Iranki walczą o swoje prawa. Także na stadionach

Wrzeszczące półgłosem
Irańczycy może nie zaszli daleko na siatkarskich mistrzostwach świata, ale w Łodzi honor kraju uratowały Iranki. Nie pierwszy i nie ostatni raz.
Reżim ajatollahów ma szczególny dar Boży do wycinania Iranek z obrazu.
Behrouz Mehri/AFP/EAST NEWS

Reżim ajatollahów ma szczególny dar Boży do wycinania Iranek z obrazu.

Ekskluzywny dom mody w Teheranie. Kreacje raczej stonowane.
Morteza Nikoubazl/Reuters/Forum

Ekskluzywny dom mody w Teheranie. Kreacje raczej stonowane.

Przymus chusty, segregacja płciowa, ograniczenie dostępu do pracy – wszystko to w dość paradoksalny sposób wyzwoliło miliony Iranek.
Amir Farshad Ebrahimi/Flickr CC by SA

Przymus chusty, segregacja płciowa, ograniczenie dostępu do pracy – wszystko to w dość paradoksalny sposób wyzwoliło miliony Iranek.

Irańska telewizja z zasady nie transmituje zagranicznych imprez sportowych, tylko je retransmituje. Czasem opóźnienie wynosi 10 minut, czasem 20. Wszystko zależy od gorliwości cenzora: za duży dekolt – ciach, zimne piwo rozwesela – ciach. W trakcie ostatniego mundialu w Brazylii na trybunach było tyle grzechu, że niektóre mecze w irańskiej telewizji trwały mniej niż 60 minut. Relacja na żywo to w końcu prawdziwe pole minowe dla islamskiej moralności.

W łódzkiej Atlas Arenie jedna taka mina była w miniówce w irańskich barwach narodowych, na brzuchu miała przeklęte godło szacha, a w rękach transparent po angielsku „Pozwólcie Irankom wchodzić na ich stadiony”. 13 września Alenush specjalnie przyjechała z Berlina, aby podczas meczu siatkarskiego Iranu z Polską uderzyć w fundamenty reżimu ajatollahów i zaprotestować przeciwko niewpuszczaniu kobiet na stadiony w Iranie. Nie uderzy, bo transmisja ostatecznie do Iranu nie dotarła. A nawet gdyby, Alenush by wycięli.

Reżim ajatollahów ma szczególny dar Boży do wycinania Iranek z obrazu. W Teheranie jest takie muzeum rewolucji 1979 r., w którym większość starych zdjęć jest poprawiona – wyleciało z nich kilku niewygodnych sojuszników i niemal wszystkie kobiety. Zresztą ten sam problem dotyczy książek historycznych. Po lekturze tych oficjalnych można dojść do wniosku, że szacha obalili sami mężczyźni.

Oryginały wspomnianych zdjęć, przechowywane często jak relikwie przez uciekinierów na całym świecie, opowiadają całkiem inną historię. Na wielkiej demonstracji z lutego 1979 r. w pierwszym rzędzie są tylko mężczyźni. W drugim jednak towarzystwo jest już mieszane. W trzecim, czwartym, piątym – niemal same kobiety. Były siłą napędową każdej irańskiej rewolucji w XX w. Tę ostatnią poparły w ciemno, wierząc, że nie może być nic gorszego od szacha. Część Iranek czuje się dziś zdradzona przez islamską rewolucję, bo dla nich stworzyła ona system na wzór apartheidu. Ale dla zdecydowanej większości kobiet, tych spoza wielkich miast, rewolucja – zapewne wbrew zamierzeniom jej autorów – przyniosła jednak wyzwolenie. Reżim teraz boi się i jednych, i drugich.

Utajone wolności

Przed Atlas Areną Alenush wraz z kilkunastoma rodaczkami protestowała przeciwko zatrzymaniu Ghoncheh Ghavami. W kwietniu ta 25-letnia Iranka z brytyjskim paszportem trafiła za kratki za zorganizowanie demonstracji pod teherańskim stadionem, który jak na złość nazywa się Azadi (Wolność). Ghoncheh wraz ze znajomymi chciała wejść na mecz siatkarski Iranu z Włochami. Nie udało się, bo – jak później twierdził szef stołecznej policji – byłoby to wbrew jej własnemu interesowi, z czego dziewczyna nie zdawała sobie jeszcze sprawy.

Zakaz stadionowy dla Iranek to efekt konsekwentnej polityki segregacji płciowej, którą ajatollahowie wprowadzili zaraz po rewolucji. Można ją było stosunkowo bezboleśnie wprowadzić w szkołach, gdzie powstały żeńskie i męskie klasy, czy w transporcie publicznym (płciowe wagony). Trudniej jednak o budowę dodatkowych stadionów czy urzędów. Poza tym atmosfera i słownictwo, głównie na meczach piłkarskich, mogłoby moralnie zdewastować kobiety.

Pod tą szlachetną przykrywką kryje się jednak zorganizowany system dyskryminacji wobec połowy społeczeństwa. Kobiety w Iranie w świetle prawa są traktowane jak półludzie: ich głos w sądzie ma wagę połowy głosu mężczyzny (stąd praktycznie nie ma skazanych gwałcicieli), po rodzicach dziedziczą połowę tego, co ich bracia. Nie mogą śpiewać solo, pracować jako kelnerki, od dwóch lat mają zakaz wstępu na prawie 70 kierunków studiów uznanych za „niekobiece”. W przypadku rozwodu tracą prawo opieki nad dziećmi powyżej siódmego roku życia.

Co nie znaczy, że buntują się też półgłosem. Najnowszy facebookowy ruch oporu nazywa się My Stealthy Freedoms (Moje utajone wolności). Od maja już kilka tysięcy Iranek w ustronnych miejscach nagrało się bez chusty na głowie i wrzuciło filmy lub zdjęcia do internetu. Ryzykują sporo, bo armia rządowych agentów ślęczy teraz nad tymi zdjęciami, próbując zidentyfikować bohaterki.

W ubiegłym tygodniu zapadł wychowawczy wyrok w sprawie grupki, która w ramach podobnej akcji potajemnie odtańczyła i odśpiewała przebój Pharrella Williamsa „Happy”. Za tę chwilową szczęśliwość mogą jednak teraz zapłacić, odsiadując pół roku w więzieniu i znosząc 91 batów.

Nakaz przykrywania co najmniej włosów jest symbolem władzy ajatollahów nad kobietami. Gdy w 1979 r. szach uciekł z kraju, większość liberalnych Iranek przyjęła ze zrozumieniem argument, że należy szanować odczucia większości, i założyła chusty. Gdy jednak w marcu tamtego roku 100 tys. Iranek wyszło na ulice, aby zaprotestować przeciw urzędowemu nakazowi zakrywania włosów, kilkadziesiąt z nich zostało oblanych kwasem lub pokaleczonych scyzorykami przez swoich islamskich „sojuszników” w rewolucji.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną