Świat

Czcij syna swego i córkę swoją

Szwedzkim dzieciom wolno wszystko

Rozwydrzenie szwedzkich dzieci to to tylko częściowo efekt braku kontroli ze strony zapracowanych rodziców. Rozwydrzenie szwedzkich dzieci to to tylko częściowo efekt braku kontroli ze strony zapracowanych rodziców. Enrico Strocchi / Flickr CC by SA
Szwecja utraciła kontrolę nad dziećmi – napisał znany psychiatra i wywołał obyczajową burzę po drugiej stronie Bałtyku.
Pippi Langstrump – to tę bohaterkę Astrid Lindgren naśladują piekielne szwedzkie bachory.BEW Pippi Langstrump – to tę bohaterkę Astrid Lindgren naśladują piekielne szwedzkie bachory.

Tekst został opublikowany w POLITYCE w czerwcu 2014 roku.

Nadmierna opiekuńczość coraz częściej skłania szwedzkich rodziców do usuwania przed dziećmi przeszkód, zanim te zdążą nawet o nich pomyśleć. W powszechnym użyciu jest już termin „rodzice typu curling”, którzy zachowują się podobnie jak zawodnicy tej dyscypliny sportu, wymiatający drogę toczącym się po lodzie kamieniom. Termin ten na grunt wychowawczy przeszczepił duński psycholog Bent Hougart. Curling w praktyce? „Mama podaje mi niedzielne śniadanie na złotej tacy. Spełnia wszystkie moje zachcianki, zanim zdążę o nich pomyśleć. Ostatnio pomyślała nawet o silikonowym biuście” – pisze 18-letnia Eva w największym szwedzkim magazynie kobiecym „Amelia”.

O takich właśnie przypadkach opowiada najnowsza książka Davida Eberharda „Jak dzieci przejęły władzę”. Autor, uznany psychiatra, pisze w niej, że szwedzkie dzieci są dziś niewychowane. Drą się przy stole, kiedy dorośli rozmawiają. Przerywają im i domagają się takiego traktowania jak dorośli. Dyktują co jeść, gdzie jechać na wakacje i co oglądać w TV.

Wydana pod koniec ubiegłego roku książka, podobnie jak wcześniejsze publikacje Eberharda, trafiłaby zapewne tylko do wąskiej grupy zainteresowanych, gdyby nie rozgłos, jaki jej towarzyszy za granicą, od Moskwy do Londynu i Rio de Janerio. I fala krytyki, stawianego powszechnie za wzór, szwedzkiego systemu opieki nad dziećmi. Międzynarodowe media piszą, że to po części wina bohaterów książek Astrid Lindgren – Pippi Langstrump i Karlssona z dachu. Te silne i odważne postaci, kwestionujące autorytet dorosłych i naigrawające się nawet z policjantów, sprawiły, że w Szwecji pojawiły się naśladujące je piekielne bachory. Rodzice nie są w stanie ich okiełznać. Zdaniem krytyków przyczynił się do tego m.in. wprowadzony przed 30 laty pierwszy na świecie zakaz bicia i karcenia małolatów, o który walczyła sama Lindgren.

„Szwedzki system wychowania doprowadził do stworzenia narodu bachorów” – grzmi już w tytule brytyjski „The Telegraph”. „South China Morning Post” stwierdza otwarcie, że szwedzkie dzieci są rozwydrzone, ponieważ przestały się bać kar cielesnych. W Brazylii książkę Eberharda wykorzystano w debacie parlamentarnej nad ustawą o zakazie bicia dzieci. Z kolei do rosyjskiego ministerstwa oświaty trafiły już obywatelskie żądania, aby wycofać książki bardzo popularnej w Rosji Astrid Lindgren ze spisu lektur szkolnych, „ponieważ nie sprzyjają one patriotycznemu wychowaniu i nie sprzyjają krzewionym tak wartościom rodzinnym”. Na indeksie znalazł się także „Karlsson z dachu”, bohater masowej dziecięcej wyobraźni. W czasach sowieckich produkowano o nim kreskówki, a poczta ZSRR wydawała nawet znaczki z Karlssonem. Żądania obywateli poparła rosyjska Duma.

Czwarte przykazanie

Dopiero po tych opiniach, nagłośnionych przez szwedzkie media, również w Szwecji rozpoczęła się gorąca dyskusja nad książką i wychowaniem dzieci, w której głos zabrali czołowi pediatrzy i psychologowie dziecięcy. – Nawet jeśli Eberhard mocno przesadza i generalizuje, to jednak wskazuje na rosnący problem – twierdzi psycholog Alf B. Svensson, związany z chrześcijańskim dziennikiem „Dagen”. – Miałem do czynienia z ponad 5 tys. dzieci z problemami rozwojowymi, więc mogę też stwierdzić, że przejmowanie przez dzieci władzy w rodzinie staje się coraz powszechniejsze.

Svensson przytacza przykłady: coraz więcej rodziców przyprowadza do przedszkoli dzieci ubrane w piżamy z pampersami w środku. Dopiero protest przedszkolanki skłania ich do reakcji w stylu: „A nie mówiłam, że pani będzie niezadowolona, że nie chciałeś się ubrać”. Gdy opiekunki zwracają uwagę, że dziecko jest chore i powinno zostać w domu, rodzice rzucają do własnych pociech: „Ja też ci mówiłem, że powinieneś zostać w domu”. Jedna z mam skarżyła się w przedszkolu, że jej pięciolatek odmawia jedzenia. I to nie dlatego, że mu nie smakuje. Nie podobały mu się talerze, na których je podawano. W rezultacie musiała wymienić zastawę, żeby syn zechciał jadać w domu.

Svensson przypomina jednocześnie, że już w Biblii można znaleźć stosowane do dziś wskazówki, jak wychowywać dzieci, a w końcu protestantyzm jest w Szwecji religią państwową. Ale również w chrześcijańskich domach, nawet jeśli przestrzega się czwartego przykazania Dekalogu o czczeniu swych rodziców, to już z respektowaniem ich powagi i autorytetu jest znacznie gorzej. Sami rodzice sprzyjają takim postawom, stawiając raczej na kumpelskie stosunki. – To rodzice czczą teraz dzieci, nie stawiając im wyraźnych granic, spełniając wszystkie zachcianki i pozwalając prawie na wszystko – utrzymuje Svensson.

Innego zdania jest psycholożka Maria Politidou: – Byłoby przesadą nazywanie Szwecji krajem, w którym dzieci kierują rodzicami. Co prawda współcześni rodzice mają znacznie łagodniejszy stosunek do dzieci i niechętnie sięgają po kary, ale – zdaniem Politidou – jest to związane z powszechnym łagodnieniem społeczeństwa. Już powojenne generacje, żyjące we względnym dobrobycie i z rosnącym poczuciem bezpieczeństwa socjalnego, nie musiały stawiać sobie celów i wytyczać granic. Wszystko przychodziło im łatwiej. Ten stosunek przejęły następne pokolenia.

W dyskusji nad wychowaniem dzieci po książce Eberharda zabrał nawet głos król Karol XVI Gustaw, który raczej stroni od wtrącania się w sprawy publiczne. W wywiadzie dla telewizji wyraził niepokój o przyszłość narodu. Według monarchy większość rodziców nie ma czasu na poważne zajęcie się dziećmi, ponieważ z reguły oboje zbyt ciężko pracują. Nie mają zwłaszcza czasu, żeby wysłuchać dzieci i zająć stanowisko. Karol Gustaw chyba wie, co mówi. Sam ma trójkę dzieci, a ostatnio urodził mu się drugi wnuk.

Nie bać się błędów

David Eberhard napisał wcześniej kilka kontrowersyjnych książek, które stały się przyczynkiem do dyskusji nad przywarami szwedzkiego społeczeństwa. W POLITYCE (7/07) pisaliśmy o innej jego publikacji, zatytułowanej „W kraju narkomanów bezpieczeństwa”. Wówczas krytykował neurotyczne zachowania rodaków, którzy maniakalnie usuwają wszystko, co zakłóca ich poczucie bezpieczeństwa socjalnego i ekonomicznego. W tym duchu usuwa się na przykład choinki świąteczne z klatek schodowych domów, ponieważ mogą spowodować pożar, a dzieci ubiera w stroje przypominające skafandry kosmonautów, aby broń Boże nie zrobiły sobie krzywdy na placu zabaw.

Eberhard jest zaskoczony rozgłosem, jaki wywołuje jego książka na świecie, a zwłaszcza wyciąganymi z niej wnioskami, które nie zawsze pokrywają się z jego poglądami. Jako ojciec sześciorga dzieci (z trzema partnerkami) odżegnuje się od przypisywanej mu zachęty do bicia dzieci. – Nigdzie w mojej książce ani w żadnym z wywiadów, których setki udzieliłem, nie było na ten temat najmniejszej sugestii – mówi wzburzony. Twierdzi jednak, że to, co opisuje, nie dotyczy tylko Szwecji. Jest to raczej międzynarodowy fenomen.

Eberhard nie zgadza się z rodzimymi recenzentami, którzy uważają, że rozwydrzenie dzieci to efekt braku kontroli ze strony zapracowanych rodziców. – Wręcz przeciwnie, mamy teraz wszyscy więcej czasu. W związku z tym koncentrujemy się bardziej na dzieciach – przekonuje i dodaje, że im bardziej sami mieliśmy lepiej i spokojniej, tym więcej bezpieczeństwa chcemy dać dzieciom. Eberhard podkreśla jednak, że rodzice wyrządzają dzieciom niedźwiedzią przysługę poprzez nadmierną i stałą ochronę. W efekcie Szwecja staje się mistrzem świata w curlingu wychowawczym. Coraz częściej doprowadza to do rozminięcia się oczekiwań stawianych przed dziećmi z rzeczywistością. Młodzi mają zbyt optymistyczne wizje przyszłości.

Trzeba się nauczyć stawiać żądania dzieciom – twierdzi Eberhard. I dotyczy to w równym stopniu rodziców, jak i szkoły. Młodzi, szczególnie chłopcy, są sfrustrowani brakiem jasno wytyczonych celów. Są źle przygotowani do czekającej ich przyszłości i to się pogłębia wraz z ich wiekiem. Statystyka pokazuje, że szwedzkie 11-latki są prawie najszczęśliwsze na świecie, ale już 15-latki spadają na koniec tego rankingu. Znacznie częściej potrzebują też psychiatrycznej pomocy niż rówieśnicy z wcześniejszych pokoleń.

Rodzice też nie dają sobie rady i martwią się nadmiernie o przyszłość dzieci. Zamiast jednak kierować się własnym rozsądkiem szukają pomocy ekspertów. Jako specjalista od psychiatrii Eberhard nie unika rad dla rodziców. „Róbta, co chceta” – można by je w skrócie zamknąć, w większości przypadków i tak będzie dobrze. Radzi, aby nie stawiać przed dziećmi zbyt wygórowanych wymagań. Nie bać się błędów. Nie chronić dzieci przed wszystkim, zwłaszcza zaś przed wyimaginowanymi niebezpieczeństwami. Nie mieszać dzieci do wszystkiego i mieć czas także dla własnego partnera. Ufać im i pamiętać, że dadzą sobie radę lepiej, niż myślimy. I nade wszystko wychowywać dzieci: uczyć je pozdrawiać innych ludzi, patrzeć w oczy i dziękować.

Mimo rosnącej ostatnio paniki wokół książki Eberharda Szwecja – przynajmniej według statystyk – radzi sobie nieźle z wychowaniem dzieci. UNICEF, organ ONZ zajmujący się opieką i prawami dziecka, postawił Szwecję na piątym miejscu w międzynarodowym rankingu powszechnego dobrostanu dziecka. UNICEF nie mierzy jednak dobrostanu rodziców dorastających bachorów.

Tomasz Walat ze Sztokholmu

Polityka 23.2014 (2961) z dnia 03.06.2014; Świat; s. 61
Oryginalny tytuł tekstu: "Czcij syna swego i córkę swoją"
Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Nauka

Suszarki do rąk są za głośne dla dzieci – alarmuje 13-letnia badaczka

Dzieci to doskonali obserwatorzy, dostrzegający często to, co umyka dorosłym. 13-letnia Nora Louise Keegan zrobiła to niedawno na łamach międzynarodowego czasopisma naukowego, pisząc o hałasie z elektrycznych suszarek do rąk.

Piotr Rzymski
12.10.2019
Reklama