Świat

Katar ogarnia świat

Miniaturowy kraj, ogromne ambicje

Dauha, stolica emiratu Dauha, stolica emiratu Sampics / Corbis
Pieniądze tego emiratu znad Zatoki Perskiej w przeszłości zamieniły pustynię w metropolię, a teraz wygrywają dla Kataru mecze i finansują zamachowców samobójców w Syrii.
Szejka Moza, matka obecnego emira Kataru. Chociaż mówi się, że faktycznie to ona pełni rolę emirki.Ben Stansall/AFP/EAST NEWS Szejka Moza, matka obecnego emira Kataru. Chociaż mówi się, że faktycznie to ona pełni rolę emirki.
Cudzoziemscy robotnicy. Pracuje ich w Katarze 1,4 mln – na 280 tys. rdzennych mieszkańców.View Pictures/Corbis Cudzoziemscy robotnicy. Pracuje ich w Katarze 1,4 mln – na 280 tys. rdzennych mieszkańców.

Jest szarą eminencją jednego z najmniejszych i najbogatszych krajów na kuli ziemskiej, najbardziej wpływową kobietą w świecie arabskim. Kupiła dla swego kraju mundial i kształtuje linię polityczną katarskiej telewizji Al-Dżazira. 54-letnia Moza bint Nasser Al Missned, matka obecnego emira Kataru, siedziała w loży honorowej stadionu, gdy Francuzi dwa tygodnie temu odbierali puchar mistrzostw świata w piłce ręcznej. Ukryta za delikatną ażurową chustą twarz nie pozwalała odczytać swego wyrazu. Na pewno nie była zadowolona.

Nie po to każdy zawodnik kupiony za granicą dla drużyny katarskiej otrzymał 17 mln dol. i nie po to opłacono kibiców na trybunach, by klaskali w odpowiedniej chwili, aby zwycięstwo wymknęło się Katarczykom sprzed nosa. W gronie bliskich przyjaciół Moza miała powiedzieć, iż w 2022 r., podczas piłkarskich mistrzostw świata rozgrywanych również w Katarze, taka „wpadka” na pewno się nie powtórzy. Pieniądze i wpływy polityczne zainwestowane w mundial znacznie przekraczają te, które wydano na mistrzostwa szczypiorniaka.

Wieloletnie doświadczenie polityczne nauczyło byłą pierwszą damę Kataru, że w ostatecznym rozrachunku petrodolary zawsze wygrywają z ludzkimi słabościami. Zasadą jej rodziny, która zdobyła władzę bez rewolucji i bez wojen domowych, a jedynie dzięki dworskim intrygom, jest przeświadczenie, iż „złota moneta jest płaska, aby ją mocno ściskać w dłoni – i okrągła, aby nią mądrze obracać”.

Kupmy sobie Harrodsa

W kraju, w którym nie ma ścisłego rozgraniczenia między szkatułą emirów a skarbem państwa, to porzekadło sprawdza się co do joty. Według danych „Forbesa” miniaturowy Katar nad Zatoką Perską, nieco mniejszy od naszego województwa świętokrzyskiego, osiągnął najwyższe PKB per capita na świecie – niemal 95 tys. dol. (w Polsce 19 tys. dol.). Wysokie dochody zapewniają zarówno ogromne złoża gazu i ropy naftowej, jak i Amerykanie, którzy dzierżawią tam bazę wojskową. Geolodzy obliczyli, iż zapasy ropy wyczerpią się dopiero za 57 lat, a pokłady gazu – za ćwierć wieku.

Dolarów już teraz jest taka piramida, że rodzina emira może sobie kupić wszystko, czego dusza zapragnie. Brytyjskie pismo „Evening Standard” szokowało swoich czytelników informacjami, jak to katarski władca bez zmrużenia oka inwestuje w Londynie 10 mld funtów, stając się m.in. właścicielem najbardziej prestiżowego domu towarowego Harrods oraz szklanego wysokościowca przy Hyde Park numer 1. Do tego dochodzą poważne udziały w takich bankach jak Barclays i Santander, a także inwestycje w najbardziej prestiżowe drużyny piłkarskie.

Pieniędzy wystarczyło też, aby kupić Katarowi wspomniane piłkarskie mistrzostwa świata w piłce nożnej w 2022 r. Według zeszłorocznych publikacji „Sunday Times” Katar musiał najpierw słono zapłacić za prawo do zorganizowania tej imprezy. Gazeta twierdzi, że wysoki funkcjonariusz katarskiego związku piłkarskiego przekupił kilkunastu członków FIFA z Afryki za łączną sumę ponad 5 mln dol. Sprawę do ostatnich minut przed głosowaniem monitorował osobiście sam emir Hamad, dziś już na emeryturze.

„Po co on to wszystko robi?” – pyta brytyjski dziennikarz i sam udziela odpowiedzi: „bo może”. Nie jest to jednak pełne wytłumaczenie. 34-letni Tamim, syn Hamada i nowy emir Kataru, próbuje zdywersyfikować gospodarkę swojego kraju, na wypadek gdyby w przyszłości zawalił się biznes oparty na gazie i ropie naftowej. Ponadto astronomiczne inwestycje na rynkach brytyjskich uczyniły go – i jego matkę szejkę Mozę – mile widzianymi gośćmi w królewskim Buckingham Palace. Podczas gdy kraje arabskie coraz bardziej pogrążają się w wojnach religijnych, nowy władca stara się pokazać światu cywilizowane oblicze Kataru. Różnie mu to wychodzi.

Katar liczy zaledwie nieco ponad ćwierć miliona obywateli, którzy nie płacą podatków i korzystają z darmowej opieki medycznej. Filie zagranicznych prestiżowych uczelni, wspierane przez lokalne fundacje, umożliwiają bezpłatne wyższe wykształcenie. Najlepsi znajdują intratne zatrudnienie w administracji państwowej. Religia nie narzuca kobietom noszenia burki zasłaniającej twarz i górną część ciała – wystarczy tzw. przyzwoity strój. Z kolei Katarczycy nie muszą zakładać mundurów, ponieważ nie podlegają obowiązkowej służbie wojskowej.

Pozostali mieszkańcy emiratu to ok. 1,4 mln gastarbeiterów. Władze skrupulatnie śledzą każdy ich krok – nawet zmiana wynajętego pokoju wymaga specjalnego zezwolenia. Nie ma żadnej instancji, do której mogliby się odwołać. Od 2012 r. w Katarze przy pracach budowlanych zginęło ponad 1100 obcokrajowców. Są to dane oficjalne, według Amnesty International mocno zaniżone. Większość zgonów nastąpiła latem – robotnicy nie wytrzymywali żaru lejącego się z nieba. Od razu pojawiły się więc pytania, ile żyć ludzkich warte są piłkarskie mistrzostwa.

Mniej więcej połowa z imigrantów to Pakistańczycy i Hindusi. Są również Irańczycy, Filipińczycy, Egipcjanie i obywatele Sri Lanki. Wiele firm budowlanych traktuje ich jak swoją własność, czemu sprzyja lokalne prawo pracy. Każdy cudzoziemiec, który chce pracować w Katarze, musi najpierw znaleźć sobie lokalnego sponsora, który zadeklaruje, że poniesie nieprzewidziane koszty jego pobytu. W zamian jednak sponsor staje się w praktyce właścicielem cudzoziemca, gdy ten już przekroczy granicę. Taki gastarbeiter nie może np. zmienić pracy bez zgody sponsora, nie może nawet wyjechać z kraju, bo zabrano mu paszport.

Jeśli mimo tych okoliczności jednak zdecyduje się przyjechać, nie może liczyć na kokosy. Choć Katar jest jednym z najbogatszych krajów świata, płace dla gastarbeiterów są bardzo niskie. Wynika to z faktu, że większość lukratywnych kontraktów budowlanych zgarnęły zachodnie firmy, które nie chcą się dzielić zyskami. Jak podaje „Der Spiegel”, przeciętny przyjezdny robotnik na budowie w Katarze zarabia równowartość 1300 zł – za pracę sześć dni w tygodniu, od 8 do 10 godzin dziennie. Co ma się nijak do zarobków katarskich obywateli.

Zagubieni taksówkarze

Zarobki miejscowych są równie ogromne, jak ambicje tego małego emiratu. Koszt inwestycji związanych z mistrzostwami świata w 2022 r. przekroczył już 100 mld dol. – obok siedmiu stadionów w ciągu siedmiu lat ma powstać kilkadziesiąt nowych hoteli, rewolucja czeka transport publiczny. Stąd częstym turystycznym wspomnieniem z Kataru jest taksówkarz, który nie może znaleźć drogi, bo gdy był tu ostatnio, wszystko wyglądało zupełnie inaczej.

Jeszcze pół wieku temu Katar był niewiele znaczącym półwyspem poławiaczy pereł, nękanych przez japońską konkurencję. Dzisiaj, gdy obrósł w piórka i stworzył najbardziej tolerancyjną muzułmańską społeczność, w której kobieta i mężczyzna są niemal równouprawnieni, w miejsce japońskich kutrów pojawiły się ciężko uzbrojone floty morskie i powietrzne Iranu i Arabii Saudyjskiej.

Dla obu mocarstw bliskowschodnich Katar, bezkrytycznie popierany przez Waszyngton, jest trudnym wyzwaniem. Swobody religijne sprzeczne są zarówno z założeniami perskich szyitów, jak i saudyjskich wahabitów. Nagle okazało się, że ten malutki kraj drażni sąsiadów.

Katar jest monarchią absolutną, z naciskiem na absolutną. Nie ma tam ani partii politycznych, ani parlamentu. Jedynym i ostatecznym decydentem jest pałac emira. Miliardowe sumy przeznaczane na poprawę bytu obywateli zapewniają spokój wewnętrzny, a pomoc finansowa dla wybranych organizacji arabskich gwarantuje władcom w Dausze poważanie w świecie muzułmańskim.

Katar jest jedynym państwem islamskim, które posiada ambasadę w Gazie – obok 44 placówek dyplomatycznych rozsianych po całym świecie, łącznie ze Stanami Zjednoczonymi. Usiłuje także wpływać na bieg polityki wewnętrznej w świecie arabskim. Wbrew zasadom względnej tolerancji religijnej stosowanej we własnym kraju, za granicą z zasady wspiera jednak radykałów.

Mistrzowie zamieszania

Katarczycy to insajderzy, jak mówią o nich sąsiedzi. Jeśli w regionie dzieje się coś niepokojącego, można w ciemno założyć, że Katarczycy maczali w tym palce. Nagle potrzebny jest kontakt do jednej z syryjskich bojówek, która porwała amerykańskiego dziennikarza? Zapytajcie w Dausze. Trzeba przekupić lokalnego libijskiego watażkę, który aresztował ropociąg na pustyni? Katarczycy to załatwią.

To właśnie katarscy szejkowie załatwili zwolnienie amerykańskiego żołnierza Bowe’a Bergdahla, przetrzymywanego przez afgańskich talibów – w zamian za uwolnienie pięciu ich towarzyszy z Guantánamo. To oni prowadzili negocjacje z Frontem Al-Nusra, syryjskim oddziałem Al-Kaidy, w sprawie porwanego amerykańskiego dziennikarza Petera Theo Curtisa.

Z drugiej strony, Katarczycy prowadzą prawdopodobnie najbardziej wywrotową politykę zagraniczną w regionie, m.in. finansując największych islamistycznych drani. Katar wspiera np. palestyński Hamas, uważany przez Amerykanów za organizację terrorystyczną. W Dausze mieszka szef Hamasu Chaled Meszal. Kilka ulic dalej zupełnie otwarcie urzęduje przedstawiciel afgańskich talibów. Od lat pęcznieje problem katarskich przelewów na rzecz radykalnych ugrupowań islamskich, które przez niemal wszystkich są obrzucane bombami; Katar strzela do nich dolarami – rzekomo płacąc okupy za pojmanych europejskich i amerykańskich zakładników.

Rezultaty takiej polityki bywają opłakane. Katar na własną rękę wspierał kilka radykalnych frakcji po upadku Muammara Kadafiego w Libii. Dzisiaj ci katarscy podopieczni skaczą sobie do gardeł, pogrążając Libię w chaosie.

Według źródeł amerykańskich emirat wydał dotychczas na ekstremistów ponad 120 mln dol., zapewniając sobie spokój na własnym terytorium – i wywołując oburzenie w Białym Domu i w Kongresie. Tyle tylko, że Stany Zjednoczone nie mogą przekształcić tego oburzenia w czyny – w tym rejonie świata Katar jest ich najwierniejszym sojusznikiem.

Katar zainwestował też ponad 8 mld dol. w pomoc dla Bractwa Muzułmańskiego, które przejęło władzę w Egipcie po obaleniu Hosniego Mubaraka w 2011 r. Dwa lata później karta się odwróciła i po przewrocie wojskowym do rządów powrócili spadkobiercy Mubaraka. Na tym właśnie tle doszło ostatnio do konfliktu z prezydentem Egiptu Abdelem Fattahem al-Sisim, który uwięził setki członków Bractwa. Matka katarskiego emira próbowała uruchomić w Kairze filię Al-Dżaziry, krytycznej w stosunku do nowego reżimu, ale tym razem telewizja nie wygrała starcia z władzą. Po krótkim pobycie w areszcie operatorzy katarskiej telewizji musieli spakować swoje kamery i wrócić do domu.

Mamusia od Valentino

Wysłanie Al-Dżaziry do Egiptu przez szejkę Mozę było bardzo symptomatyczne, bo odkąd dwa lata temu władzę przejął emir Tamim, trwają spekulacje, kto tak naprawdę rządzi Katarem. Jego koronacja z pewnością była wielkim triumfem szejki Mozy. To ona miała stać za pałacowymi intrygami, które doprowadziły do usunięcia wpływowych współpracowników jej męża, starego emira, i promocji syna. Moza jest fenomenem w Zatoce – żadna pierwsza dama z regionu nie dorobiła się takiej pozycji politycznej. Zarządza kilkoma fundacjami, w tym największą Qatar Foundation. Za jej sprawą Katar jest dziś największym kupcem dzieł sztuki na świecie, dzięki niej przejął słynną markę odzieżową Valentino.

Słynny stał się jej styl – to oczywiście rzecz gustu, ale kreacje jej pomysłu nieraz przywoływały na myśl późnego pułkownika Kadafiego. Na głowie nie nosi chust, tylko wymyślne turbany. Jej twarz jest dziełem wielu wybitnych chirurgów plastycznych. Z początku była tylko drugą z kolei żoną emira. Ale w świecie dyplomacji krążą legendy o tym, jak to Moza przejmowała od męża inicjatywę podczas międzynarodowych spotkań na najwyższym szczeblu. Czy więc Katar jest dziś jedynym arabskim matriarchatem? W jednym z niewielu wywiadów emir Tamim bez ogródek przyznał, że nigdy nie odmówiłby mamusi.

Polityka 7.2015 (2996) z dnia 10.02.2015; Świat; s. 50
Oryginalny tytuł tekstu: "Katar ogarnia świat"

Warte przeczytania

Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Rzeź ptaków

Co roku myśliwi zabijają około 200 tys. ptaków. Wyłącznie dla własnej rozrywki. Żadnych innych powodów polowania na ptaki nie ma.

Joanna Podgórska
05.12.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną