Gaz stop, ropa stop, czyli czy powinniśmy obawiać się gospodarczej wojny z Rosją
Rosyjsko-ukraiński konflikt wywołał lęk, że może on przybrać formę długotrwałej wojny gospodarczej, w którą wciągnięta zostanie także Polska. Jak zwykle wraca pytanie: czy zakręcą nam kurki z ropą i gazem? I co wtedy?
Tomasz Paczos/Forum

Już kilkakrotnie przeżywaliśmy – na szczęście krótkotrwałe – zakręcanie kurka gazowego. Obrywaliśmy przy okazji, rykoszetem, kiedy Gazprom wchodził na wojenną ścieżkę ze swymi gazowymi partnerami z Białorusi albo Ukrainy.

Polska otrzymuje rosyjski gaz za pośrednictwem systemów gazowych obu tych państw. Dodatkowo, cześć gazu odbieramy z gazociągu Jamał, biegnącego przez Białoruś i Polskę do Niemiec, który ma status wydzielonej magistrali gazowej. Kiedy  przykręcaniem kurka byli karani Białorusini, odbieraliśmy więcej gazu za pośrednictwem Ukrainy, a kiedy Ukraińcy, za pośrednictwem Białorusi i  Jamału. Nie zawsze to działało, często zakręcenia były nagłe i wtedy robił się kłopot. Zwłaszcza  w lutym 2004 roku, kiedy napięcie doszło do zenitu i Rosjanie zakręcili nawet Jamał.

Jednak najbardziej nerwowo było w 2006 roku, kiedy nagle, na skutek porozumień rosyjsko-ukraińskich, zniknęła z rynku spółka RosUkrEnergo, dostarczająca do Polski 2 mld m sześc. gazu rocznie. Pojawiła się groźba, że polski bilans nie domknie się bez takiej ilości surowca, którego z innego kierunku niż wschodni nie jesteśmy w stanie sprowadzić.  W zamian za wyrównanie brakującego gazu, rząd PiS musiał się zgodzić, że za rosyjski gaz będziemy płacić 10 proc. drożej niż wcześniej.

Na szczęście z ropą, której głównymi dostawcami do polskich rafinerii także są firmy rosyjskie, sytuacja jest klarowniejsza. Dzięki  gdańskiemu Naftoportowi  od dawna jesteśmy w stanie sprowadzić wystarczającą ilość surowca. W ten sposób naftowy straszak został zneutralizowany i Rosjanie nawet nie próbują go używać. 

Jednak w przypadku litewskiej rafinerii w Możejkach, którą kupił Orlen, Rosjanie zastosowali kilka lat temu swój stały numer: zakręcili kurek na odnodze ropociągu Przyjaźń prowadzącej na Litwę. Formalnie z powodu awarii rurociągu, którego do dziś nie udało się naprawić. Możejki muszą sprowadzać ropę drogą morską, co pogarsza opłacalność inwestycji. Rosjanie cierpliwie czekają na okazję, żeby przyparty do muru Orlen sprzedał im rafinerię.

Wszystkie te lekcje, jakie odebraliśmy od Rosjan miały jeden dobry efekt. Uświadomiły wszystkim politykom, że bez dywersyfikacji źródeł zaopatrzenia w ropę i gaz, oraz rozbudowy infrastruktury, wciąż będziemy żyli w strachu.

Po latach gadania ruszyły wreszcie inwestycje – rozbudowa interkonektorów, czyli gazowych łączników na granicy z Niemcami i Czechami, powiększanie podziemnych magazynów gazu i sztandarowa inwestycja – terminal gazu skroplonego LNG w Świnoujściu (ma ruszyć pod koniec roku). Do tego trzeba też dodać wirtualny rewers na Jamale, czyli możliwość kupowania gazu na Zachodzie i fizycznego odbierania go z jamalskiej rury (w ramach wielostronnych rozliczeń). Od kwietnia rusza też rzeczywisty rewers, czyli gaz Jamałem będzie mógł być tłoczony nie tylko ze Wschodu na Zachód ale i z Niemiec do Polski. Mamy wreszcie gaz z polskich złóż – ok. 4 mld m sześc. czyli ok. 25 proc. naszego zapotrzebowania.    

Gdyby więc – odpukać – Rosjanie chcieli nam zakręcić rurę z gazem, skomplikują sytuację, ale nie doprowadzą do jakiegoś dramatycznego kryzysu. Zwłaszcza, że idzie wiosna, a w tym okresie spada zapotrzebowanie na gaz.

Zima była tak lekka, że w magazynach pozostało jeszcze 70 proc. gazu, choć normalnie o tej porze są już bliskie dna. Wprawdzie nigdy nie można wykluczyć nieracjonalnych zachowań firm rosyjskich, ale w dziedzinie energetyki zwykle mocno stąpają po ziemi. Choć co pewien czas powraca w Rosji hasło zmiany kierunku dostaw i wysyłania syberyjskiego gazu zamiast do Europy do Chin i Japonii, to na razie Rosjanie nie mają gazociągów, by takiej operacji dokonać. Na dodatek nie mogą zatrzymać wydobycia, bo zniszczyliby złoża. Są więc skazani na interesy z Europą, bo tu zarabiają największe pieniądze, z których łatwo nie zrezygnują.

Rosyjska gospodarka opiera się głównie na wpływach z eksportu surowców energetycznych. Bez nich łatwo zamieniłaby się w bankruta. W taką większą Ukrainę.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną