Świat

Lady Facebook

Szefowa FB: Kobiety róbcie karierę w biznesie

Publikacja książki jest dla Sandberg częścią większego planu – chce zainspirować nowy ruch feministyczny, który organizowałby się wokół jej fundacji Lean In Circles. Publikacja książki jest dla Sandberg częścią większego planu – chce zainspirować nowy ruch feministyczny, który organizowałby się wokół jej fundacji Lean In Circles. Spencer Platt/Getty Images / FPM
Sheryl Sandberg jako menedżerka wspięła się na szczyt, rozejrzała dookoła i zauważyła, że otaczają ją mężczyźni. „Czemu tak mało kobiet sprawuje stanowiska kierownicze?” – pyta w bestsellerowej książce, która właśnie trafiła do Polski.
Sheryl Sandberg podczas uroczystości w Harvard Business School, Maj 2012 r.Brian Snyder/Reuters/Forum Sheryl Sandberg podczas uroczystości w Harvard Business School, Maj 2012 r.
materiały prasowe

Artykuł w wersji audio

Jest dyrektorem zarządzającym w Facebooku, pierwszą kobietą zasiadającą w jego zarządzie, prawą ręką Marka Zuckerberga. W 2011 r. zarobiła ponad 30 mln dol., posiada ponad miliard w akcjach firmy. „Forbes” w rankingu najbardziej wpływowych kobiet świata klasyfikuje ją na szóstym miejscu.

„To małpi gaj, drabinki na placu zabaw – pisze o swojej karierze Sheryl Sandberg. – Na szczyt można się dostać na wiele sposobów, czasem kompletnie zmieniając trasę”. Bez podejmowania ryzykownych decyzji byłaby zupełnie gdzie indziej. Ukończyła dwa kierunki na Harvardzie, gdzie jej talent menedżerski zauważył prof. Larry Summers, ceniony ekonomista. Po studiach pracowała w firmie doradczej McKinsey, jednak Summers, który wówczas pracował w administracji Clintona, szybko namówił ją na dołączenie do jego zespołu w Departamencie Skarbu. Stamtąd wykonała ryzykowny ruch i zaczęła się rozglądać za pracą w Dolinie Krzemowej. Znalazła miejsce dla siebie w Google, niewielkiej jeszcze firmie, w której misję uwierzyła i dla której gotowa była ograniczyć swoje wymagania. Po kilku latach sukces korporacji przełożył się na jej osobisty, stanęła na czele działu sprzedaży i reklamy internetowej. Sprawowała też kierownicze stanowiska w Disneyu i Starbucksie. Ostatnio jej nazwisko pojawiło się w kontekście spekulacji dotyczących następcy Steve’a Ballmera na stanowisku prezesa Microsoftu. Angielski serwis bukmacherski Ladbrokes wycenił szanse Sandberg na 7:1.

Coś jej jednak zawsze nie pasowało i nie pasuje nadal – nawet dziś, w będącym wielkim wyzwaniem Facebooku. Zauważyła, że choć po studiach praktycznie wszystkie absolwentki poszły do pracy, z biegiem lat coraz mniej kobiet wspinało się u jej boku, coraz to kolejne znikały, zostawały w tyle. Teraz swoje przemyślenia, rady, wspomnienia spisała i opublikowała w książce „Włącz się do gry. Kobiety, praca i chęć przywództwa”. Kiedy w marcu pojawiła się w amerykańskich księgarniach pod tytułem „Lean In”, momentalnie wskoczyła na listę bestsellerów „New York Timesa”, z której nie schodzi od 25 tygodni. Książka sprzedała się już w ponad milionie egzemplarzy.

Feministyczny manifest

Co oznacza tytułowe lean in? Dosłownie: nachylenie się do przodu, postawę przeciwną do tej, którą Sandberg obserwuje u wielu kobiet, czyli wycofanie. Hasło zachęca do zajęcia miejsca w pierwszym rzędzie, na scenie, a nie na widowni.

„To nie wspomnienia, chociaż są tu historie z mojego życia – tłumaczy Sandberg. – To nie poradnik typu self-help, chociaż mam szczerą nadzieję, że pomoże. To nie książka o zarządzaniu karierą, chociaż oferuję w niej rady w tym temacie. To nie jest manifest feministyczny – dobra, to swojego rodzaju manifest feministyczny, ale mający inspirować zarówno kobiety, jak i mężczyzn”.

„Prawda jest taka, że światem ciągle rządzą mężczyźni” – wyznaje we wstępie Sandberg i wylicza: ze 195 niepodległych państw tylko 17 jest rządzonych przez kobiety, zajmują one tylko 20 proc. miejsc w parlamentach świata. W korporacjach kobiety obejmują 14 proc. wyższych stanowisk kierowniczych, zajmują 17 proc. miejsc w zarządach, a w rankingu Fortune 500 najbardziej liczących się prezesów w Stanach Zjednoczonych znalazło się ledwie 21 pań. Zmiany nadchodzą i tam, ale – według Sandberg – wolniej niż w innych sektorach.

Na wyższych uczelniach kobiety dogoniły, a często też przegoniły mężczyzn, za to w biznesie ciągle pozostają w tyle. W latach 70. na każdego dolara zarobionego przez mężczyznę kobieta dostawała 59 centów. Dziś dostaje 77 centów – przepaść zarobkowa się zmniejsza, ale zbyt wolno.

Często nie chodzi o zewnętrzne bariery, które napotykają kobiety w pracy – nierówne traktowanie, dyskryminację, seksizm, brak udogodnień dla matek – ale bariery wewnętrzne. Sandberg sama je przełamywała: kobiety często czują się niepewnie w pracy, rzadziej od mężczyzn proszą o podwyżki, rzadziej ubiegają się o awans. Od kobiet w pracy oczekuje się większego zaangażowania we wspólny interes niż w swój osobisty: „Kiedy zaczynamy podkreślać swoją wartość i argumentować za podwyżką, postrzegane jesteśmy w niekorzystnym świetle”. Im wyżej kobieta zachodzi, tym częściej uważana jest za niesympatyczną, władczą, samolubną. Mężczyznom na szczycie nie przypisuje się automatycznie takich cech.

Przykład? Badanie przeprowadzone na studentach Harvardu w 2003 r. Podzielono ich na dwie grupy i każdej dano do przeczytania historię kariery Heidi Roizen, która stała się odnoszącą sukcesy inwestorką dzięki „przebojowej osobowości i siatce znajomości zarówno osobistych, jak i profesjonalnych w sektorze technologicznym”.

Jedna grupa zapoznała się z historią Heidi, druga przeczytała dokładnie to samo, ale z jedną różnicą – Heidi stała się w ich tekście Howardem. „Poproszeni o ocenę studenci z równym szacunkiem podchodzili do osiągnięć Heidi i Howarda, jednak Howard wydał im się bardziej przyjaznym współpracownikiem, za to Heidi dostała łatkę osoby samolubnej, dla której nie chciałoby się pracować i której nie chciałoby się zatrudnić” – kwituje Sandberg.

Zmiana priorytetów

Kobiety, planując karierę, często szykują w niej od razu miejsce dla męża i dzieci. To Sandberg wie również z własnego doświadczenia. Wcześnie wyszła za mąż – miała 23 lata. Skończyło się równie szybkim rozwodem i zmianą priorytetów. Przywołuje też w książce przykład swojej podwładnej, która pewnego dnia na spotkaniu zapowiedziała jej, że będzie brała na siebie mniej obowiązków w pracy, przygotowując miejsce na rodzinę. Gdy przełożona spytała, kiedy spodziewa się dziecka, dziewczyna odpowiedziała, że nie jest w ciąży, ba, jest singielką i dopiero szuka partnera!

Sandberg podkreśla, że nie jest przeciwniczką kobiet, które decydują się odejść z pracy i poświęcić rodzinie. Chce jednak, żeby nie hamowały swojej kariery za wcześnie, a wręcz przyspieszyły aż do momentu faktycznego odejścia. W ten sposób unikną pozostania na niższych, mniej rozwijających i stymulujących pozycjach, podczas gdy ich koledzy będą wspinać się dalej. Polepszą swoją pozycję, gdy będą chciały wrócić do pracy.

Media piszą o 44-letniej Sandberg per superkobieta – wygląda bowiem na to, że spełnia się zawodowo i rodzinnie. Ma drugiego męża, urodziła dwójkę dzieci. Sama obala ten wizerunek, przywołując raz po raz przykłady ze swojego doświadczenia – popełniała te same błędy, które teraz opisuje. Zauważa przy tym, że kobieta, która odniosła zawodowy sukces, często jest pytana: Jak ci się udaje pogodzić pracę z rodziną? – zwykle z oskarżycielskim spojrzeniem sugerującym, że skoro tak poświęca się pracy, musi nawalać w domu. W końcu niepracująca matka pamięta o takich sprawach, jak zielone przebranie dla dziecka do szkoły na Dzień św. Patryka, o których ona sama albo w ogóle nie wie, albo zapomina. Przywołuje wtedy słowa Glorii Steinem: „Nie pogodzisz dwóch prac na pełen etat, po ciężkim dniu pracy gotując idealny obiad dla swoich idealnych dzieci, a potem spełniając się jako idealna kochanka. Superkobieta jest przeciwniczką kobiecego ruchu”. Trzeba umieć sobie wybaczać, odpuścić marzenie o perfekcji i zaakceptować nieuchronny chaos i bałagan. Poza tym mężczyzna musi stać się prawdziwym partnerem, a nie, jak dotychczas, wykonywać zdecydowanie mniejszą część obowiązków domowych.

Celem tej książki nie jest ucięcie dyskusji wokół sytuacji kobiet w pracy, tylko rozpoczęcie nowej – pisząc to w zakończeniu, Sandberg zapewne nie spodziewała się aż tak ogromnego odzewu i gwałtownej dyskusji. Pełne emocji reakcje obiegły amerykańskie media jeszcze grubo przed publikacją. Pierwszy artykuł w „New York Timesie”, napisany dosyć sceptycznym tonem i zawierający wyjęty z kontekstu cytat, stawiający Sandberg w złym świetle, wywołał burzę. Falę krytyki uciął „New Yorker”, nawołując: „Może powinniście najpierw przeczytać książkę” – i skrupulatnie odnotował każdy nieuzasadniony przypadek ostrego ataku na autorkę, którą zaczęto już obrzucać inwektywami: od „narcystycznej arogantki” po „Paris Hilton w przebraniu”.

Po publikacji krytyka stała się bardziej wyważona. Pisze się, że autorka warta ponad miliard dolarów ma już mało wspólnego z problemami zwykłych kobiet. Trudno też traktować jej niesamowitą karierę zawodową – z podstawową pensją w wysokości 300 tys. dol. – jako obietnicę sukcesu dla czytelniczek. Inni widzą w jej radach zakamuflowane poddanie się i dostosowanie do standardów biznesowych, wyznaczonych przez kulturę samców alfa. Zarzucają Sandberg, że bardziej uczy kobiety służyć swoim firmom, niż firmy kreować lepsze miejsca pracy dla pracownic.

Autorka ma jednak i obrońców – „Time” umieścił ją na okładce z podtytułem: „Nie kieruj na nią nienawiści dlatego, że odniosła sukces”. Wśród jej stronników znalazł się też miliarder Richard Branson od Virgin Group.

Publikacja książki jest dla Sandberg częścią większego planu – chce zainspirować nowy ruch feministyczny, który organizowałby się wokół jej fundacji Lean In Circles. Oferuje programy dla kobiet w biznesie, swojego rodzaju kółka, grupy wsparcia, zachęcające je do dzielenia się swoimi opowieściami oraz udzielające im wskazówek dotyczących rozwoju kariery. Kilka miesięcy po starcie stronę „Lean In” na Facebooku polubiło 281 tys. użytkowników. Na stronie fundacji można przeczytać historie osób wspierających pomysł, z Oprah Winfrey czy Melindą Gates na czele. Opisują krytyczne momenty, które w jakiś sposób zdefiniowały ich kariery.

Koła wzajemnego wsparcia

Jak reagują te kobiety, do których przede wszystkim skierowane są książka i fundacja? Założono już ok. 7 tys. takich kółek, jedno z nich zorganizowała u siebie w mieszkaniu Jessica Bennett, była redaktor naczelna serwisu Tumblr: „Siedząc razem, dyskutując, czułyśmy wdzięczność, że ktoś nazwał wreszcie mało widoczne problemy, z którymi każda z nas się borykała w pracy, i zaoferował pragmatyczne metody ich rozwiązania”. Bennett obecnie stała się prawą ręką Sandberg, zajmuje się redagowaniem portalu „Lean In”. Ostatnio wywołała burzę, ogłaszając na Facebooku nabór na bezpłatny staż w fundacji – w odpowiedzi dostała mało aplikacji, za to mnóstwo pytań, jak niepłacenie za pracę praktykantkom ma im pomóc we „włączeniu się do gry”. Po zamieszaniu w mediach szybko ogłoszono, że staże będą jednak płatne. Nie wygląda to więc na feministyczną rewolucję, tylko na bardzo ożywioną dyskusję o sytuacji kobiet w miejscu pracy.

Sheryl Sandberg, Włącz się do gry. Kobiety, praca i chęć przywództwa, Sonia Draga 2013

Polityka 39.2013 (2926) z dnia 24.09.2013; Ludzie i style; s. 88
Oryginalny tytuł tekstu: "Lady Facebook"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Ludzie i style

Jak amerykańskie flippery z Francji do Polski trafiły

Flippery, czyli zręcznościowe, elektromechaniczne maszyny do grania, były kiedyś obowiązkowym elementem wyposażenia w barach, hotelach i... nocnych klubach. O ich losach opowiada Marek Jasicki, który importował je z Francji do Polski.

Łukasz Dziatkiewicz
15.09.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną