Tak toczy się rewolucja
W Kijowie nagłe przyspieszenie. Deputowani do Rady Najwyższej odzyskali energię do pracy, wolną wolę i przekonanie, że to oni sprawują władzę ustawodawcza w kraju. W ciągu zaledwie jednego dnia, w zgodzie, przyjęli więcej ustaw niż przez całą obecną kadencję.
Julia Tymoszenko decyzją parlamentu wyszła z więzienia.
Jose Luis Orihuela/Flickr CC by 2.0

Julia Tymoszenko decyzją parlamentu wyszła z więzienia.

Najpierw - zmiana na stanowisku przewodniczącego Rady, bo do dymisji podał się obecny spiker Wołodymyr Rybak. Jego fotel zajął dziś Ołeksandr Turczynow, jeden z najbliższych współpracowników i zaufany przyjaciel Julii Tymoszenko. Zasiadł na swym nowym fotelu prosto z marszu, ubrany w skórzaną kurtkę, jakby przyszedł wprost z Majdanu, gdzie zwykle występował. Dalej deputowani, już pod nowym kierownictwem, przegłosowali przyjęcie konstytucji z 2004 r., odwołali ze stanowiska prokuratora generalnego, powołali radę wojskową i pełnomocnika, który będzie nadzorował siły bezpieczeństwa. Udało się to gdyż część deputowanych Partii Regionów zdecydowała się opuścić frakcję i poprzeć opozycję. W ten sposób udało się uzyskać większość w parlamencie. Można powiedzieć: wreszcie. Tragiczne, że dopiero przelana na Majdanie krew wpłynęła na ich postawy.

Jednak najważniejsze decyzje przyszły później, uwolnienie z więzienia Julii Tymoszenko, wypełniając – jak zaznaczono – międzynarodowe zobowiązania Ukrainy. Tymoszenko niemal natychmiast opuściła miejsce odosobnienia – szpital w Charkowie. Lada chwila zapewne pojawi się na Majdanie. Czy zebrani uznają, że odpokutowała już swoje winy polityczne i jej wpływ pozostanie wielki, kolejny raz? Znając jej temperament polityczny można sądzić, że teraz ona obejmie przywództwo na Majdanie: ten nie zamierza się rozejść, obiecuje trwać póki wszystkie żądania nie będą spełnione. Ale są też głosy, że czas Julii minął, że pora na nową generację polityków, nie związanych z dawnym establishmentem. Jedno jest pewne, Ukrainie potrzebna jest dziś stabilna władza mądry i fachowy rząd, zdolny podejmować trudne decyzje. Zwłaszcza dotyczących gospodarki. Wróci też zapewne sprawa rozliczeń za przelaną krew. Będzie ciężko.

Ale to jeszcze nie koniec dzisiejszych sukcesów Rady Najwyższej. Deputowani pozbawili urzędu prezydenta Wiktora Janukowycza uznając, że sam odsunął się od wykonywania obowiązków. Janukowycz wyjechał w piątek z Kijowa i udał się w nieznanym kierunku. Dopiero dziś okazało się, że jest w Charkowie lub w południowo – wschodniej Ukrainie. Są nowe pogłoski, że przebywa w Doniecku, że zamierzał uciec do Rosji: Kijowem co chwilę wstrząsają nowe wiadomości, niektóre z nich są potem dementowane.

Janukowycz nie podpisał piątkowych dokumentów przyjętych przez parlament (miał na to 24 godziny), to dało deputowanym podstawę do dzisiejszego pozbawienia go urzędu. Uznano, że prezydent nie chce wypełniać obowiązków. Nazwano to samo usunięciem się od pełnienia obowiązków. Deputowani odśpiewali hymn. Jeszcze kilka tygodni temu zgodnie podnosili ręce w każdej sprawie, zgodnie z życzeniem prezydenta. Dziś próbują nadrobić stracony czas. Ale zapewne konstytucjonaliści będą się spierać, czy decyzja o pozbawieniu władzy prezydenta była zgodna z konstytucją.

Tymczasem Janukowycz dał wywiad państwowej telewizji w którym zapewnił, że robił wszystko, żeby nie doszło do rozlewu krwi. – Ale poszło, jak poszło – próbował się usprawiedliwiać. Nazwał wydarzenia w stolicy zamachem stanu, to, co dzieje się w Kijowie porównał z faszystowskim przewrotem i zapowiedział że nie zamierza podpisywać dokumentów ani ustaw podjętych przez parlament. Wydaje się to kwestionowaniem dzień wcześniej podpisanego porozumienia z opozycją. Ale przecież nie pierwszy raz prezydent złamał słowo.

Prezydent zapewnił też, że nie zamierza rezygnować z urzędu ani opuszczać kraju. Mówił po rosyjsku, trzymając się retoryki używanej przez rosyjskiego ministra Ławrowa. Niewiele było w nim jednak pewności siebie dawnego dyktatora. Bo też niewiele z tej władzy pozostało: dziś do słynnej podkijowskiej rezydencji prezydenta weszli obywatele, nie zatrzymywani przez ochronę. Zobaczyli jak żyje ich przywódca. Zajęto też budynek prezydenckiej administracji.

Do zwycięstwa rewolucji wciąż jednak długa droga. W Charkowie zebrali się przedstawiciele południowo wschodnich regionów Ukrainy. Czy odważą się na secesję, oderwanie tej części kraju? To najgorszy ze scenariuszy. Identyczna inicjatywa zdarzyła się podczas pomarańczowej rewolucji, ale jej wprowadzeniu w życie udało się na czas zapobiec. Inicjatorom zagrożono sądem. Teraz sytuacje jest dużo poważniejsza. Za plecami wschodnich regionów jest Rosja, w niedzielę kończą się Igrzyska w Soczi i Moskwa odzyska siłę rażenia. Czy zechce wmieszać się w ukraińskie sprawy? Czy zechce wystąpić w „obronie” rosyjskojęzycznej mniejszości, zgodnie z doktryną przyjętą przez ówczesnego prezydenta Miedwiediewa podczas wojny z Gruzją? To prawdziwe niebezpieczeństwo jakie wisi dziś nad Ukrainą.

Czy Władimir Putin doprowadzi do rozłamu Ukrainy? Na zjazd w Charkowie przybyli deputowani rosyjskiej Dumy. Nie była to zapewne kurtuazyjna wizyta.

Jest jednak nadzieja, że mieszkańcy wschodniej Ukrainy, także ci rosyjskojęzyczni, czują się obywatelami Ukrainy ze stolicą w Kijowie. Nie zaakceptują secesji, bo dla nich Ukraina jest jedna i ważna. Teraz, kiedy przelano tak wiele krwi, kiedy obciąża ona prezydenta i władzę, to poczucie wspólnoty będzie jeszcze silniejsze. Sądzę, że do secesji nie dojdzie. W Charkowie, Doniecku, nigdy nie usłyszałam takich tęsknot, nawet gdy ludziom żyło się ciężko.

Decyzją parlamentu przedterminowe wybory prezydenckie na Ukrainie odbędą się 25 maja. Julia Tymoszenko, w chwilę po opuszczeniu więzienia zapowiedziała, że weźmie w nich udział.

Przelano krew, Ukraina już nie będzie taka sama. Warto, żeby politycy zapisali to na zawsze w pamięci.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną