Belgia jako pierwsze państwo legalizuje eutanazję dla dzieci

Dobra śmierć?
Nie sądzę, by dziecko, prosząc o eutanazję, zdawało sobie sprawę z tego, o co prosi.
Kwestia dopuszczalności eutanazji wywołuje protesty nie tylko w Belgii. Na zdjęciu protesty przeciwko legalizacji eutanazjiwe Francji.
fedfil/Flickr CC by SA

Kwestia dopuszczalności eutanazji wywołuje protesty nie tylko w Belgii. Na zdjęciu protesty przeciwko legalizacji eutanazjiwe Francji.

Wyobrażam sobie, że to mnie się przydarzyło takie nieszczęście, jak śmiertelna choroba własnego nieletniego dziecka (mam dwoje już dorosłych). Co bym zrobił? Oczywiście zrobiłbym wraz z żoną i rodziną wszystko, co możliwe, by przedłużyć mu życie. A gdyby dziecko cierpiało, gdyby odczuwało ciągły nieznośny ból, na który nie byłoby już medycznej rady?

To horror, ale takie rzeczy się niestety zdarzają, dobrym i złym ludziom, tak samo w kochających się, jak w patologicznych rodzinach. Myślę, że póki nie miałbym pewności, że naprawdę nic się już nie da zrobić, aby nie cierpiało, nie zgodziłbym się na eutanazję. Ale uważam, że nie mam prawa potępiać tych rodziców, którzy by się zgodzili.

Oczywiście w Polsce jest to sytuacja abstrakcyjna w sensie prawnym. Polskie prawo nie zezwala na eutanazję nieuleczanie chorych dorosłych, nawet gdyby o nią błagali, a co dopiero dzieci. U nas poparcie dla eutanazji legalnej, szpitalnej czy nadzorowanej przez lekarzy jest zapewne mniejsze niż w Belgii, skądinąd też kulturowo katolickiej (przeciw była w Belgii koalicja katolików, muzułmanów i Żydów). Dużo silniejszy byłby też w ewentualnej dyskusji o eutanazji dziecięcej sprzeciw lekarzy.

W Belgii list „za” podpisało znacznie więcej lekarzy pediatrów niż list „przeciw”. Podobny jest układ sił politycznych: lewica za, prawica przeciw. Przewiduje się, że eutanazji dziecięcych będzie najwyżej kilka rocznie. Ale jakoś mnie to nie uspokaja.

Nie sądzę, by kilkuletnie dziecko (a nawet nastoletnie) było w stanie samodzielnie wyrobić sobie zdanie, czy prosić o eutanazję, i żeby zdawało sobie do końca sprawę, o co prosi: że śmierć jest nieodwracalna. Nie sądzę też, by dało się uniknąć sporów w rodzinach takich dzieci, a to grozi ich dezintegracją, podczas gdy zwykle śmierć kogoś bliskiego rodziny konsoliduje.

Nie wiem też, jak się zachowa prawodawca, gdy kiedyś ktoś powołując się na precedens, czyli dopuszczenie możliwości legalnej eutanazji śmiertelnie chorych dzieci, zgłosi wniosek o dopuszczenie eutanazji dzieci ciężko upośledzonych, niezdolnych do samodzielnego życia, choć nie chorujących terminalnie, jeśli zapragną tego rodzice lub opiekunowie.

Pocieszam się, że medycyna będzie w stanie (a może już jest) zapewnić nieuleczalnie chorym i cierpiącym dzieciom „dobrą śmierć” w inny sposób niż poddając je eutanazji na żądanie.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną