Ukraińska wojna hybrydowa

Wojna typu zgaduj-zgadula
Rosjanie testują na Ukrainie nowy rodzaj konfliktu, wobec którego Zachód jest bezradny. Nie liczą się tu bombowce i rakiety, ale uczucia.
Niezidentyfikowany oddział w Krasnoarmiejsku na Ukrainie.
EAST NEWS

Niezidentyfikowany oddział w Krasnoarmiejsku na Ukrainie.

Gdy w marcu zaczął się kryzys na Krymie, liderzy w Brukseli, Waszyngtonie czy Warszawie zastanawiali się tylko: wejdą czy nie wejdą? Nie weszli, a i tak załatwili, co chcieli.

Dwuznaczność jest dziś najpotężniejszą bronią Rosjan. Nie pokój to, ale też nie wojna. Na wschodzie Ukrainy, jak wcześniej na Krymie, grasują uzbrojone po zęby „zielone ludziki”, ale czy to uzbrojeni cywile, czy już żołnierze? Co robiły rosyjskie dywizje przy granicy z Ukrainą? Ćwiczyły czy przygotowywały się do inwazji? „Separatyści” uznali schwytanych obserwatorów OBWE za jeńców – czy w takim razie są częścią armii jakiegoś państwa? Bo tylko wtedy mogliby brać jeńców. I arcydwuznaczność: Putin poprosił Radę Federacji o możliwość użycia wojska na terenie całej Ukrainy. Po co? Szczególnie że sam za chwilę dodał, że nie chciałby z tej prerogatywy korzystać.

1.

Nakładanie przeciwnikowi okularów czy też, jak chcą amerykańscy stratedzy, strategic framing, co z bólem można by przetłumaczyć jako „ramowanie strategiczne”, pozwala skierować uwagę oponenta na dowolnie wybrany fragment rzeczywistości, a co za tym idzie nadać preferowane znaczenie wydarzeniom – wytłuścić pozorowane i ukryć przełomowe. Jak pokazały ostatnie tygodnie, nie broni przed tym zabiegiem nawet szeroki przecież dostęp do informacji z regionu.

Takie „ramowanie” podsuwa Zachodowi klasyczne pytania o możliwe cele Rosji.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj