Świat

Wspólna pizza

Główne punkty tymczasowego porozumienia nuklearnego z Iranem

Irańczycy to też ludzie, a niektórzy z nich są nawet racjonalni – to dla reszty świata najważniejsza konkluzja po czterodniowym maratonie negocjacyjnym w Genewie. W niedzielę rano zakończył się on podpisaniem z Iranem pierwszej od siedmiu lat umowy w sprawie atomu.

Umowa jest tymczasowa. Zamysł był taki, aby skłonić Teheran do zamrożenia programu nuklearnego na sześć miesięcy i w tym czasie w spokoju wynegocjować długookresową umowę nuklearną.

To światowym mocarstwom (członkowie Rady Bezpieczeństwa ONZ plus Niemcy) udało się połowicznie. Z jednej strony warunki umowy - jeśli będą przestrzegane - wydłużą o kilka miesięcy czas potrzebny Irańczykom od podjęcia decyzji o budowie bomby do jej ukończenia. Z drugiej strony, nie ma żadnej gwarancji, że to nie będzie stracone sześć miesięcy, bo jeśli chodzi o przebieg genewskich negocjacji, Irańczycy rozegrali wyrafinowaną partię szachów, podczas gdy reszta świata bawiła się warcabami.

Niedzielna umowa przede wszystkim łamie podstawową zasadę wszystkich dotychczasowych rezolucji ONZ, które domagały się od Teheranu bezwzględnego porzucenia programu nuklearnego w zamian za jakiekolwiek poluzowanie sankcji gospodarczych. Nowa umowa pozwala Irańczykom zachować uran wzbogacony do poziomu 5 proc. Bomby z tego nie będzie, najwyżej paliwo do reaktora jądrowego, ale jednocześnie mocarstwa zgodziły się na poluzowanie sankcji – nieznaczne, ale chodzi o zasadę. W Teheranie może to zostać odebrane jako odwrócenie trendu.

W Genewie Iran wygrał też wiele mniejszych potyczek. Zobowiązał się niby „zneutralizować” całe zasoby uranu wzbogaconego do 20 proc., ale ten proces jest łatwo odwracalny. Z 20-proc. uranu bomby też nie można zrobić, w tym jednak przypadku przeskok do poziomu bombowego (90 proc.) nie jest już taki trudny i czasochłonny. Również deklaracja o pełnej transparentności irańskiego programu może być iluzoryczna – gdyby Irańczycy rzeczywiście nie mieli przed inspektorami nic do ukrycia, już dawno podpisaliby Protokół Dodatkowy do Układu o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej, który pozwala ONZ na niezapowiedziane inspekcje w dowolnie wybranym miejscu.

W genewskim porozumieniu nie ma również mowy o demontażu irańskich wirówek, niezbędnych w procesie wzbogacania uranu. Jeśli przyjmiemy, że atom ma służyć cywilom, utrzymywanie na chodzie kilkunastu tysięcy tych urządzeń nie ma żadnego uzasadnienia. Chyba, że Irańczycy zamierzają w nich odwirowywać pranie.

Wszystko to jednak tylko niepokojące szczegóły, które nie powinny przesłaniać największej korzyści z genewskiego spotkania – obie strony przekonały się, że po drugiej stronie stołu nie zasiadają kolejne wcielenia szatana lub terroryści-samobójcy, ale racjonalni gracze, z którymi można się dogadać. Podczas nocnych negocjacji komitywa osiągnęła taki poziom, że obie strony bez problemu uzgodniły, jaką pizzę zamówić.

Warunki umowy nuklearnej pozostają oczywiście kluczowe, ale relacje osobiste, szczególnie między Amerykanami i Irańczykami, będą odgrywać nie mniejszą rolę. Próbował je naprawić już Ronald Reagan, który za pośrednictwem Szwajcarów słał tajne listy do Irańczyków, którzy jednak uznali je za fałszywki.

W 1999 r. Bill Clinton biegał po korytarzach nowojorskiej siedziby ONZ, aby „przypadkiem” wpaść na ówczesnego prezydenta Iranu Mohammada Chatamiego (zbiegł bocznym wyjściem). Dziś obie strony dzwonią do siebie i ściskają się w świetle kamer. Dużo tym ryzykują w swoich krajach, jeśli negocjacje skończą się klapą. Ale właśnie to podjęcie ryzyka uwiarygodnia dobre intencje obu stron.

Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Żyjmy Lepiej

Dziesięć tysięcy kroków

Chodźmy chodzić, maszerować z kijami i biegać. Plan minimum to dziesięć tysięcy kroków dziennie. Można też zwiększyć obroty, ale trzeba to robić z głową.

Marcin Piątek
28.07.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną