Świat

Na razie twarde słowa, miękkie sankcje

Szczyt UE o Ukrainie

Jose Manuel Barroso i Herman Van Rompuy na szczycie UE Jose Manuel Barroso i Herman Van Rompuy na szczycie UE REUTERS / Forum
Unijni przywódcy na szczycie w Brukseli zdecydowali w czwartek o zawieszeniu rozmów z Moskwą o liberalizacji warunków przyznawania wiz dla Rosjan oraz o nowej umowie o partnerstwie i współpracy.

Jednocześnie zapowiedzieli, że chcą jak najszybciej podpisać polityczną część umowy stowarzyszeniowej z Ukrainą – jeszcze przed majowymi wyborami prezydenckimi, a więc z obecnym tymczasowym rządem Arsenija Jaceniuka.

W razie, gdy Rosja nie podejmie rozmów w sprawie kryzysu, Unia rezerwuje sobie prawo do dalszych sankcji: zamrożenia kont i pozbawienia wiz osób odpowiedzialnych za przemoc na Krymie. Możliwe jest też odwołanie szczytu UE-Rosja. Dalsza eskalacja konfliktu przez Moskwę może doprowadzić do poważnych sankcji gospodarczych – wynika z konkluzji szczytu w Brukseli. Unijni politycy twardo potępili działania Rosji na Krymie.

Taka konstrukcja sankcji ma popchnąć Rosjan do rozmów, a jednocześnie powstrzymać ich od dalszego przejmowania Krymu oraz innych agresywnych działań wobec Ukrainy. Pytanie brzmi czy Rosjanie nie uznają deklaracji unijnych przywódców za blef. Już wprowadzone sankcje są dość miękkie, a kolejne, bardziej bolesne , to dopiero melodia przyszłości. Moskwa może w najbliższych dniach przetestować determinację Europy.

Amerykanie poszli o krok dalej od Europy.  Już  odebrali wizy osobom odpowiedzialnym za agresję na Krymie i wprowadziły prawo umożliwiające zamrożenie ich kont. Przyślą też do Polski 12 myśliwców F-16.

Od początku tygodnia politycy w całej Europie przez wszystkie przypadki odmieniali słowo deeskalacja. Podstawą do optymizmu była dla nich wtorkowa konferencja Władimira Putina, mimo że prezydent Rosji deklarował na niej, że Rosja ma pełne prawo  do interwencji na Ukrainie. Putin mówił jednak, że na razie Rosja z tego prawa nie skorzysta. Wspomniał też o rozmowach i misji obserwatorów na Krymie. Wydawało się, że wszystko zmierza w kierunku dyplomatycznego rozwiązania kryzysu, a Moskwa jest gotowa do ustępstw.

Czwartek podważył te rachuby. Krymski parlament poparł przyłączenie półwyspu do Federacji Rosyjskiej, zwołał referendum w tej sprawie  już na 16 marca i ogłosił przejęcia przez lokalne marionetkowe władze państwowego majątku należącego do Ukrainy. Kijów natychmiast odpowiedział, że uznaje referendum za nielegalne. W podobnym duchu wypowiedziała się  po szczycie Unii kanclerz Niemiec Angela Merkel.

Na Krym nie zostali wpuszczeni obserwatorzy Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie (OBWE). Wysłannik OBWE Tim Guldimann ogłosił, że wciąż rośnie liczebność „sił samoobrony Krymu” – tak Rosjanie nazywają swoich nieoznakowanych żołnierzy, którzy zajęli półwysep. Na wschodzie Ukrainy, w Doniecku trwały starcia, choć prorosyjscy demonstranci zostali wyparci z budynków rządowych.

Wszystkie te fakty wskazują na to, że kryzys jest jeszcze daleki od przesilenia. Próba sił i huśtawka eskalacja-deeskalacja potrwa jeszcze przez co najmniej kilka najbliższych dni. Do próby dyplomatycznego rozwiązania, mimo złudzeń z początku tygodnia, jest jeszcze daleko.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Ja My Oni

Jak być empatycznym i jednocześnie pozostać szefem

Dlaczego dobry szef powinien być inteligentny emocjonalnie.

Katarzyna Czarnecka
14.05.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną