Świat

Pierwsze takie wybory

Erdoğan wygrywa wybory prezydenckie w Turcji

Zwolennicy obecnego premiera chcą, by został prezydentem. Zwolennicy obecnego premiera chcą, by został prezydentem. Umit Bektas/Reuters / Forum
Sondaże dawały Recepowi zwycięstwo w pierwszych powszechnych wyborach prezydenckich już w I turze. To się potwierdza.
Ekmeleddin İhsanoğluForeign and Commonwealth Office/Flickr CC by 2.0 Ekmeleddin İhsanoğlu
Selahattin Demirtaşmateriały prasowe Selahattin Demirtaş

W niedzielę wieczorem ze wstępnych wyników – po przeliczeniu 99 proc. głosów – wynikało, że obecny premier zdobył poparcie na poziomie 52,2 proc. Kontrrywale Erdoğana, czyli Ekmeleddin İhsanoğlu i Selahattin Demirtaş, zostali w tyle, zdobywając odpowiednio 38,9 proc. i 9 proc. Frekwencja wyniosła 76,6 proc.

Tego samego wieczoru Erdoğan ogłosił swoje zwycięstwo, podziękował wszystkim, którzy oddali na niego głos, i zapowiedział, że będzie „prezydentem wszystkich 77 mln Turków”. Wezwał również do rozpoczęcia „nowego okresu społecznego pojednania”.

Gęba islamisty

60-letni Erdoğan posądzany jest o skłonności autorytarne. Przed wyborami zapowiadał, że chce zmienić ustrój z parlamentarnego na prezydencki. Na razie jego sposób rządzenia Turkom się podoba. Partia Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP) jest u steru już od 11 lat i notuje sukcesy i w gospodarce, i w sferze socjalnej. AKP jest partią z korzeniami w islamie, popieraną przez bardziej konserwatywną część Turcji, gdzie mogą podobać się wyskoki niektórych członków rządu, jak ten ostatni z udziałem wicepremiera. Przed kilkoma tygodniami Bülent Arınç stwierdził, że kobiety nie powinny publicznie głośno się śmiać.

Erdoğan też zaliczył podobny incydent. Premiera rozzłościło pytanie wieloletniej korespondentki „The Economist”, skierowane do lidera parlamentarnej opozycji, o to, czy islamskie społeczeństwo może kwestionować autorytety. Erdoğan podczas wiecu na południu kraju uznał, że dziennikarka obraża tureckie społeczeństwo, które w 99 proc. złożone jest z muzułmanów. Reporterkę nazwał wtedy „bezwstydną walczącą kobietą przebraną za dziennikarkę”. „Znaj swoje miejsce” – dodał.

To jednak nie powinno nas zwieść. „Brutalność premiera Erdoğana jest niewytłumaczalna, ale dorabianie mu gęby autorytarnego islamisty to jeszcze większy absurd. Turcja wymyka się stereotypom” – pisał przed rokiem na łamach POLITYKI Łukasz Wójcik.

Na razie na ostatnim wiecu wyborczym Erdoğan mówił o podwyższeniu standardów demokratycznych i wskaźników ekonomicznych, tak by Turcja stała się „światowym liderem i globalną siłą”.

Przed wyborami pojawiły się spekulacje, że w razie wygranej Erdoğan nie będzie chciał czekać do wyborów parlamentarnych w 2015 r. i znajdzie sposób, by odbyły się one wcześniej.

Kontrkandydaci Erdoğana

Kontrandydaci są, ale nie tak znani. Nie mają też takiego poparcia jak obecny premier. Najpoważniejszym rywalem wydawał się 71-letni Ekmeleddin İhsanoğlu, naukowiec akademicki i były sekretarz generalny Organizacji Wspólnoty Islamskiej, rzecznik dialogu między Zachodem a islamem. Popierały go dwie największe opozycyjne partie, na co dzień wzajemni rywale: socjaldemokratyczna Partia Ludowo-Republikańska (CHP) i Nacjonalistyczna Partia Działania (MHP). Partie przełknęły wzajemne animozje i zdecydowały się na wspólnego kandydata, kierując się chłodną kalkulacją, tj. licząc, że zagłosują na niego również zwolennicy AKP, którym nie w smak autorytarne zapędy Erdoğana. İhsanoğlu – w odróżnieniu od Erdoğana – nie zapowiadał zmian ustrojowych.

W szranki z Erdoğanem stanął też 41-letni Kurd Selahattin Demirtaş, przywódca kurdyjskiej Ludowej Partii Demokratycznej (HDP). Wsparcia udzielili mu też przedstawiciele wielu innych mniejszości narodowych, zwolennicy praw kobiet oraz demonstranci ze stambulskiego parku Taksim. Jego kampania skupiała się na problemach ludzi w opresji: biednych, młodych, robotników. Jeśli Demirtaş osiągnie dobry wynik, może mu się to przydać w rozmowach z Ankarą na temat przyszłości Kurdystanu.

Kto za Erdoğana?

Na razie nie wiadomo, kto – jeśli wygran Erdoğan – miałby go zastąpić w fotelu premiera. Mówiło się wprawdzie o tym, by funkcję tę przejął dotychczasowy prezydent Abdullah Gül, ale on do tego się nie pali. Na giełdzie nazwisk wymieniany jest też szef dyplomacji Ahmet Davutoğlu.

W tegorocznych wyborach lokalnych na wiosnę partia Erdoğana uzyskała 42,9 proc. poparcia, ale w wyborach parlamentarnych przed czterema laty – prawie 50 proc. Według ostatnich sondaży na Erdoğana chciało głosować 57 proc. wyborców, na İhsanoğlu 34 proc., a na Demirtaşa 9 proc.

Według nieoficjalnych informacji, pochodzących ze sztabu Erdoğana, liderowi AKP udało się zebrać 15 mln euro datków na kampanię. Dla porównania: İhsanoğlu miał zebrać „tylko” 700 tys. euro, Demirtaş – 300 tys.

53 miliony wyborców

W niedzielę wybierany był 12. prezydent Turcji, ale pierwszy pochodzący z wyborów bezpośrednich. Uprawnionych do głosowania było 53 mln Turków. Władze zaostrzyły środki bezpieczeństwa, m.in. na dzień wyborów zakazano noszenia broni, ale też sprzedaży i spożywania alkoholu. Frekwencja okazała się znacznie niższa niż w ostatnich wyborach samorządowych w marcu tego roku, gdy do urn poszło prawie 90 proc. uprawnionych. Teraz swój głos oddało „zaledwie” 76 proc. Turków.

W sytuacji, w której u najbliższych sąsiadów Turcji – Syrii i Iraku – toczą się wojny, Turcja pozostaje kluczowym sojusznikiem Zachodu w tej części świata. To tu schroniło się ponad 800 tys. uchodźców z Syrii, to tu na pograniczu operują syryjscy bojownicy. Co więcej, nad leżącymi w północnym Iraku terenami kurdyjskimi opanowanymi przez Państwo Islamskie od kilku dni trwają amerykańskie naloty.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Ja My Oni

Schematy z rodzinnego domu

Małżeństwo: jak odgrywamy w nim role wyuczone jeszcze w dzieciństwie.

Agnieszka Paczkowska
04.08.2015
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną