piotr Pytlakowski
15.09.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną