Świat

Sankcje UE boleśnie uderzą w Rosję – 100 mld euro strat

yeowatzup / Flickr CC by 2.0
Wspólne sankcje Brukseli i Waszyngtonu osłabią rosyjską gospodarkę. Zachód twardo reaguje na działania Rosji na Ukrainie.

Negocjacje w Brukseli trwały długo, ale efekt jest znaczący – Unia Europejska objęła Rosję punktowymi sankcjami gospodarczymi. Według nieoficjalnych wyliczeń Brukseli unijne sankcje będą kosztować Moskwę 23 mld euro (1,5 proc. PKB) w tym roku i 75 mld (4,8 proc. PKB) w przyszłym. Unia liczy, że tak duże koszty zmuszą rosyjskiego prezydenta do wycofania poparcia dla prorosyjskich separatystów na wschodzie Ukrainy.

Najbardziej kosztowne dla Rosji będzie odcięcie jej publicznych banków od zachodniego kapitału. Unia wprowadziła zakaz kupowania nowych akcji i obligacji rosyjskich banków, w których państwo ma ponad 50 proc. udziałów. Podobnymi ograniczeniami Waszyngton objął największe rosyjskie instytucje finansowe. W zeszłym roku rosyjskie publiczne instytucje finansowe 47 proc. obligacji (za 7,5 mld euro) wyemitowały właśnie w Unii. Bez zachodniego kapitału Rosja będzie musiała sięgnąć do własnej kieszeni, by finansować rozwój gospodarki. A to spowoduje pogorszenie sytuacji budżetowej i zmniejszenie rezerw walutowych.

Unia wprowadzi też zakaz handlu bronią z Rosją, choć nie będzie on dotyczył już zawartych kontraktów – Francja będzie mogła sprzedać Moskwie wojenne okręty Mistral. Bruksela i Waszyngton chcą też ograniczyć dostawy sprzętu potrzebnego do wydobycia ropy – efekty nie będą odczuwalne od razu, ale sankcje utrudnią Moskwie energetyczną ekspansję. Dodatkowo Unia chce odciąć Rosję od najbardziej zaawansowanych technologii, które mają zastosowanie militarne.

Punktowe sankcje gospodarcze nie wpędzą Rosji w kryzys, ale na pewno utrudnią funkcjonowanie Kremlowi. Ale Unia liczy też na podziały w obozie władzy. Dlatego na listę osób objętych sankcjami nie trafiają już tylko drugoplanowi politycy, ale też np. szef FSB Aleksandr Bortnikow. W najbliższych dniach Bruksela zapewne rozszerzy restrykcje na wybranych oligarchów z najbliższego kręgu Putina. Już teraz jest na niej 95 osób i 23 organizacje. Podobne działania wymierzone w rosyjskie elity zaangażowane w destabilizację Ukrainy podjęły też Waszyngton, Japonia i Kanada.

O tak zwanej trzeciej fazie sankcji unijni przywódcy rozmawiali od marca, kiedy Rosja zaanektowała Krym. Dotychczas nie decydowali się jednak na uderzenie w podstawy rosyjskiej gospodarki. Na przeszkodzie stały interesy poszczególnych stolic, ale też wiara, że Putin się opamięta. Nawet gdy konflikt na wschodzie Ukrainy przerodził się w regularną wojnę, Berlin i Paryż nadal liczyły, że Moskwa zmusi separatystów do negocjacji pokojowych. Zachód forsował dyplomatyczne rozwiązanie kryzysu, nie zawsze z poszanowaniem interesów Kijowa. Choć perspektywa pokoju na wschodzie Ukrainy się oddalała, rozmowy kontynuowano.

Sytuację zmieniła katastrofa malezyjskiego boeinga. Największe unijne stolice zaczęły forsować przyjęcie sankcji gospodarczych, stało się jasne, że bez gospodarczego nacisku na Kreml rozmowy nie przyniosą skutku. Z dyplomacji wycofały się Berlin, Paryż i Rzym. Paradoksalnie to nie te stolice opóźniały decyzję o objęciu Rosji dodatkowymi ograniczeniami. Na przeszkodzie stały interesy mniejszych graczy z Europy Środkowej – Węgrów, Słowaków czy Bułgarów. Pod naciskiem większości i one zgodziły się na wymierzenie Rosji gospodarczego ciosu.

Sankcje mają zmienić rachunek zysków i strat rosyjskiego prezydenta, ich wprowadzenie w celach czysto odwetowych nie miałoby sensu. Ale póki Putin nie odczuje nacisku rosyjskiego społeczeństwa, nie zmieni swoich kalkulacji. Według wiarygodnych badań Centrum Lewady poparcie dla rosyjskiego prezydenta od zajęcia Krymu jedynie rośnie. O ile jeszcze w marcu większość Rosjan obawiała się zachodnich sankcji, to dziś prawie 60 proc. twierdzi, że nie ma takiej potrzeby. Prezydent USA Barack Obama, ogłaszając kolejną turę sankcji, powiedział, że to jeszcze nie jest nowa zimna wojna. Ale jeśli Rosjanie nie zmienią stanowiska, wprowadzą sankcje odwetowe i dalej będą destabilizować sytuację na Ukrainie, to będziemy na najlepszej drodze do co najmniej wojny ekonomicznej.

Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Historia

Zanim padły strzały II. Czarna wołga i tajemnicze fiolki pod kopalnią „Sosnowiec”

Jesienią 1981 r. w tłum górników kopalni „Sosnowiec” poleciały fiolki z duszącą substancją. Sprawców do dzisiaj nie znaleziono. Także motyw pozostaje niejasny, ale z dużą dozą prawdopodobieństwa można przyjąć, że celem było wywołanie wrzenia w kraju i sprowokowanie siłowej konfrontacji.

Jan Dziadul
21.09.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną