Świat

Krwawy wtorek

Kijów w ogniu walk. Są ofiary

Krwawe starcia między Berkutem a demonstrantami w Kijowie. Polała się krew Krwawe starcia między Berkutem a demonstrantami w Kijowie. Polała się krew Andrew Kravchenko/Reuters / Forum
W stolicy Ukrainy doszło do krwawych starć między demonstrantami a Berkutem. Użyto broni palnej i granatów hukowych. Janukowycz nie zamierza się cofnąć ani o krok, wiadomo, że nie zamierza oddać władzy.

Według opozycji jest już 30 zabitych osób, według danych ministerstwa zdrowia 26 ofiar śmiertelnych, w tym 10 milicjantów. To bilans trwających od wtorku walk Berkutu z demonstrantami na Majdanie. W nocy z wtorku na środę walki nie ustały.

W Kijowie sytuacja jest znów dramatyczna. Nie udało się utrzymać zawieszenia broni, kompromis, choć już się zarysował, został zaprzepaszczony. Nie doszło do pokojowego rozwiązania konfliktu politycznego na Ukrainie. Choć jeszcze w poniedziałek wydawało się, że to możliwe: Witalij Kliczko i Arsenij Jaceniuk, liderzy opozycji, wrócili z Berlina z zapewnieniem Angeli Merkel o unijnym poparciu.

We wtorek  Rada Najwyższa miała się zająć jednym z żądań protestujących, przywróceniem konstytucji w redakcji z 2004 r. Zmieniłaby ustrój polityczny, odbierając wszechwładzę prezydentowi Wiktorowi Janukowiczowi na rzecz parlamentu i rządu. Obecna konstytucja, uchwalona w 1998 r. za prezydentury Leonida Kuczmy została umocowana przez podległy Janukowyczowi Sąd Konstytucyjny w 2010 r., z pominięciem parlamentu. Dziś miało dojść do odwrócenia tej sytuacji uchwałą Rady Najwyższej. To otwierało drogę do przyspieszonych wyborów parlamentarnych, do zmiany władzy. Opozycja deklarowała, że gotowa jest wówczas wziąć udział w nowym rządzie. W sytuacji gdy wszechwładza Janukowycza byłaby ograniczona, taki krok miałby sens.

Opozycja wezwała zgromadzonych na Majdanie do marszu na parlament, żeby wesprzeć obecnością jej żądania. Nazwała to pokojowym atakiem: chciała pokazać, że ma poparcie obywateli.

Ale sprawa konstytucji w ogóle nie znalazła się w porządku dnia, przewodniczący Rady nie chciał wprowadzić tego tematu do porządku obrad mimo nalegań opozycji, która zablokowała mównicę, wstrzymując rozpoczęcie posiedzenia.

A Berkut, tituszki i przeciwnicy Majdanu sprowokowali starcia między demonstrantami i spec-siłami milicji. Użyto broni palnej i granatów hukowych. Janukowycz nie zamierza się cofnąć ani o krok, wiadomo, że nie zamierza oddać władzy.

Ale dziś także opozycja nie zamierza się cofnąć. Demonstranci przedarli się z powrotem na Majdan, liderzy znów wyszli na scenę. Wezwali do obrony, do walki. Wezwali na Majdan mieszkańców stolicy. Mówią, że nie ustąpią. Są gotowi zginąć. Ginąć w walce o zmianę systemu politycznego dziś, w środku Europy, to się do niedawna wydawało nierealne. Przecież można rozmawiać, nie strzelać. Dziś okazuje się, że to kolejne złudzenie.

Majdan jest odcięty, nie kursuje metro, zablokowane są drogo dojścia, milicja zablokowała też drogi dojazdowe do miasta. W centrum Kijowa jest już stan wyjątkowy, choć oficjalnie go nie ogłoszono. Na plac nie mogą dojechać nawet karetki pogotowia, by zabrać rannych. Opozycja nie posłuchała ultimatum, nie opuściła placu.

Czy dojdzie do konfrontacji? Janukowycz z pewnością ma taką pokusę, Majdan jest bardziej bezbronny niż wczoraj, rozbito kilka barykad, zniszczono umocnienia. Łatwiej byłoby go zdobyć. To się nie odbędzie jednak bez ofiar, prezydent musi o tym wiedzieć. I musi się liczyć z odwetem.

A protestujący już trzymają w rękach kamienie. Gotowi są walczyć, nie czują strachu, choć nie mają równego uzbrojenia. Straż Majdanu zwiera szeregi.

Janukowycz miał czas żeby porozumieć się z liderami opozycji, już po powrocie z Soczi, gdzie spotykał się z Putinem. Nie wykonał jednak znaczącego gestu, wyraźnie grał na czas, unikał kompromisu, zwlekał z decyzjami. Może czekał na okazję kiedy będzie mógł siłowo rozwiązać konflikt i spacyfikować Majdan. Może taką okazję sprowokował?

Z Kijowa dochodzą informacje, że sytuacja jest krytyczna. Berkut otrzymał pozwolenie na użycie broni palnej.

Europa wzywa do zaprzestania przemocy. Ale te wezwania trafiają dziś w próżnię. Trudno prowadzić normalny dialog gdy padły strzały, gdy są zabici, leje się krew. Czy prezydent, który dopuścił do użycia przemocy ma nadal prawo do sprawowania swego mandatu? Janukowycz sam się takiego prawa pozbawia.

Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Ludzie i style

Dlaczego Donald Trump nie zatańczy na TikToku?

Gdy jedni prezydenci pokazują się na TikToku, inni próbują go zbanować. Popularna wśród młodzieży – i nie tylko – aplikacja już została usunięta z Indii. Następne będą USA?

Michał R. Wiśniewski
12.07.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną