Świat

Zima po wiośnie

Arabskie echa zamachów w Paryżu

„Jeśli islam się nie zreformuje, to przegra. Stąd takie agresywne reakcje fundamentalistów wobec świata zachodniego. Oni nie walczą z chrześcijaństwem. Ich wrogiem jest laicyzacja, sekularyzacja, nowoczesność”. „Jeśli islam się nie zreformuje, to przegra. Stąd takie agresywne reakcje fundamentalistów wobec świata zachodniego. Oni nie walczą z chrześcijaństwem. Ich wrogiem jest laicyzacja, sekularyzacja, nowoczesność”. Materiały prywatne
Z Piotrem Ibrahimem Kalwasem, polskim pisarzem, muzułmaninem mieszkającym w Egipcie, o arabskich echach zamachu w Paryżu, egipskim lęku przed fundamentalizmem i dalszych losach arabskiej wiosny.
„W islamie od niepamiętnych czasów dominuje literalizm religijny. Fundamentaliści z tego korzystają”.Mosa'ab Elshamy/AP/Fotolink „W islamie od niepamiętnych czasów dominuje literalizm religijny. Fundamentaliści z tego korzystają”.
Piotr Ibrahim Kalwas, pisarz, dziennikarz, podróżnik, wyznawca islamu. Sześć lat temu wyemigrował do Egiptu.Archiwum prywatne Piotr Ibrahim Kalwas, pisarz, dziennikarz, podróżnik, wyznawca islamu. Sześć lat temu wyemigrował do Egiptu.

Joanna Podgórska: – Gdy doszło do zamachów 11 września, w krajach muzułmańskich ludzie tańczyli z radości na ulicach. Jakie było w Egipcie echo strzałów w paryskiej redakcji „Charlie Hebdo”?
Piotr Ibrahim Kalwas: – Jeśli chodzi o przeciętnych Egipcjan, to właściwie nie było żadnej reakcji. Na placu Tahrir i w paru innych miejscach w Kairze odbyły się wiece protestacyjne, głównie dziennikarzy, intelektualistów, artystów. Zbierało się po kilkaset osób z długopisami, ołówkami demonstrować w obronie wolności słowa. Tak jak w Europie, tylko na dużo mniejszą skalę. Egipt ma tyle własnych problemów i kłopotów, że to wydarzenie przeszło trochę bokiem. Francja jest daleko, a zamachy terrorystyczne na Synaju to codzienność. Chcę jednak podkreślić, że ani razu – ani w mediach, ani w rozmowach z ludźmi – nie spotkałem się z żadnym wyrazem poparcia dla terrorystów. Inna rzecz, że w moim otoczeniu nie ma fundamentalistów ani dżihadystów.

Czy przeciętni Egipcjanie boją się fundamentalistów?
Strasznie. Najlepszy dowód, że obalili rząd Bractwa Muzułmańskiego w tzw. drugiej rewolucji po upadku Mubaraka. Miliony ludzi wyszły na ulicę, a do tego dopiero dołączyła się armia. Bo to nie było tak, jak mówi się w Europie, że to był jakiś zamach czy pucz wojskowy. Zaczęło się od protestów społecznych. Egipcjanie to bardzo specyficzny naród na tle innych krajów arabskich. Jeden z najbardziej wierzących, bogobojnych i praktykujących islam, a z drugiej strony absolutnie odrzucający wszelką teokrację. Większość po prostu boi się rządów islamistów.

Ale egipska rewolucja, która przyniosła wolność, jednocześnie te demony fundamentalizmu wywołała.
On wyszedł z podziemia. To ten sam mechanizm, który zadziałał w Iraku po obaleniu Husajna czy teraz w Syrii po rozbiciu państwa Asada. Tylko że tamto to skrajne przypadki rozmontowania państwa policyjnego, które trzymało wszystkich za twarz. W Egipcie rząd Mubaraka też trzymał za twarz wszelkich fundamentalistów, dżihadystów czy salafitów. Bractwo Muzułmańskie nie mogło przecież legalnie działać. Po upadku Mubaraka wszystkie te siły wypełzły na światło dzienne.

Podobno jeden z najbardziej dynamicznie rozwijających się dziś w Egipcie nurtów islamu to salafici. Kim oni są?
To archaiczny, ultrakonserwatywny prąd myślowy, oparty na surowej wykładni islamu pierwszych muzułmanów. Odczytuje święte teksty literalnie i dąży do tego, by wszystko było jak półtora tysiąca lat temu. Odwołuje się do salafu, czyli przodków. Za czasów Mubaraka salafizm był bardzo niemile widziany przez władze, a jego wyznawcy trafiali do więzień, byli inwigilowani, kontrolowani. W pierwszej fazie rewolucji salafici odcięli się od niej, bo według ich wykładni islamu rewolucje są haram, czyli zakazane, potem jednak dołączyli do rewolty, nie chcąc wypaść z politycznej sceny. Z początku popierali Bractwo Muzułmańskie ze względu na bliskość poglądów, choć rywalizowali z nim o rząd dusz. Potem dokonali wolty, poparli armię i prezydenta Sisiego. W wyborach parlamentarnych partie z nimi związane dostały 28 proc. głosów. To poważna siła polityczna.

Rząd wojskowy próbuje prowadzić stabilną politykę. Z jednej strony kontrolować i zamykać najbardziej radykalnych fundamentalistów z Bractwa Muzułmańskiego, a z drugiej nie prześladować środowisk religijnych, bo te mają poparcie wśród ludzi. Ja wiem, że to wszystko dla Europejczyka brzmi dziwnie. Wojsko obala demokratycznie wybrany rząd Bractwa Muzułmańskiego, a jednocześnie jest gwarantem demokracji. Ale do Egiptu, jak i wszystkich krajów Bliskiego Wschodu, nie można stosować europejskich miar. Zachód powinien pamiętać, że blisko stuletnia historia Bractwa Muzułmańskiego to historia terroryzmu i przemocy. Ja jestem przekonany, że marszałek Sisi uratował kraj od wojny domowej i chaosu.

Skąd się bierze siła fanatyzmu napędzająca terroryzm, dla Europejczyków zupełnie niepojęta?
Jest wiele czynników, ale przede wszystkim z wykładni islamu. Tu się nie ma co oszukiwać. Muzułmanie stają na głowie i kombinują, jak mogą, że to nie jest wina religii, a terroryzm to nie islamizm i nie ma nic z islamem wspólnego; że to jakieś wypaczenie. Prawda jest taka, że zamachów dokonują muzułmanie, którzy do okrutnych działań czerpią inspiracje również z wykładni islamu obowiązującej od setek lat. W tej wykładni jest dużo przemocy, ona jest w hadisach, w Koranie. To tkwi tam niezmiennie, niepoddane nowej interpretacji, niepotraktowane symbolicznie czy alegorycznie. W islamie od niepamiętnych czasów dominuje literalizm religijny. Fundamentaliści z tego korzystają. To nie tylko nauka ich imamów z piekła rodem, to także, niestety, po trosze jest przekaz mainstreamowego islamu. Dlatego wykładnia islamu wymaga reformy, o której mówił ostatnio prezydent Sisi.

Wojskowy prezydent mówi o reformowaniu religii?
Tak. Wygłosił niedawno przemówienie w Al Azharze, największej teologicznej uczelni arabskiego świata i najważniejszym ośrodku myśli sunnickiej, bardzo dobitnie mówił o potrzebie reformacji. Pytał, jak to możliwe, że święte dla nas teksty budzą na świecie grozę i przerażenie. Dlaczego cały świat boi się naszej religii? I że tak dalej nie może być. Musimy je poddać nowej interpretacji. To są słowa przełomowe, rewolucyjne. Na Zachodzie przeszły niemal bez echa. Co więcej, Sisi podczas świąt koptyjskiego Bożego Narodzenia odwiedził katedrę, spotkał się z biskupami, złożył życzenia wiernym. To pierwszy taki przypadek w historii Egiptu.

Dzisiaj chyba coraz trudniej być muzułmaninem?
W Europie na pewno. Ale jeśli chodzi o mnie, to nie. Ja mam swój islam, który z orientalną wykładnią nie ma nic wspólnego. Niosę go w sercu i umyśle. Każda religia może być zła albo dobra. Kiedyś chrześcijaństwo to była inkwizycja, stosy i krucjaty. To tylko kwestia interpretacji. Jeśli islam zacznie się reformować, to za parę pokoleń może nie będzie już budził lęku i grozy. Okaże się, że wykładnia islamu jednak może być oświeceniowa. W świecie arabskim nie było przełomowych epok, nie było wielkich rewolucji idei i myśli jak na Zachodzie. Nie było renesansu, rewolucji przemysłowych, ideologicznych, naukowych, a przede wszystkim oświecenia. A ten świat właśnie oświecenia potrzebuje. Niekoniecznie w rozumieniu stricte europejskim, ale zupełnie innego spojrzenia na religię. Tu raczej nie będzie szybko postępowała sekularyzacja. Tu trzeba na razie najpierw bardzo mocno zreformować religię zamiast ją obalać. Tu nie ma mowy o rozwiązaniach europejskich. To się nie uda, bo będzie budziło opór zwykłego człowieka, a to oznacza jeszcze więcej demonów fundamentalizmu i terroryzmu.

Nie słychać już w pana słowach żarliwości i naiwności neofity. Pojawiły się gorzkie tony.
Człowiek przechodzi różne etapy nie tylko w religii, ale i światopoglądzie. Nic w tym dziwnego, że mnóstwo rzeczy przewartościowałem. Mam własną wykładnię islamu, którą dzielę z grupą muzułmańskich wolnomyślicieli. W skali populacji muzułmańskiej jest nas bardzo mało, ale pojawiają się coraz to nowe fundacje i organizacje, które propagują otwarte na świat myślenie, niezwiązane wyłącznie z kultem. Bo islam głównego nurtu jest zupełnie zaskorupiały. Świat pędzi do przodu i to coraz szybciej, a islam tkwi korzeniami w średniowieczu. Jego tradycyjna wykładnia ma się nijak do nowoczesności. Myślę, że dżihadyści i terroryści kąsają, bo nie wiedzą, jak się mają do tego odnieść. Boją się, bo rząd dusz wymyka im się z rąk. Tracą kontrolę nad muzułmańskim światem. Jeszcze kilkanaście lat temu nie było internetu, Facebooka; wszystko rozgrywało się między meczetem, szkołą, ulicą i domem. Było łatwe do opanowania i kontrolowania. Teraz otworzyło się okno na świat i młodzi muzułmanie więcej widzą. Nie chcą już tradycjonalizmu, który obowiązuje tu od wieków. Wszystko zaczyna tu kipieć i wrzeć. Przecież gdyby nie było Facebooka i Twittera, nie byłoby arabskiej wiosny.

 

Z perspektywy Europy Zachodniej wygląda to na odwrót; fundamentaliści biorą rząd dusz, łowiąc wśród wykluczonych młodych ludzi i proponując im silną religijną tożsamość, która w rozpędzonym, chaotycznym świecie może być kusząca.
Oczywiście. Łowią wśród frustratów, ludzi zagubionych, którzy nie potrafią się odnaleźć w rzeczywistości. Polują na imigrantów albo sfrustrowanych Europejczyków. Ich widać w internecie, tych wszystkich trolli czy hejterów. To świetny łup dla fundamentalistów. Ale tutaj, w świecie islamu, jest inaczej. Ludzie też są sfrustrowani, bo sytuacja ekonomiczna jest ciężka, ale młodzi na ekranach widzą świat, do którego tęsknią. Nawet jeśli tego nie mówią otwarcie, chcieliby ten Zachód mieć u siebie. Trochę się tego boją, bo przecież ich dziadków i ojców ten bezbożny świat oburza. Chcieliby demokracji, braku cenzury, również obyczajowej. Tęsknią za wolnością. A tej dżihadyści najbardziej nienawidzą.

Po rewolucji nie tylko fundamentalizm wyszedł na światło dzienne. Także mnóstwo innych rzeczy, do tej pory niewidocznych. To wygląda podobnie jak w Polsce po 1989 r. Nagle okazało się, że funkcjonują środowiska mniejszości seksualnych, powstaje awangardowa sztuka. Ze zdumieniem dowiedziałem się, że w Egipcie funkcjonuje scena muzyki deathmetalowej. W tutejszym wydaniu brzmi ona trochę naiwnie, ale jest. Jak to po rewolucji, nastąpiła eksplozja wolnej myśli. Ciągle jest ona dławiona przez różne czynniki, ale ludzie coraz odważniej próbują mówić własnym głosem. Okazało się, że w Egipcie są ateiści, o czym do tej pory w ogóle się nie słyszało.

Nadal można za to trafić do więzienia.
Tak, bo, podobnie jak w Polsce, istnieje tu artykuł mówiący o obrazie uczuć religijnych, tylko że tu jest on traktowany ze śmiertelną powagą. Deklaracja, że nie wierzy się w Boga, jest traktowana jak bluźnierstwo. Z homoseksualizmem jest podobnie. Niedawno miały miejsce przypadki zamykania w więzieniach gejów, którzy publicznie pocałowali się. Młodzi ludzie, którzy odrzucają islam, są bici, dręczeni i wyrzucani z domów przez własnych rodziców.

W sporej części społeczeństwa liberalna demokracja i kultura budzą lęk.
Zwłaszcza w starszym pokoleniu. To nie tylko lęk, ale i niewiedza. Ludzie stąd nie wyjeżdżają, nie podróżują. Starsi nie poruszają się sprawnie w sieci. Znają świat tylko z filmów i to kiepskich. Boją się, bo islamski tradycjonalizm jest tu niezwykle mocny, wryty w umysły i dusze od pokoleń. Gdyby z niego zrezygnowali, nie mieliby czym wypełnić tej pustki. Co w zamian? Co innego miałoby to być? W społeczeństwie egipskim poziom edukacji jest bardzo niski, nie rozwiązano problemu analfabetyzmu. Tradycjonalistyczny kult jest dla tych ludzi podstawą życia. Jeśli islam miałby się reformować, to powoli, żeby nie nastąpił szok.

Ale przecież podobny proces obserwujemy w Polsce, tylko na inną skalę, bez bomb i mordów na szczęście. Europeizacja Polski, wychodzenie z katolicko-narodowego zaścianka też rodzi się w bólach. Ale gdy patrzę z dystansu na to, co wyprawiają środowiska konserwatywne, związane z prawicą i Kościołem, widzę te same mechanizmy. Radykalizacja i wojenna retoryka części duchownych podszyta jest grubym lękiem, bo oni też czują, że tracą rząd dusz. Tak jak fundamentaliści islamscy czują, że nie dają sobie rady z postępującą nowoczesnością. Często na polskich forach czytam głosy takiego cichego, zawoalowanego poparcia fundamentalistów katolickich dla islamu. Z jednej strony nienawidzą muzułmanów i się ich boją, ale z drugiej zazdroszczą tego zdecydowania i determinacji, bo też by tak chcieli.

Europa to kontynent, który się religijnie wypalił, stracił wyznaniową tożsamość. Islam z kolei jest religią totalną. Konfrontacja jest nieuchronna?
Wojny religijnej pewnie nie będzie, ale konflikty spowodowane atakami terrorystycznymi będą się jeszcze długo ciągnąć. Ten świat tutaj to od wieków równia pochyła; a teraz nachyliła się pod jeszcze większym kątem. Bo im szybciej następują zmiany na Zachodzie, tym bardziej kraje muzułmańskie stają się zacofane. One muszą starać się równać do Zachodu, a islam w tym wydaniu, które znamy, musi się zmienić. Stąd takie głosy, jak wystąpienie prezydenta Sisiego, że musimy coś z tym zrobić. Jeśli islam się nie zreformuje, to przegra. Stąd takie agresywne reakcje fundamentalistów wobec świata zachodniego. Oni nie walczą z chrześcijaństwem. Ich wrogiem jest laicyzacja, sekularyzacja, nowoczesność. Oni tego nie rozumieją i nie chcą. Ale przeciętny Egipcjanin też nie wyobraża sobie świata bez religii.

O czym rozmawiał pan ostatnio w knajpce z sąsiadami?
Jak zawsze, trochę o rodzinie, trochę narzekaliśmy na kłopoty finansowe; proza życia. To świat zanurzony w codzienności. Sporo rozmawia się o polityce, ale o polityce egipskiej, bo zbliżają się wybory. Ludzie na co dzień nie mają głowy do tego, żeby zajmować się sprawami globalnymi.

Wiedzą, co to „Charlie Hebdo”?
Teraz już tak.

Pewnie go nie polubili?
Jak mieli polubić, skoro obraża ich religię? Wiedzą, że to brukowiec, który wyśmiewał wszystkie wyznania, ale dla muzułmanów obraza religii to bardzo poważna sprawa. O tych, którzy zastrzelili rysowników, nie mówią jednak inaczej niż mordercy. Bardzo mało jest głosów przekonujących, że wolność słowa siłą rzeczy musi wchodzić w zwarcie z religią czy uświęconą tradycją. Nikt nie chce cenzury politycznej. Młodzi chcieliby, żeby zniknęła także cenzura obyczajowa. Ale średnie i starsze pokolenie nie zamierza z niej rezygnować.

W Egipcie wszystkie zachodnie filmy nadal są cenzurowane. Były cenzurowane za Mubaraka, za Bractwa Muzułmańskiego i jeszcze długo będą. I to wcale nie dlatego, że władze tego żądają. Gdyby pojawiły się nieocenzurowane filmy, widzowie wyszliby z kina z krzykiem oburzenia: co wy nam pokazujecie?! To w ludziach brak wolnego, otwartego myślenia. Nie potrafią wyobrazić sobie życia bez zakazów i nakazów. Społeczeństwo jest zachowawcze i trzeba to uwzględniać, analizując ten świat. Wszystkie zmiany obyczajowe czy religijne muszą się dokonywać delikatnie i powoli.

Piotr Ibrahim Kalwas, pisarz, dziennikarz, podróżnik, wyznawca islamu. Sześć lat temu wyemigrował do Egiptu. Mieszka w Aleksandrii z żoną i synem. Jest autorem książek: „Salam”, „Czas”, „Drzwi”, „Dom”, „Tańka”, „Rasa mystica”.

Polityka 4.2015 (2993) z dnia 20.01.2015; Rozmowa Polityki; s. 23
Oryginalny tytuł tekstu: "Zima po wiośnie"
Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Społeczeństwo

Służba zdrowia nie taka publiczna. Leczymy się za własne

Przeciętna polska rodzina wydała w ostatnim miesiącu z własnej kieszeni na leczenie aż 557 zł. Z odpłatnej pomocy lekarskiej nie skorzystało w tym czasie tylko mniej niż co trzecie gospodarstwo domowe.

Joanna Solska
25.02.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną