Tunezyjska lekcja współpracy

Planeta Tunezja
Tunezja przyjęła właśnie najbardziej liberalną konstytucję w historii Bliskiego Wschodu, bo zaufało sobie dwóch odwiecznych przeciwników.
Euforia w tunezyjskim parlamencie po przyjęciu nowej konstytucji.
Zoubeir Souissi/Reuters/Forum

Euforia w tunezyjskim parlamencie po przyjęciu nowej konstytucji.

Filmowcy tak cenią światło na pustyniach południowej Tunezji, że nakręcili tu m.in. „Poszukiwaczy zaginionej Arki” i „Angielskiego pacjenta”. Ale żadna hollywoodzka produkcja nie jest tak związana z Tunezją jak „Gwiezdne wojny”. W okolicach miasta Tatawin zrobiono zdjęcia do niemal wszystkich części tej kosmicznej epopei, nie przypadkiem pustynna planeta, z której pochodzą jej główni bohaterowie, nazywa się Tatooine.

Dzieło George’a Lucasa zaskakująco wpasowuje się również w tunezyjski krajobraz polityczny. 26 stycznia tamtejszy parlament przyjął najbardziej liberalną konstytucję w historii świata arabskiego, a dwa dni później – znów: pierwszy raz w historii tej części globu – demokratycznie wybrany rząd pokojowo oddał władzę. – Tym samym Tunezja stała się jakby krajem z innej planety, patrząc na to, co się dzieje chociażby w Egipcie. Po burzliwej i rewolucyjnej wiośnie sprzed trzech lat w końcu przyszło tu słoneczne lato – komentuje tunezyjski intelektualista i były dyplomata Ahmed Lunae.

Taki obrót spraw nie byłby możliwy bez „dwóch mędrców z Tunezji”, jak mówi o nich Lunae: 72-letniego Raszida Ganusziego oraz o 15 lat starszego Bedżi Caida Essebsiego, liderów odpowiednio: największej, acz umiarkowanej partii islamskiej i ugrupowania wysokich funkcjonariuszy obalonego w 2011 r.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną