Jaki jest nowoczesny służący

Do czego służy kamerdyner
Oprócz srebrnej tacy używa iPada, jest bardziej menedżerem niż służącym. Kamerdyner to nie tylko bohater historycznego filmu, który ma premierę w święta. Ta profesja przeżywa niespodziewany renesans.
Międzynarodowa Akademia Kamerdynerów. Pierwszy z lewej jej założyciel - Robert Wennekes.
Rick Nederstigt/Xinhua/ZumaPress/Forum

Międzynarodowa Akademia Kamerdynerów. Pierwszy z lewej jej założyciel - Robert Wennekes.

Profesjonalni kamerdynerzy podczas uroczystego otwarcia Targów Milionerów w Monachium.
Hermann Bredehorst/Polaris/EAST NEWS

Profesjonalni kamerdynerzy podczas uroczystego otwarcia Targów Milionerów w Monachium.

Robert Wennekes, założyciel International Butler Academy w holenderskim Valkenburgu, nie ma wątpliwości: tak jak reżyser filmowy marzy o Oscarze, literat o Noblu, tak kamerdyner o służbie w Buckingham Palace. Ale pałac królewski w Anglii jest tylko jeden, za to innych dobrych pracodawców pod dostatkiem – z każdym rokiem przybywa w świecie ludzi majętnych, którym do pełni szczęścia brakuje właśnie kamerdynera. Służącego szczególnego rodzaju, kojarzonego raczej z postaciami z literatury i filmu, jak choćby kostyczny, wierny sługa we fraku i ze srebrną tacą z „Okruchów dnia”, brawurowo zagrany przez Anthony’ego Hopkinsa. A dziś – służący przez lata w Białym Domu Cecil Gaines, w którego rolę w najnowszym filmie „Kamerdyner” wciela się Forest Whitaker. Lecz ten zawód to nie relikt minionej epoki.

Co prawda w latach 80. XX w. liczba kamerdynerów w Wielkiej Brytanii – kolebce zawodu – zmalała do 100 (pół wieku wcześniej było ich ponoć 100 tys.), ale obecnie na samych Wyspach zawód ten wykonuje ok. 5 tys. osób. Na świecie wielokrotnie więcej. Kształcą ich renomowane szkoły kamerdynerskie zachodniego świata: od londyńskiej Spencer School po amerykański Institute of Modern Butlers. Kamerdynerzy XXI w. pracują zarówno w domach angielskich lordów, jak i w pałacach arabskich szejków. Znajdują zatrudnienie w wielogwiazdkowych hotelach i na luksusowych jachtach. Chętnie widzą ich u siebie arystokraci, przemysłowcy, dyplomaci, a ostatnio rosyjscy nowobogaccy.

Zatrudnianie kamerdynera, tak jak wymiana żony na młodszą, może być potwierdzeniem osiągniętego statusu życiowego, ale – niekoniecznie. Współczesny kamerdyner – podkreśla Wennekes – obok srebrnej tacy używa iPada i blackberry. Jest menedżerem – odpowiada za dom chlebodawcy. Przyjmuje i zwalnia podległą sobie służbę, a jednocześnie organizuje życie pryncypała: zamawia bilety do teatru i na samolot, rezerwuje hotele, fachowo pakuje walizki. Załatwia jego korespondencję mailową i ma dostęp do zastrzeżonego konta na Facebooku. Słowem – jest świetnie zorientowany w prywatnym życiu szefa, cieszy się jego zaufaniem.

Oczywiście zdarzają się czarne owce. Na przykład Paulo Gabriele, były papieski służący, skazany w 2012 r. na półtora roku więzienia za kradzież tajnych dokumentów i ułaskawiony przez papieża Benedykta XVI. Albo Paul Burrell, kamerdyner zmarłej tragicznie księżniczki Diany, któremu siostra księżnej zarzuciła kradzież pamiątek po niej. (Wytoczony mu proces został niespodziewanie w 2002 r. umorzony po interwencji samej królowej Elżbiety; Burrell miał ponoć zagrozić, że przed sądem nie będzie milczał na temat prywatnego życia swojej chlebodawczyni i księcia Karola). Środowisko zawodowe (Międzynarodowy Związek Kamerdynerów liczy ok. 10 tys. członków) odwraca się od byłych kolegów z niesmakiem. Zarówno Włoch, jak i Anglik są zawodowo spaleni.

Robert Wennekes poznawał tajniki zawodu przed dwudziestu laty u źródła, w Anglii. Później pracował u amerykańskiego miliardera, a do Europy wrócił po latach, by szefować kamerdynerom ambasady amerykańskiej w Bonn. Oferta arabskiego szejka – 200 tys. dol. rocznej pensji, prywatny kierowca, dwóch asystentów, nieograniczone konto na służbowe wydatki – wydawała się propozycją nie do odrzucenia, ale Wennekesowi nie udało się do wyjazdu przekonać żony i w końcu polecił szejkowi swojego kolegę. Po pewnym czasie zgłosili się do niego przyjaciele szejka z podobną prośbą i w ten oto sposób Holender odkrył rynkową niszę: popyt na współczesnych kamerdynerów – wysoko kwalifikowanych majordomusów łączących funkcje menedżerskie z prywatnym sekretarzowaniem.

Założona przez niego w 2002 r. Międzynarodowa Akademia Kamerdynerów przygotowała do zawodu ponad 200 absolwentów. Kurs trwa dwa miesiące. Z setki kandydatów Wennekes wybiera 10–14 osób, z których większość ma już za sobą doświadczenia pracy w hotelarstwie lub gastronomii, ale nie jest to warunek przesądzający o pomyślnej rekrutacji. Wśród kursantów znaleźli się już architekci, lekarze; osoby, które próbowały szczęścia w zawodach artystycznych.

Jedną piątą uczniów Akademii stanowią kobiety. W języku zawodowym nazywają się butleresse i nie narzekają na brak pracy. „Służyłam angielskiej królowej” – może powiedzieć o sobie 50-letnia dziś Szwajcarka Zita Langenstein, która niemal dwadzieścia lat ubiegała się o przyjęcie do renomowanej Ivor Spencer Butler School w Londynie. Dostawała odpowiedzi odmowne – szkoła nie przyjmowała kobiet! W 2005 r. jej upór został nagrodzony, ale nie bez znaczenia były też dwa dyplomy menedżerskie branży gastronomiczno-hotelarskiej, wieloletnia praktyka w zawodzie i świetne referencje. Dwumiesięczny kurs w Ivor Spencer Butler School otworzył jej w końcu drogę do zawodowego olimpu – Buckingham Palace.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną