Świat

Przystań samotników

Z życia Szweda na dalekiej Północy

Domy mieszkańców Kvikkjokk skrywają się w skandynawskim lesie. Domy mieszkańców Kvikkjokk skrywają się w skandynawskim lesie. Detlef Haag
Życiowe problemy sytego Szweda na dalekiej Północy.
Polityka
Gdy nie było drogi i lądowiska dla helikopterów, do Kvikkjokk można się było dostać tylko przez jezioro.Detlef Haag Gdy nie było drogi i lądowiska dla helikopterów, do Kvikkjokk można się było dostać tylko przez jezioro.
Północne niebo nad osadą.Detlef Haag Północne niebo nad osadą.
Bertil i Rosemarie na ganku swego domku.Detlef Haag Bertil i Rosemarie na ganku swego domku.
Bjorn w swej łódce.Detlef Haag Bjorn w swej łódce.
Helena w swej galeriiDetlef Haag Helena w swej galerii
Reidar przed recepcją rodzinnego kempingu.Detlef Haag Reidar przed recepcją rodzinnego kempingu.
Sture w swoim domu.Detlef Haag Sture w swoim domu.
Ingrid za barem swej restauracji.Detlef Haag Ingrid za barem swej restauracji.
Chata Sturego i Reidara.Detlef Haag Chata Sturego i Reidara.
Droga, która odmieniła życie Kvikkjokk. Tylko 120 km do Jokkmokk.Detlef Haag Droga, która odmieniła życie Kvikkjokk. Tylko 120 km do Jokkmokk.

W Kvikkjokk na stałe mieszka… hmm… – zastanawia się jeden z mieszkańców. Dziesięć osób? – Nie! Co najmniej 15, a może i 16. Nie ma tu lekarza, sklepu, szkoły ani stacji benzynowej. Droga przez wieś mija lądowisko helikopterów, restaurację, kościół, przystań wodną i kończy się przy schronisku dla turystów. Tu zawraca autobus, który przyjeżdża raz dziennie z Jokkmokk. W kilkunastu żółtych i czerwonych domach z drewna mieszkają na pewno:

Björn (ok. 60 lat). Urodzony w Kvikkjokk, bojownik o prawa natury. Na łodzi, którą przewozi pasażerów, nawiązuje mnóstwo kontaktów, ale nie umie ich podtrzymywać. W głębi serca jest samotnikiem. Jedyną osobą, z którą naprawdę lubi przebywać, jest Helena.

Helena (ok. 50 lat). Kierowniczka schroniska górskiego. Do Kvikkjokk przyjechała 18 lat temu z miłości do przyrody i Björna. Przy bliższym poznaniu okazuje się absolwentką wydziału malarstwa w Sztokholmie i właścicielką galerii (czynnej codziennie od 15.00 do 16.00, wstęp wolny), w której można kupić jej obrazy bez konieczności płacenia na miejscu. Pieniądze można przelać na konto Heleny po powrocie z obrazem do domu.

Ingrid (ok. 50 lat). Kilka lat mieszkała w Hiszpanii, USA i Niemczech, ale to właśnie w Kvikkjokk buduje swój dom. Gdy ogrania ją smutek, przyrządza żeberka z renifera, wypija kieliszek nalewki i dzwoni do męża w Sztokholmie. Mąż po takim telefonie wsiada w samochód i pokonuje dla Ingrid ponad tysiąc kilometrów.

Reidar (ok. 40 lat). Duże okulary, niebieskie trampki, czarne dżinsy z dwoma łańcuchami, kolorowa flanelowa koszula. Na kolanach mruczy mu Fritjof – jedyny przyjaciel. Podkreśla, że w Kvikkjokk są dwie ważne rzeczy: ukochany dom i cmentarz, na którym Reidar będzie pochowany. Przepiękny tam widok na góry.

Sture (ok. 70 lat). W wolnym czasie wybudował kilkanaście domków kempingowych na wynajem, żeby żona miała pracę i była tu, w Kvikkjokk, szczęśliwa. Nie była. Za to nowa dziewczyna jest. On z chęcią o tym opowiada, podając kawę w filiżankach w różyczki, parzoną na starym piecu opalanym drewnem.

Bertil i Rosemarie (po ok. 60 lat). Są szczęśliwi, że mają siebie – w pojedynkę nie zdecydowaliby się na życie w Kvikkjokk. Upływa im ono na rozwiązywaniu krzyżówek i czekaniu na wrzesień. Wtedy rozpoczyna się sezon polowań na łosie. Bertil wyjmuje broń dobrze ukrytą w szafie, ostrzy nóż, który nosi przy pasku, a Rosemarie robi miejsce w lodówce. Zamrozi mięso na zimę, gdy zasypie ich śnieg i nie da się dojechać do sklepu.

Torbjörn i Weronika (po ok. 30 lat). Mają duży dom, wielki terenowy samochód, stałą pracę. Ale co będzie, gdy ich dwuletnia córka podrośnie, gdzie pójdzie do szkoły?

Kvikkjokk połączył życie tej grupy, ale jest coś jeszcze…

Więzy krwi i konflikt

Wszyscy? – Tak, wszyscy! – zdradza Ingrid. Mieszkańcy Kvikkjokk pochodzą z jednego rodu, który przyjechał tu za pracą w XVII w., gdy w Kvikkjokk otwarto kopalnię srebra. Kopalnia padła, ludzie zostali.

Kilka pokoleń wstecz byliśmy wszyscy spokrewnieni – uściśla Sture. – Ale później zasiliły nas cztery kobiety. Chłopcy, jak ich przypiliło, zimą wkładali narty i czmych przez góry do Norwegii. Mama Sturego była Norweżką. I żona też. Starsza generacja to kuzyni, siostry, bracia. Ingrid jest kuzynką Reidara w piątej linii, Björna też łączą z nimi więzy krwi. Tylko Helena nie należy do rodziny.

Ale czy my jeszcze żyjemy jak rodzina? – zastanawiają się Bertil i Rosemarie. – Oj, zgrzyta tu i iskrzy.

Gdy mieszkańcy Kvikkjokk chcą podjąć decyzję dotyczącą osady – skoszenia trawy, wycięcia drzew, wytyczenia trasy dla skuterów – przystępują do głosowania. Ale zawsze są dwie osoby, które sprzeciwiają się decyzjom mogącym wpłynąć na otaczającą Kvikkjokk przyrodę. I z powodu tych dwóch głosów „na nie” reszta daje za wygraną – bo uważa, że powinni być jednomyślni. Wszyscy w okolicy wiedzą o tym konflikcie, nawet w Jokkmokk.

Kiedyś było jak w rodzinie – starszyzna miała ostatnie słowo, teraz jednak trzeba brać pod uwagę to, co inni mają do powiedzenia. – Pamiętacie? Kvikkjokk był kiedyś przepiękny. Pastwiska i łąki były koszone, rosły śliczne kwiaty. A teraz? Chwasty zarosły wszystko. Tylko dlatego, że Björn krzyczy: Musimy zachować naturę! – Ingrid uderza łyżeczką w stół.

Nie wolno! Nie ruszać! Zostawić, jak jest! – przedrzeźnia Björna Sture.

Sture był kiedyś strażnikiem przyrody. Björn ma do niego żal o zdradę ideałów. Że nie myśli o tym, jak rozwinąć turystykę, bazując na tym, co jest – pięknej naturze, parkach narodowych, rezerwatach, czystej wodzie. Że dla pieniędzy poświęca dziewicze tereny wokół Kvikkjokk. – On myśli tylko o tym, jak zarobić na tych, co przyjeżdżają tu wiosną nie z miłości do gór, ale dla fanu na skutery śnieżne. I nie rozumie, że to jest problem!

Ale taka Ingrid jest szczęśliwa, że wokół Kvikkjokk jest mnóstwo szlaków dla skuterów i że Norwedzy właśnie tu przyjeżdżają, bo gdzie indziej jest zakaz. Wtedy dla Ingrid zaczyna się sezon. Ma po 50, 60 osób w restauracji. Gdy przychodzą zjeść, nie pytają, co ile kosztuje. – Björn nie rozumie, że tacy turyści są przyszłością dla Kvikkjokk.

Gdzie mam szukać pomocy? – rozkłada ręce Björn. – Policja? Też jeździ na skuterach. Jeszcze trochę, a wprowadzi się u nas heli-ski. To dopiero będzie dramat, bo ludzie będą wyskakiwać z helikopterów i zjeżdżać na nartach. W takim kierunku idzie świat.

Obu stronom konfliktu trudno się porozumieć, tym bardziej że nie rozmawiają ze sobą od dwóch lat.

Droga donikąd

Wszyscy mieszkańcy Kvikkjokk mogliby zmieścić się na łodzi Björna, w galerii Heleny, w restauracji Ingrid czy przy stole w schronisku. Mogliby, ale nie chcą. Noga Björna nigdy nie stanie na ziemi Sture, on z kolei nie chciałby być na jednej łodzi z Björnem. Maleńka osada podzielona jest na część północno-zachodnią, gdzie swobodnie poruszają się Björn i Helena, oraz część południowo-wschodnią, gdzie mieszkają pozostali. Ale choć ich drogi się nie przecinają, wiedzą o sobie wszystko.

Kiedyś świętowali razem: Wielkanoc, Boże Narodzenie, wieczór sobótkowy, raz w roku zapraszano wszystkich do schroniska na kawę i ciasto. – Jak nie było drogi, to byliśmy małą, zgraną społecznością – mówi Ingrid. Była szkoła, duży sklep. Ze światem łączyły Kvikkjokk tylko łodzie, które docierały tu latem. Mieszkańcy zbierali się wtedy na przystani, ciekawi, kto przypłynął. W latach 50. XX w. zbudowano drogę. Najpierw zamknięto szkołę, bo ludzie zaczęli wyjeżdżać, potem padł sklep, bo lepszy i większy był w Jokkmokk. Mniej ludzi chodziło do kościoła, więc i ten zaczął zanikać. Dziś stoi zupełnie pusty.

Nie mamy ze sobą zbyt wiele wspólnego – uśmiecha się Helena. – Jesteśmy grupą indywidualistów, którzy chodzą własnymi ścieżkami. I myślę, że właśnie dlatego tu wszyscy mieszkamy. Bo jakbyśmy chcieli mieć bogate życie towarzyskie, to nie byłoby nas w Kvikkjokk.

Sture pamięta czasy, gdy w Kvikkjokk mieszkało około stu osób. Każdy miał krowę, kury, konie. Byli samowystarczalni, musieli być. Od października do maja jezioro pokrywał lód. Łodzie nie mogły przypływać, nie dało się też przejechać po nim saniami – jezioro ma ponad 100 m głębokości i lód nigdy nie jest wystarczająco gruby. Życie wspólnoty było intensywne – razem pracowali, bawili się. Gdy wybudowano drogę, wszystko się zmieniło.

Musisz zrozumieć, że mieszkając tu, jesteś wśród ludzi, których nie wybierałaś – tłumaczy Helena. – Tworzą własne prawa i żyją na własnych warunkach. Czasem trudno ich zrozumieć czy zaakceptować. W dużych miastach możesz mieć grupę przyjaciół, ale jak ktoś cię wkurzy, to możesz mu powiedzieć: Fuck you! A tu?

Świat poza Kvikkjokk

Helena czasem odwiedza rodzinę i przyjaciół na południu Szwecji. Za granicę nie jeździ – w domu zawsze jest tyle do zrobienia. Raz była w Polsce. W latach 80. na praktykach na wydziale włókienniczym w Łodzi. Chciałaby kiedyś odwiedzić Kraków i Tatry.

Björn, jak twierdzi, ma cały świat w pigułce na swojej łodzi i to mu wystarcza. Turyści opowiadają mu o innych krajach, uczą nazywać rzeczy w swoich językach. – A wiesz, że znam wiele słów po polsku? – pyta. – Kilku Polaków remontowało nam schronisko. Pracowali od świtu do nocy, aż przychodziła sobota. Jak oni wtedy pili, eh! A w niedzielę umyci, elegancko ubrani, byli gotowi do kościoła. Tylko że w naszym kościele nie ma mszy. Drzwi, sufit, stół, trawa, ryba, pada deszcz, zimna woda – wylicza po polsku.

Ingrid lubi odpoczywać na Sycylii – to jej ukochany kraj, a Bertil i Rosemarie uważają świat za nieprzyjazny. Zbyt dużo w nim przemocy. Dlatego cieszą się, że mieszkają w Kvikkjokk z dala od zła. Za to Sture…

Czy podróżuję? No masz, jasne! Czasem nawet do Indii… na Goa. Tak! Moja dziewczyna uwielbia Indie i była wiele razy na Goa. Od trzech lat jeździmy tam razem. Najpierw mówiłem stanowczo: nie! Co ja do licha będę na Goa robił. Nie, nie, nie! A potem któregoś dnia poszedłem pod wiatr, była zima, ciemno, mówię – raz kozie śmierć jadę do Indii. No i prysnęliśmy – prosto na Goa. Oj, oj, oj. Tamtej zimy byliśmy tam aż cały tydzień.

Reidar specjalnie dużo nie podróżuje. Gdy ktoś go zaprosi, to pojedzie. Raz był w Londynie dwa tygodnie. Czuł się tam tak sobie. Duże miasto, nie dla ludzi Północy. – Po co tak biegają, pracują? Nie mają na nic czasu. Mogliby się od nas nauczyć żyć powoli. Mieć jedną lub dwie rzeczy zaplanowane na dzień, a nie cały kalendarz pełen wpisów.

Sture też czasem odwiedza duże miasta i wtedy myśli tak: ten cholerny stres! Wszyscy biegną, depczą po innych, mają ponure miny. Dlaczego? Przecież wszystko mają. A oni tylko patrzą w te swoje komórki, tak dziwnie mruczą i mają takie martwe twarze. – Chciałbym im wtedy powiedzieć: Ludzie, nie stresujcie się tak! Nie musicie zdążyć ze wszystkim, do cholery! Nie musicie być na wszystkich festiwalach, we wszystkich miejscach. Tak dużo osób dziś narzeka na depresje, cierpi. Biedni ludzie!

Raj nie dla każdego

Nie są w Kvikkjokk dla pieniędzy, bo pracę mają tylko w sezonie. Ale, jak twierdzi Helena, minimalizm im odpowiada. Ważne, by zimą mieli ciuchy, w których będzie ciepło, samochód, co w mrozy odpali, i dom, gdzie się ogrzeją w zimne dni. Przez siedem miesięcy leży tu śnieg, więc muszą być dobrze przygotowani – mieć zapas jedzenia, paliwa, opału. Zbędne są kosmetyki, buty na obcasie czy spódniczki. W sezonie pracuje w schronisku – codziennie, od rana do nocy. Ale listopad, grudzień, styczeń, a potem maj i czerwiec to czas dla niej. Może wtedy wędrować, jeździć na nartach, malować, czytać. – Wiesz, moją ulubioną poetką jest Szymborska. Jest taki jej wiersz: „Sama jesteś dla siebie ograniczeniem”, jakoś tak – cudowny!

Reidar się martwi, że któregoś dnia będzie musiał wyjechać z Kvikkjokk za pracą. To, co zarobi w sezonie, nie zawsze starcza na cały rok. No, i podatki są bardzo wysokie, choć, jak mówi, chętnie je płaci, bo dzięki nim ma dobrego lekarza w Jokkmokk. I jest jeszcze jedna rzecz, bardzo osobista, dodaje. – Wiesz, bardzo mi zależy, by tu zostać. Może dlatego, że zdarzyła się tu pewna straszna rzecz. Nie chcę o tym zbyt dużo mówić, ale moja mama popełniła tu samobójstwo… Nigdy mnie to nie opuszcza. Była chora i nie chciała tu żyć. Jak umrę, chcę być tutaj pochowany, obok niej.

Tak, moja żona nie żyje już od wielu lat – Sture spogląda w dal. – Jak zbudowano drogę, wiele kobiet stąd uciekło. Miałem trzy siostry – żadna z nich nie chciała tu mieszkać.

Dla Ingrid Kvikkjokk to perła. Czuje się tu dobrze i bezpiecznie. Nawet tych, których nie lubi, się nie boi. Przecież wie, kim są. Domu, jak i pozostali mieszkańcy, nie zamyka, nie ma bramy, furtki, płotu, garaż stoi otwarty, a kluczyki często zostawia w stacyjce samochodu. Marzy o własnym prężnym sklepie, ale nie po to, by się na nim dorobić, lecz by przywrócić osadzie duszę. – Moglibyśmy się znów spotykać, rozmawiać i byłoby jak dawniej – marzy.

Bertil i Rosemarie uważają, że Ingrid jest nadzieją dla wioski. Ma nowe pomysły i tyle energii. Wierzą, że jak się da zrobić zakupy na miejscu, to więcej osób osiedli się w Kvikkjokk.

Sklep? – dziwi się Helena. – Ale po co nam sklep? Wszystko można dziś zamówić przez internet albo wsiąść w samochód i pojechać do miasteczka. Co za problem? Przecież Jokkmokk jest tylko 120 km stąd.

 ***

Kvikkjokk:

• Odległość od koła polarnego: 60 km

• Odległość od Warszawy: ok. 2 tys. km

• Odległość od równika: 7436 km

• Zima, kiedy panuje ciemność i ściska największy mróz, trwa od listopada do lutego.

• Lato trwa od połowy czerwca do połowy sierpnia.

• Dzień polarny zaczyna się 5 czerwca i trwa do 8 lipca.

• Najbrzydszym miesiącem jest maj – wtedy topi się śnieg i puszczają lody.

Polityka 31.2014 (2969) z dnia 29.07.2014; Na własne oczy; s. 92
Oryginalny tytuł tekstu: "Przystań samotników"
Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Społeczeństwo

Dr Joanna Wardzała o pokoleniu 20-latków odrzucających konsumpcyjny styl życia rodziców

Rozmowa z dr Joanną Wardzałą, socjolożką i badaczką zachowań konsumpcyjnych, o tym, dlaczego dzisiaj młodzi ludzie nie chcą kupować i gromadzić dóbr.

Joanna Podgórska
12.11.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną