„Świnki z ODS i CSSD nikogo nie dopuszczą do koryta” - głosi transparent demonstrantów oburzonych pozostaniem przy władzy w Pradze (2010 r.) koalicji prawicowo-socjaldemokratycznej.
Według Transparency International, Czechy zajmują jedno z najgorszych miejsc wśród krajów Europy pod względem korupcji.
Jest to zwieńczenie afery, którą relacjonowały media całego świata w ubiegłym roku – pośredniczką, która szafowała państwowymi posadami, była bliska współpracowniczka premiera Jana Nagyova – demoniczna blondyna, z którą Neczas miał romans. Obyczajowe tło całej historii, z rozwodem i perwersyjnymi praktykami seksualnymi, w zasadzie zdominowało wtedy doniesienia mediów. Teraz pani Nagyova nazywa się już Neczasova. Przed zarzutami wraz z mężem broni się na wolności, po krótkim pobycie w areszcie. Śledztwo się raczej wlecze, niż toczy. Obwinienie Neczasa było pierwszym od dawna akcentem, który trafił na czołówki gazet.
Za Lesoto
Za to regularnie co grudzień dziennikarze wygłaszają jeremiady przy okazji publikacji dorocznych Raportów Percepcji Korupcji (CPI), firmowanych przez Transparency International. Czechy regularnie w nich dołują. W najnowszym zajęły 57 miejsce w skali światowej. Prawdziwą rozpacz wywołało jednak dopiero 25 miejsce wśród 31 krajów Europy Zachodniej. Niżej już tylko Słowacja, Bułgaria, Rumunia, Grecja i Włochy. Za to w rankingu światowym nad Czechami są m.in. Lesoto, Gruzja, Rwanda i Portoryko.
Te zestawienia bolą, bo Czesi stereotypowo są szczególnie dumni nie tyle ze swojej historii czy wygranych bitew, ile właśnie z wysokiego poziomu cywilizacyjnego. Punktem odniesienia, do którego uwielbiają się porównywać, nie są dla nich trzęsące światem mocarstwa w stylu USA, lecz raczej skandynawskie oazy porządku i spokoju, jak Dania czy Finlandia. Tyle że akurat te kraje w rankingach CPI nie spadają poniżej pierwszej trójki.
Nic dziwnego, że publikacja każdego kolejnego rankingu wywołuje w kraju burzę. Nic też dziwnego, że na tę burzę reagują władze. Rządy już tworzyły specjalne jednostki policyjne do zwalczania łapówkarstwa. Powstawały też naukowo opracowane, sążniste, narodowe strategie zwalczania korupcji. Ostatnią przygotował rząd Petra Neczasa w 2010 r. Zakrawa to na żart, ale był to bardzo serio przygotowywany i potem analizowany dokument. Od początku jednak krytykowano jego rozwlekłość i brak konkretów.
„To w zasadzie spis celów dla administracji na lata 2011–2012” – znęcał się nad dokumentem publicysta Radim Buresz. Tych celów jest 58. Już sama ich liczba wskazuje na to, że są to cele rozmaite, od całkiem racjonalnych po zupełnie marginalne – jak na przykład cel 1.6: „Wprowadzenie ograniczeń zabezpieczających niewłaściwe wykorzystywanie periodycznych pism wydawanych przez władze lokalne”.
W analizach tego dokumentu Radka Pavliszova z czeskiego Transparency International podkreślała, że najważniejsze w walce z korupcją są właśnie jasno określone priorytety: apolityczna administracja, przejrzyste finansowanie partii i niezawisłe śledztwa antykorupcyjne. Buresz za najważniejsze uznawał jednak dwa czynniki: sprawny wymiar sprawiedliwości oraz wola polityczna. Tego ostatniego na pewno zabrakło, bo przecież w 2012 r. zamiast awansu kraju w rankingu CPI Czesi zobaczyli, na okładkach brukowców, panią Nagyową (obecnie Neczasową).
Partyjny sponsoring
„Brak przejrzystości procesów politycznych jest jednym z największych zagrożeń dla bezpieczeństwa Republiki Czeskiej” – ostrzegał w wywiadzie już w 2011 r. Michael L. Smith, amerykański socjolog, który w Czechach zajmuje się walką z korupcją. „Niemal niemożliwe jest sprawdzenie, w jakim stopniu przestępczość zorganizowana wpływa na polityczne decyzje na najwyższych szczeblach władzy. Nic dziwnego, że zaniepokojenie wyrażają nawet niektóre ambasady najbliższych sojuszników Czech”.
Według Smitha wielkim problemem jest także to, że czeskie partie przyjmują dary sponsorskie od firm, które są kontrolowane przez podmioty z zagranicy. „Szokuje mnie, że prawo pozwala partiom politycznym posiadać firmy, ale nie ma żadnej publicznej kontroli nad tymi firmami” – mówi Smith. Dla niego to otwarcie furtki do niekontrolowanych przelewów pieniężnych. „Chcesz przekazać partii politycznej anonimowy dar? Wystarczy, że kupisz fikcyjne usługi od firmy, która jest własnością partii politycznej” – wyjaśnia.
Wszyscy eksperci przyciskani przez dziennikarzy przyznają, że, po pierwsze, indeks CPI to nie żadna statystyka, tylko specjalistyczny, skomplikowany sondaż opinii na temat korupcji panującej w danej zbiorowości. A przede wszystkim, że w Czechach korupcja na najwyższych szczeblach władzy jest trudna do wykorzenienia, bo jej tępieniem musiałoby się zająć środowisko, które samo się w korupcji pławi.