Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty w okazyjnej cenie!

Subskrybuj
Świat

Kolejne trudne rozmowy

Angela Merkel jedzie do Kijowa, by pozbawić Ukraińców złudzeń

Kanclerz Niemiec Angela Merkel rozmawia z prezydentem Ukrainy Petro Poroszenką oraz australijskim premierem Tonym Abbottem we Francji, 6 czerwca 2014 Kanclerz Niemiec Angela Merkel rozmawia z prezydentem Ukrainy Petro Poroszenką oraz australijskim premierem Tonym Abbottem we Francji, 6 czerwca 2014 POOL New/Reuters / Polityka
Siły rządowe meldują o odbijaniu od separatystów kolejnych części Ługańska. Postępu nie przyniosły za to rozmowy na szczeblu międzynarodowym. W takiej atmosferze do Kijowa wybiera się kanclerz Niemiec Angela Merkel.
Ministrowie spraw zagranicznych Ukrainy, Francji, Niemiec i Rosji przed rozmowami w Berlinie dotyczącymi sytuacji we wschodniej Ukrainie, 17 sierpnia 2014Thomas Peter/Reuters/Polityka Ministrowie spraw zagranicznych Ukrainy, Francji, Niemiec i Rosji przed rozmowami w Berlinie dotyczącymi sytuacji we wschodniej Ukrainie, 17 sierpnia 2014

Angela Merkel złoży wizytę w stolicy Ukrainy w najbliższą sobotę. Co oznacza wizyta niemieckiej kanclerz w tym właśnie momencie, gdy doszło do zaostrzenia walk na wschodzie kraju, przy braku postępu w rozmowach, jakie w niedzielę prowadzili w Berlinie ministrowie spraw zagranicznych Ukrainy, Rosji, Niemiec i Francji? A wreszcie, i to może najważniejsze – w momencie gdy ukraińskie władze otwarcie apelują do UE i NATO o pomoc militarną.

Mówił o tym minister spraw zagranicznych Pawło Klimkin, wezwanie powtórzył też szef parlamentu Ołeksandr Turczynow. Warto pamiętać, że na Ukrainie zbliżają się wybory parlamentarne (konkretną datę ogłosi zapewne prezydent 24 lub 26 sierpnia). Ugrupowanie Poroszenki, partia Solidarność, ma duże szanse na dobry wynik, wizyta Merkel to wyraz poparcia dla jego polityki.

W poniedziałkowej rozmowie Poroszenko – Merkel, jak informuje biuro prasowe prezydenta Ukrainy, mówiono o potrzebie prowadzenia dalszych rozmów w sprawie zakończenia konfliktu na wschodzie oraz o tym, że być może powinny się odbyć na najwyższym szczeblu, czyli między prezydentami Rosji i Ukrainy. Zapewne będzie o tym mowa w Kijowie. Angela Merkel jest natomiast przeciwna rozszerzaniu baz NATO na wschód i trwałemu stacjonowaniu tam sił zbrojnych Sojuszu, choć – o czym zapewniła w Rydze – w sytuacji zagrożenia kraje członkowskie NATO mogą liczyć na pomoc. Niemieckie MSZ zajęło jednak wyraźne stanowisko wobec wezwania o wsparcie zbrojne Ukrainy: rzecznik ministerstwa powiedział, że Berlin nie rozważa udzielenia takiej pomocy. Czy Angela Merkel powtórzy to otwarcie w Kijowie?

Takie wsparcie byłoby groźne dla Europy i Merkel ma tego pełną świadomość. Jest może jedynym europejskim politykiem, który może twardo rozmawiać o tym z Poroszenką, nie pozostawiając złudzeń, że NATO włączy się do konfliktu. Dobre relacje niemieckiej kanclerz z ukraińskim prezydentem są znane, podobnie jak jej dobre relacje z Władimirem Putinem. Teraz Merkel zapewne spróbuje wykorzystać swoją pozycję i wiedzę. Jeśli ktoś w Europie domyśla się, w co gra Putin, to zapewne Merkel właśnie. Ma ona też świadomość rosnącego zagrożenia rozszerzeniem konfliktu oraz skutkami ekonomicznymi, jakie ze sobą niesie dla całej Unii Europejskiej i gospodarki niemieckiej szczególnie.  

Podczas spotkania w Normandii, w czerwcu, Merkel demonstrowała przyjaźń wobec Poroszenki (który wówczas nie był nawet zaprzysiężonym prezydentem). Niemcy szukają wciąż sposobu zakończenia wojny na wschodzie, akceptowalnego przez obie strony konfliktu. To nie jest łatwa rola, dziś jest to o wiele trudniejsze niż parę miesięcy temu. Wizyta Merkel w Kijowie odbędzie się na kilka dni przed Dniem Niepodległości, świętem narodowym Ukrainy, co również jest nie bez znaczenia, przynajmniej symbolicznego. Z pewnością będzie to więc demonstracja poparcia dla niepodległej Ukrainy, ale pewnie nie takiego, jakiego oczekują ukraińscy politycy.

Rosja wzmacnia zamęt

Ukraińskiego zapętlenia ani o milimetr nie rozwiązało niedzielne spotkanie ministrów spraw zagranicznych Ukrainy, Rosji Niemiec i Francji, które odbyło się w Berlinie. Nie przyniosło ono w zasadzie żadnych nowych propozycji rozwiązania konfliktu na wschodzie Ukrainy.

Pawło Klimkin, ukraiński minister, przyznał, że rozmowy były trudne, Rosja nie obiecała zmiany stanowiska w najważniejszych sprawach. To znaczy – pozostaje po staremu. Szef niemieckiego MSZ zachował powściągliwość, przyznał jednak, że jest rozczarowany faktem, że dotychczasowe ustalenia z dwóch poprzednich spotkań nie zostały ani trochę zrealizowane. Tylko rosyjski minister Sergiej Ławrow był zadowolony, mówił o nowych ustaleniach. Ale szczegółów nie zdradził. Rosja wciąż nie zaprzestała przesyłania pomocy dla separatystów ukraińskich, a ostatnio trafiło tam sporo ciężkiego sprzętu. Nie zrobiono też nic, by uszczelnić granicę. Nadal przez ok. 100 km niebędących pod kontrolą Ukrainy przenikają ludzie i ciężki sprzęt.

Lider donieckich separatystów Aleksander Zacharczenko chwalił się, że dostawy sprzętu i dobrze wyszkolonych żołnierzy dotarły do obwodu donieckiego i dziękował dobroczyńcom. Jakby na potwierdzenie jego słów separatyści zestrzelili trzy ukraińskie samoloty (Kijów potwierdza stratę jednej maszyny), a z wyrzutni Grad ostrzelali konwój cywilów próbujących opuścić Ługańsk korytarzem humanitarnym. Kreml – jakże by inaczej – zaprzecza, jakoby dostarczył separatystom uzbrojenie. Ale chyba nikt w te zapewnienia nie wierzy. Na zdjęciach z miejsca walki widać nowoczesne pojazdy opancerzone i wyrzutnie rakietowe. Więc nie bardzo wiadomo, co ma na myśli Ławrow, mówiąc o postępach w negocjacjach.

Nikt przytomny nie spodziewał się jednak przełomu w rozmowach ukraińsko-rosyjskich. Zwłaszcza po wydarzeniach minionego tygodnia. Wciąż nie jest rozstrzygnięta sprawa przepuszczenia przez granicę rosyjskiego konwoju humanitarnego, który stoi w obwodzie rostowskim, 30 km od przejścia granicznego. Ponoć w niedzielę wjechało na Ukrainę 16 ciężarówek i podobna liczba w poniedziałek. Skontrolowano, że nie ma w nich sprzętu wojskowego. A Międzynarodowy Komitet Czerwonego Krzyża zapowiedział weryfikację zawartości pozostałych Kamazów. Ale informacje o losach konwoju wciąż się zmieniają. Raz słychać, że już wjeżdża, za chwilę jest dementi.

Podobnie z informacją o wjeździe na teren Ukrainy rosyjskich pojazdów opancerzonych i walce, jaką stoczyła ukraińska armia z agresorami. Prezydent Francji wezwał Władimira Putina do uszanowania granic Ukrainy, więc chyba takie informacje dotarły też do Paryża. Szczegółów jednak wciąż nie podano, ani w Moskwie, ani w Kijowie. Trwa wojna propagandowa, w której Rosjanie są niedoścignieni. Cała sprawa wysłania humanitarnego konwoju na Ukrainę była pomyślana jako chwyt propagandowy. A zamieszanie wokół ekspedycji tylko sprawę rosyjskiej pomocy nagłośniło.

Koniec walk przed wyborami?

W dodatku Ukraińcy mają kłopot z liderem Prawego Sektora, który oskarżył wiceministra spraw wewnętrznych o sprzyjanie Moskwie i zapowiedział, że jego chłopcy opuszczą front i ruszą na Kijów, jeśli nie będą spełnione żądania, jakie przedstawił. Jest wśród nich żądanie zwolnienia z aresztu członków partii, przeciwko którym toczą się postępowania. Sprawa wygląda poważnie, bo władze ugięły się pod presją szantażu, a nawet mówi się o dymisji wiceministra spraw wewnętrznych. To nie wróży dobrze, pokazuje też słabość władzy. Wprawdzie kandydat Prawego Sektora Dmytro Jarosz zdobył w wyborach prezydenckich śladową liczbę głosów, ale w bliskiej perspektywie są wybory parlamentarne i właśnie rozpoczyna się kampania.

Czy uda się do czasu wyborów zakończyć walki na wschodzie i pokonać separatystów? Siły rządowe meldują o zdobyciu części Ługańska, także budynku milicji, gdzie zawisła flaga Ukrainy: od kwietnia był w rękach buntowników. Bastion separatystów wzięty? Trudno powiedzieć, bo separatyści pokazują zniszczone lotnisko i dworzec kolejowy oraz płonące budynki mieszkalne. O walkach donoszą także z Doniecka. Na razie ostrzał trwa na przedmieściach. Nie zanosi się, żeby separatyści dobrowolnie opuścili centrum. A to zapowiada ciężki bój i kolejne ofiary.

Dla ludzi mieszkających w stolicy Donbasu spotkanie w Berlinie nie zmieniło niczego. Według nich zarówno separatyści, jak i siły ukraińskie zabijają. A oni chcą ocalić życie.

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Archiwum Polityki

Niepokorni

Historię PRL odmierza kilka dat społecznych protestów przeciw ludowej władzy, zwykle brutalnie lub krwawo tłumionych. W 1956 r. – czerwiec, w 1968 r. – marzec, w 1970 r. – grudzień, w 1976 r. – znów czerwiec... I gdyby nie tamte zdarzenia sprzed 30 lat, nie byłoby pewnie sierpnia 1980 r. i wyjątkowej polskiej drogi do wolności.

Marcin Kołodziejczyk
13.05.2006
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną