Świat

Niemcy mają nowy rząd. Bardzo silny [ROZMOWA]

W Berlinie powstała trzecia w historii tzw. Wielka Koalicja. W Berlinie powstała trzecia w historii tzw. Wielka Koalicja. grolli77 / Flickr CC by SA
Po trzech miesiącach negocjacji niemieckie partie zawarły koalicję rządową. - Powstał zaskakująco silny rząd - podkreśla Marc Brost, ekspert tygodnika „Die Zeit”.

W poniedziałek szefowie największych niemieckich partii – chadeckich CDU i CSU oraz socjaldemokratycznej SPD - podpisali traktat koalicyjny nowego rządu. W ten sposób powstała trzecia w historii RFN Wielka Koalicja. We wtorek Angela Merkel została wybrana przez Bundestag na kanclerza, a następnie zaprzysiężony zostanie jej nowy gabinet.

CDU obsadziło, oprócz stanowiska kanclerza i szefa urzędu kanclerskiego, pięć ministerstw, socjaldemokratom przypadło sześć resortów, a CSU - trzy. Nowy rząd rozpocznie pracę w środę – niemal trzy miesiące po wyborach do Bundestagu.

Anna Tyszecka: - To był rekordowo długi czas formowania nowego rządu. Warto było czekać?
Marc Brost:
- Warto. Powstał zaskakująco silny gabinet, w którym kluczowe resorty przypadły socjaldemokratom. Szef SPD Sigmar Gabriel został wicekanclerzem i otrzymał tekę połączonych ministerstw gospodarki i energetyki. Będzie kierował jednym z najważniejszych resortów. Na czele dyplomacji stanie ponownie Frank-Walter Steinmeier, który piastował już to stanowisko w latach 2005 – 2009 w poprzednim rządzie koalicyjnym Angeli Merkel. SPD odpowiedzialna będzie również za pracę ministerstw pracy i spraw socjalnych, rodziny, migracji i ochrony środowiska.

Powodów do satysfakcji Gabriel ma więcej - w ciągu ostatnich czterech tygodni udało mu się osiągnąć dla swojej formacji więcej niż w minionych czterech latach. Wyszedł zwycięsko z ryzykownej próby - przeprowadził wewnątrzpartyjne referendum, uzależniając od akceptacji szeregowych członków partii powstanie koalicyjnego rządu. Wynik - 76 proc. poparcia dla współrządzenia z chadekami - daje mu mocną legitymację.

Co pokonało obawy sojaldemokratów przed „połknięciem” przez chadeków?
W jakiejś mierze - brak wyjścia. Alternatywą było bowiem przeprowadzenie ponownych wyborów, a te niosły ze sobą ryzyko wymierzenia kary przez wyborców, ze skutkiem politycznej marginalizacji dla socjaldemokratów. Ważne było jednak i to, że umowa koalicyjna uwzględniała wyborcze postulaty SPD: wprowadzenie płacy minimalnej w wysokości 8,50 za godzinę dla wszystkich zatrudnionych i obniżenie wieku emerytalnego do 63 lat dla osób z 45- letnim stażem pracy. Sigmar Gabriel dwoił się i troił przekonując swoich współtowarzyszy, że rozmawia z chadekami jak „równy z równym” i że długotrwałe negocjacje pozwolą zająć SPD pozycję umożliwiającą realny wpływ na przyszłą politykę w Niemczech.

SPD musiała jednak zrezygnować z części swoich postulatów wyborczych...
Owszem, nie zdecydowano się m.in. na opodatkowanie najbogatszych - wyborcy CDU mogli odetchnąć z ulgą. Planowane przez koalicję wydatki na oświatę, inwestycje komunalne, emerytury, pomoc rozwojową są o 40 mld większe niż w poprzednim rządzie. Gwarancją, że nie będzie potrzeby podnoszenia podatków, czy też zaciągania nowych długów, ma być utrzymująca się koniunktura gospodarcza. Na razie państwowe kasy są pełne. Ważne będzie więc kto, kiedy i na co wydawać będzie pieniądze.

 

 

Jak wiadomo, Niemcy zdecydowały się na zamknięcie do 2022 roku wszystkich elektrowni atomowych i przejście na odnawialne źródła energii. Kluczowym projektem nowego gabinetu są zatem reformy w dziedzinie energetyki. Mają nie tylko prowadzić do szerokiego zastosowania „zielonej energii”, tworzyć nowe miejsca pracy, ale przynosić zyski z eksportu nowatorskich rozwiązań technicznych. I co równie ważne – być nośnikiem modernizacji kraju. Za urzeczywistnienie tych planów odpowiadało do tej pory ministerstwo ochrony środowiska, nie zawsze najlepiej, stąd pomysł reorganizacji i połączenia resortu gospodarki i energetyki. Odpowiedzialność za pomyślność reformy energetycznej spoczywa teraz w rękach nowego superministra Sigmara Gabriela.

Za finanse państwa odpowiadać będzie nadal Wolfgang Schäuble (CDU). Jego pozycja była niezagrożona?
Chadecy nie mogą sobie wyobrazić lepszego człowieka na tym stanowisku. Odgrywa kluczową rolę w walce z kryzysem strefy euro od samego jego początku i jest gwarantem kontynuowania dotychczasowej strategii. Angela Merkel będzie, jak do tej pory, zwlekała i kluczyła, unikała decyzji i mnożyła trudności, również w najważniejszych projektach, za jakie uważa się na przykład powstanie unii bankowej. Jeśli okaże się, że sytuacja grozi katastrofą, przykładowo pojawi się konieczność wysłania kolejnego pakietu pomocowego dla Grecji – zażegna niebezpieczeństwo.

Nie mam jednak wątpliwości, że pani kanclerz kontynuować będzie swoje pronarodowe stanowisko wobec kryzysu w Europie. Wynika ono z jej z dobrego ucha dla nastrojów społecznych w Niemczech. Szukanie dalszych argumentów, by przekonać obywateli, że nadal trzeba wzmacniać euro może być trudne. Tymczasem zbliżają się wybory do Parlamentu Europejskiego. Angela Merkel z pewnością nie podejmie żadnych kroków, które mogłyby rozdrażnić Niemców. Słowem – w polityce europejskiej bez zmian. Zapowiada się kontynuacja.

A co uznałby pan za zaskoczenie?
Decyzje Angeli Merkel dotyczące polityki personalnej. Mam tu na myśli jej rozstanie z najbliższym współpracownikiem, szefem urzędu kanclerskiego, Ronaldem Pofallą, a także powierzenie resortu obrony pierwszej kobiecie w historii Niemiec, Ursuli von der Leyen (CDU), byłej szefowej ministerstwa pracy.

Dzięki tej nominacji otwierają się przed nią nowe perspektywy politycznej kariery. Uważa się bowiem, że jeśli von der Leyen poradzi sobie na tym stanowisku, uzyska przepustkę do najwyższych urzędów w państwie. Jej poprzednik, były minister obrony, Thomas de Maizier (CDU), cieszący się opinią solidnego urzędnika, poprowadzi resort spraw wewnętrznych. Ustąpić musiał mu miejsca bawarski chadek Hans-Peter Friedrich (CSU), który objął obecnie resort rolnictwa, uszczuplony jednak o ochronę konsumenta. Bawarczycy wyszli z negocjacji koalicyjnych z najskromniejszym łupem.

Marc Brost - ekspert polityczny i komentator tygodnika „Die Zeit”, znany również ze stałego cyklu komentarzy „Marc Brost spricht Klartext” („Marc Brost mówi otwarcie”) w informacyjnej stacji telewizyjnej N24.

Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Czytaj także

Ja My Oni

Uroda przynosi w życiu profity. Ale nie jest źródłem szczęścia

Już trzymiesięczne niemowlęta przyglądają się ładnym twarzom istotnie dłużej niż nieładnym. I niezależnie od wieku, płci i rasy pochylającej się nad nimi osoby.

Grzegorz Gustaw
26.11.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną