Smutny prowincjonalny kraj
Wielotysięczne manifestacje w Budapeszcie i innych miastach to sprzeciw wobec pomysłów opodatkowania internetu. Tym razem Orbán przeszarżował.
Laszlo Balogh/Reuters/Forum

Wielotysięczne manifestacje w Budapeszcie i innych miastach to sprzeciw wobec pomysłów opodatkowania internetu. Tym razem Orbán przeszarżował.

Paul Lendvai, ur. w 1929 r. w Budapeszcie, jeden z najbardziej wnikliwych publicystów zajmujących się od dziesięcioleci Europą Południowo-Wschodnią.
Vladimir Simicek/isifa/SME/Getty Images

Paul Lendvai, ur. w 1929 r. w Budapeszcie, jeden z najbardziej wnikliwych publicystów zajmujących się od dziesięcioleci Europą Południowo-Wschodnią.

Proporcjonalnie w Polsce byłoby to 8 mln.
I także w rządach Orbána dawni towarzysze byli ministrami spraw zagranicznych, spraw wewnętrznych. Również jego były rzecznik, dziś redaktor naczelny jednego z tych tygodników, które mnie atakowały jako byłego komunistę, należał do partii.

Czym dziś dla Węgrów jest Europa?
Dla takich intelektualistów jak György Konrad – jest to nadal marzenie. Dla mas – to świat zewnętrzny postrzegany nieufnie. Wszystkie wielkie umysły Węgier są przeciwko Orbánowi, jednak on z niesłychanym instynktem gra nacjonalistyczną kartą. 4 czerwca 1920 r. – rocznica Trianon – został w 2010 r. uznany za narodowy Dzień Pamięci. Orbán gra na pokaleczonej godności narodowej. I coraz mniej patrzy na Europę, a coraz bardziej na Wschód.

Jego najbliższy współpracownik Laszlo Kövér, dziś przewodniczący parlamentu, powiedział niedawno tak: już w 1956 r. pokazaliśmy, że nie zniesiemy obcej władzy nad sobą, że dość już zrobiliśmy dla wolności w Europie i że to my reprezentujemy prawdziwe wartości europejskie. Orbán porównywał unijnych komisarzy z komisarzami sowieckimi.

A Ukraina? Ona też dzieli dziś Węgrów i Polaków. Dla nas było niepojęte, że po aneksji Krymu przez Putina Orbán zgłosił roszczenia wobec Ukrainy z powodu złego jakoby traktowania mniejszości węgierskiej.
To jest ten prowincjonalny, nacjonalistyczny egoizm Orbána, prostacki, ale bez żadnych strategicznych podtekstów. Jest dziwaczne i haniebne, jak dalece rządowe media węgierskie są nieczułe na ekspansywną strategię Putina wobec Ukrainy.

Równocześnie Węgry ryzykują konflikt z USA.
Społeczeństwo węgierskie jest skorumpowane. Tak było także za koalicji socjalliberalnej – zwłaszcza w Budapeszcie. Ale teraz mamy do czynienia z „postkomunistycznym państwem mafijnym”. Państwo kontrolują oligarchowie. Sprawa podatku internetowego czy próba szantażowania amerykańskich firm to były wpadki, wypadki przy pracy. Istotniejszy temat to walka klik na dworze Orbána. On zręcznie wykolegowuje konkurentów. Trochę jak Kádár. I ma w ręku media, z wyjątkiem kilku gazet i internetu – między innymi dlatego miało być wprowadzone to internetowe myto. Tym razem się naciął, bo nie liczył się z oporem. Zresztą, Orbána nie było wtedy w Budapeszcie. Był w Lozannie u swej córki, która uczy się tam w elitarnej szkole.

Czy Jobbik jest dla niego zagrożeniem?
Nie. Orbán całkowicie panuje nad sytuacją, choć afera internetowa pokazała mu, że nie jest niezwyciężony. Mimo to pozostanie u władzy, co dla Węgier będzie niestety wielkim wyzwaniem. Nie będzie to reżim w stylu Putina, nie mówiąc o totalitaryzmie, ale Orbán formuje antyterrorystyczne jednostki specjalne, które praktycznie tylko on kontroluje i których funkcjonariusze zarabiają cztery razy tyle co normalni policjanci. Jego władza nie ma żadnych instytucjonalnych ograniczeń, zależni od niego są sędziowie sądu najwyższego, bo ich przełożona jest zaprzyjaźniona z rodziną Orbána. Całkowicie przebudowany został trybunał konstytucyjny. Na cenzurowanym znalazły się zagraniczne organizacje pozarządowe. W norweskiej fundacji przeprowadzono rewizję, rekwirując kierowniczce laptopy bez powołania się na nakaz sądowy...

Z kim Orbán chce iść ręka w rękę? Naprawdę z Rosją i z Chinami?
Dla Węgier ważne są trzy kraje: Niemcy, Austria i Ameryka. Teraz powstała nowa sytuacja, ze względu na Rosję. Wielkie znaczenie ma to, jak wobec Węgier zachowa się Angela Merkel. Jak dotąd łamanie demokracji na Węgrzech wyraźnie piętnowali Bill Clinton, także Barack Obama. Natomiast niemieccy chadecy unikali zajmowania wyraźnego stanowiska, choć Merkel dobrze wie, co się dzieje na Węgrzech. Ale zostawia Orbánowi otwarte drzwi.

A jak ustawia się młode pokolenie Węgrów?
Nie ma jednego młodego pokolenia. Wielu młodych wybiera Fidesz czy nawet Jobbik. Równocześnie wielu protestowało przeciwko opodatkowaniu internetu. Dla Węgier niebezpieczne jest to połączenie w orbanowskim systemie korupcji, autorytarnej władzy i dominacji jednostki. To rzeczywiście, tak jak z Putinem, Erdoğanem, Berlusconim. (Z tym że z Orbánem nie łączy się żadnych afer z kobietami. On kocha tylko piłkę i władzę). Połączenie tych elementów naprawdę ludziom imponuje. Także tu, w Austrii. Po odczycie Orbána w Wiedniu usłyszałem od pewnego austriackiego bankiera: ależ to godny podziwu, silny człowiek! Gdy go zapytałem, czy i w Austrii chciałby wprowadzić dziewięcioletnie kadencje sędziów trybunału konstytucyjnego i prokuratora generalnego, odpowiedział, że nie to miał na myśli… Niemal codziennie nadchodzą z Węgier te charakterystyczne krótkie informacje. Ostatnio zapowiedziano np. utworzenie narodowej agencji komunikacyjnej. Ma być odpowiedzialna za państwowe reklamy w mediach. Szefem ma być syn oligarchy medialnego. W takiej sytuacji nie trzeba żadnej cenzury...

Węgierska literatura, węgierski film miały u nas tradycyjnie wysokie notowanie. Jakie nastroje są teraz w tych środowiskach?
Przygnębienie. Nie ma teraz wielkiego węgierskiego kina, jakim jest choćby rumuńskie. Artyści prorządowi są kuszeni wysokimi nagrodami. Ale Węgry są dziś smutnym krajem zorganizowanego kłamstwa. Media rządowe twierdzą, że Węgry gospodarczo przodują w regionie, podczas gdy wszystkie zagraniczne statystyki pokazują, że tak nie jest. Nie ma też na Węgrzech takiego grona europejskich polityków, jakimi w Polsce są Donald Tusk, Jacek Rostowski czy Radosław Sikorski. Orbán utrzyma się u władzy nie przez następne cztery lata, lecz zapewne przez co najmniej osiem lat, jeśli nie stanie się nic dramatycznego. Powtarzam, Węgry to smutny kraj, który stał się strasznie prowincjonalny. Szkoda.

Paul Lendvai, ur. w 1929 r. w Budapeszcie, jeden z najbardziej wnikliwych publicystów zajmujących się od dziesięcioleci Europą Południowo-Wschodnią. W 1957 r., przez Warszawę wyjechał z Węgier do Wiednia, gdzie był korespondentem „Financial Times”, „Neue Zürcher Zeitung”, „Die Presse”, „Der Standard”, dyrektorem austriackiej telewizji. W 1999 r. za zasługi w dialogu Wschód–Zachód został przez Prezydenta RP odznaczony Komandorskim Krzyżem Zasługi. Jest autorem wielu książek, w tym tłumaczonej na wiele języków historii Węgier „Zwycięzcy w klęskach” oraz gorzkiej analizy węgierskich dziejów najnowszych „Mój przegrany kraj”.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną