Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 9,90 zł!

Subskrybuj
Świat

Wielka farsa

Ukraina: Referendum nielegalne, ale się odbyło

11 maja w obwodach Donieckim i Ługańskim odbyły się referenda ws. przyszłości tych regionów. 11 maja w obwodach Donieckim i Ługańskim odbyły się referenda ws. przyszłości tych regionów. Sergei Karpukhin/Reuters / Forum
Można powiedzieć, że separatyści na wschodzie Ukrainy triumfują: referenda przeprowadzone w niedzielę w obwodach Donieckim i Ługańskim przebiegły po ich myśli i zgodnie z planem.

W Doniecku głosowało blisko 75 proc. mieszkańców i 89 proc opowiedziało się za samodzielnością obwodu, całkowitym odłączeniem od Kijowa. Tylko 10 proc., wyliczyli separatyści, zagłosowało przeciwko niepodległości. W Ługańsku ponad 96 proc. biorących udział w głosowaniu opowiedziało się przeciwko władzy w Kijowie, przy frekwencji sięgającej ponad 90 proc.

Kijów wyników referendum nie uznaje, co oczywiste, bo zostało zorganizowane i przeprowadzone wbrew prawu. Nie zamierza też przerwać operacji antyterrorystycznej i wycofać wojska, choć separatyści od teraz podkreślają, że obecność rządowych sił na wschodzie to okupacja. Zapewniają też, że na wschodzie nie odbędą się wybory prezydenckie 25 maja, bo wschód nie zamierza podporządkować się reżimowi w Kijowie.

Całe to referendum to wielka farsa. Nie było spisów wyborczych, bo tych Państwowa Komisja Wyborcza w Kijowie nie udostępniła. Nie było licznych komisji wyborczych ani policzonych kart do głosowania. Każdy odwiedzający lokal mógł głosować nawet kilka razy, nikt nad tym nie sprawował kontroli. W lokalach jak u siebie czuli się bojówkarze, wymachując bronią automatyczną. To tylko kilka momentów rzucających się w oczy, bo nic nie było jak należy.

Dziennikarze i internauci udokumentowali dziesiątki naruszeń. Ale pokazali też długie kolejki do urn, nie tylko na Ukrainie, lecz także w Moskwie, gdzie – na dworcu Kijowskim – demonstracyjnie głosowali pracujący w Rosji Ukraińcy, mieszkańcy obwodów donieckiego i ługańskiego. Popierali oni lepszą przyszłość Donbasu.

Tak jak Kijów, również Waszyngton i Bruksela nie uznają wyników referendum, ministrowie spraw zagranicznych krajów Unii zastanawiają się właśnie nad dalszymi sankcjami wobec Moskwy. Paryż i Warszawa już wypowiedziały się, że jedynie wynik wyborów prezydenckich będzie przez nie respektowany. Także Londyn skrytykował standardy, jakie obowiązywały podczas referendum.

Inaczej Kreml, który sprzyjał, a może także finansował całą referendalną akcję: wyniki uznał, zachwycił się wysoką frekwencją i żąda wprowadzenia „woli narodu” w sposób cywilizowany i pokojowy. Zapewnia, że będzie się temu przyglądać. A jeśli chodzi o rozmowy w sprawie Ukrainy, to muszą się one odbywać w obecności i przy udziale reprezentacji wschodu, separatystów. W innym formacie nie ma sensu wznawianie rozmów pokojowych, spotykania się w Genewie czy gdziekolwiek indziej. Minister spraw zagranicznych Rosji Siergiej Ławrow powtórzył to właśnie z całą stanowczością. Domaga się też wprowadzania mapy drogowej, przygotowanej przez OBWE.

Można się zastanawiać, co dalej, ale prostej odpowiedzi nie ma. Teraz chyba rzeczywiście wszystko w rękach Ukraińców. Zależy od tego, jak zachowa się ukraiński rząd, który przygotowuje reformę decentralizującą kraj, ale idzie mu to jakoś niespiesznie. Mówi też o wpisaniu statusu języka rosyjskiego do konstytucji. Ważne jest też, czy przed wyborami prezydenckimi uda się pokonać albo przynajmniej bardzo ograniczyć działania separatystów.

Donbas to blisko 25 proc. ukraińskiego eksportu i PKB. Międzynarodowy Fundusz Walutowy już dziś mówi, że w przypadku odłączenia się wschodu trzeba będzie zrewidować cały program pomocowy dla Ukrainy.

Referendum autoryzuje chaos na wschodzie Ukrainy, a w końcu w całym kraju. Czy mieszkańcy regionu będą to aprobować i jak długo? Czy zbuntują się przeciwko chaosowi i dominacji separatystów, także zwykłych przestępców, jacy ochoczo przyłączyli się do buntowników? Czy zechcą stawić opór? Może to dziwić, że wciąż nie demonstrują sprzeciwu, że biernie zgadzają się na dominację separatystów. To rozczarowujące. Ukraińcy są zmęczeni sytuacją w kraju, brakiem stabilizacji i niepewnością jutra, to jest zrozumiałe.

No i oczywiście pytanie, co zrobi Rosja. Popiera wyniki referendum, to już wiadomo. Jaki zrobi użytek z tego faktu? Czy nadal będzie wspierać destabilizację regionu, żeby pokazać, że rząd w Kijowie nie działa i nie kontroluje tego terytorium? A przede wszystkim – czy uzna wyniki wyborów prezydenckich. Prawdę mówiąc, nie ma co liczyć, że wycofa się, przestraszona zapowiadanymi sankcjami, mimo że notowania rosyjskiej gospodarki wyraźnie dołują. Rosji zależy na dalszej destabilizacji, a może nawet na odłączaniu się kolejnych regionów od Kijowa.

Czy Ukraina może się podzielić jak Jugosławia? To porównanie jest jak przysłowiowy strzał kulą w płot. Jugosławia była federacją państw Chorwatów, Słoweńców, Serbów, Czarnogórców i narodów, choćby muzułmańskiego, które postanowiły zerwać wspólne więzy. Jugosławia to nie był jednolity etnicznie kraj. Wszystkie jugosłowiańskie kraje miały własne rządy i parlamenty, to była całkiem inna sytuacja niż na Ukrainie.

Jedna kwestia się powtarza: Unia Europejska nie była solidarna w sprawie podziału Jugosławii, część jej członków pospiesznie uznawała niepodległość kolejnych państw. Trochę to przypomina zachowanie Rosji w sprawie Ukrainy, zgodę na referendum, uznanie jego wyników, przyklaśnięcie podziałowi. Więc w kwestii dalszego rozwoju sytuacji na Ukrainie trzeba też patrzeć na rachowanie Brukseli.

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Rynek

Apartamentowce na skażonej ziemi. Ludzie chcą tu mieszkać, a nie powinni

Jak to możliwe, że na skażonych gruntach powstają budynki mieszkalne?

Ryszarda Socha
22.06.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną