Żegnaj, dzielny Romku
Dosłownie do ostatnich dni nie tylko pisał, ale i przychodził do redakcji. Trzy tygodnie temu obchodziliśmy jego 87. urodziny. Jeszcze w ubiegłą sobotę rozmawialiśmy z nim o artykule, zesłanym właśnie do drukarni, który czytelnicy mogą przeczytać w tym samym, co ukaże się to pożegnanie, numerze.
Roman Frister
Polityka

Roman Frister

ZOBACZ DOKUMENT Ewy Żmigrodzkiej „Chcę żyć” o losach Romana Fristera. Film został wyprodukowany przez Telewizję Polską.

Z tego artykułu, jak i z innych, przebija dogłębna wiedza o Bliskim Wschodzie: mieszkał tam i pracował ponad pół wieku. Swoje niezwykłe życie tylko po części przedstawił w książce „Autoportret z blizną”, tłumaczonej na kilkanaście języków. Ta blizna to oczywiście Mauthausen, Auschwitz i marsz śmierci z powrotem do Mauthausen oraz przeżyta na własnych oczach śmierć matki, zabitej kolbą pistoletu przez nazistę, oraz śmierć ojca z wycieńczenia w obozie. Odwiedzałem z nim obozy śmierci; choć sam przeżył cudem, nie wspominał cierpień. Za to ostrzegał przed zezwierzęceniem człowieka – i katów, i nawet ofiar w tak ekstremalnych warunkach. Jego nagrane w Yad Vashem świadectwo obozowe jest jednym z najdramatyczniejszych dokumentów osobistych, jakie powstały. Bezwzględna szczerość i przyznanie do słabości budzi najwyższy szacunek.

Po poobozowej dwuletniej kuracji został dziennikarzem, lecz w 1952 r. UB aresztowało go za rzekomy sabotaż i wpisało na czarną listę. Wyemigrował do Izraela. Zdołał od zera tak mistrzowsko opanować hebrajski, że przez ponad 25 lat pracował w jednym z głównych dzienników kraju – „Haaretz”, z czego 14 lat jako redaktor naczelny magazynu weekendowego, a kilkanaście lat kierował nawet szkołą dziennikarską w Tel Awiwie, włączoną potem do Uniwersytetu. Pracował też dla Radia Wolna Europa i polskiej sekcji BBC. Zachował polskie obywatelstwo, które łączył z izraelskim patriotyzmem.

Jedna z pierwszych książek, które napisał po hebrajsku, nosi tytuł „Dziesiąty do modlitwy”. To historia bohaterskiego żołnierza, wysłanego na beznadziejny, wysunięty 9-osobowy posterunek, by dopełnić grono – według tradycji żydowskiej konieczne – do ważnej modlitwy.

Roman był cenionym pisarzem, jego książki tłumaczono na wszystkich kontynentach. Od prawie ćwierć wieku był też związany z naszą redakcją, pisując regularnie korespondencje z całego Bliskiego Wschodu. Napisał nam ponad 300 artykułów, a docierał do źródeł zwykle rzadko dostępnych. Miał ogromną bibliotekę, szerokie znajomości w świecie. Choć czuł się dziennikarzem, a nawet przez pewien czas żołnierzem Izraela, umiał nie tylko współczuć Palestyńczykom, ale i nawiązać z nimi mądre, ludzkie porozumienie. Zamówiliśmy kiedyś u niego artykuł, który miał być relacją z rozmowy z palestyńskim intelektualistą w warunkach ostrego przecież konfliktu, nawet nienawiści między obiema społecznościami. Zapis dialogu zatytułowaliśmy w redakcji „Rozmowa ze śmiertelnym wrogiem”. Roman wyraził żal i niezadowolenie. Gdybym wiedział, że taki dacie tytuł – nie namawiałbym Palestyńczyka na rozmowę. Krytykował też wielokrotnie zapiekłość izraelskich ortodoksyjnych środowisk religijnych. Mimo ogromnie pesymistycznego poglądu na perspektywy porozumienia obu narodów – Roman był mądrym humanistą.

Podobnie umiał trwać w bardzo wyważonej postawie w sporach i debatach polsko-żydowskich, które były też częstym tematem jego korespondencji dla „Haaretz”. Nie wybielał Polaków, opowiadał, jak szmalcownik wydał go Niemcom do obozu. Ale też podkreślał, że przez pewien czas ratował mu życie inny Polak. Kiedy po wojnie pojechał do niego na wieś z hojnym wynagrodzeniem, prosty polski chłop odparł, że niczego nie weźmie. „Rozliczać się będziemy tam” – powiedział, pokazując palcem w niebo.

Roman wiele też zrobił dla dobrych stosunków polsko-żydowskich, wspierając przy tym swoją żonę Elżbietę, chrześcijankę, która przez kilka lat kierowała Instytutem Polskim w Tel Awiwie i założyła Fundację Kultury Izrael-Polska. Z humorem podkreślał, że dialog polsko-żydowski zna najlepiej, bo prowadzi go, nawet nie wstając z łóżka. Eli, jak i całej rodzinie Romana, składamy serdeczne kondolencje.

„Żyjąc w Polsce, byłem przekonany, że jestem u siebie. Dopiero po pełnym zaaklimatyzowaniu się w Izraelu doszedłem do przekonania, że Polska była dla mnie wspaniałym gościnnym domem, ale dom prawdziwie mój jest nad Jordanem. I wciąż jeszcze nie wiem, kiedy dostrzegłem tę cienką granicę między moim a ich światem” – pisał 20 lat temu w autobiografii. Ostatnie lata spędził jednak w Warszawie, wśród nas, i ta cienka granica, o której wcześniej pisał, mocno się zatarła. Myśmy jej nigdy nie widzieli. Był naszym serdecznym, mądrym przyjacielem.

Zespół POLITYKI

*

Pogrzeb Romana Fristera odbył się w środę, 11 lutego, o godz. 12:00 na Cmentarzu Żydowskim przy ul. Okopowej 49/51 w Warszawie.

Wybrane teksty Romana Fristera z POLITYKI

Koniec izraelskiej lewicy?
Heinrich Himmler – biografia zbrodniarza
Jak pozbyć się Arabów z Izraela
Dlaczego Izrael atakuje Syrię?
Zawieszenie broni w Gazie: co z Palestyną?
Masakra w obozach Sabra i Szatila
Ortodoksyjni Żydzi terroryzują Izrael
Tajemnica procesu Adolfa Eichmanna
Smutny los chrześcijan w arabskiej rewolucji
Czy Żyd musi wierzyć w Boga?
Etiopscy Żydzi dyskryminowani w Izraelu
Dokąd zmierzają arabskie rewolucje
Izrael: bunt klasy średniej
Arabowie w Izraelu wyrzuceni poza nawias
Arabska rewolucja o chleb

Wybrane komentarze Romana Fristera

Izrael wdarł się do Strefy Gazy. Najkrwawsza wojna od lat
Konflikt izraelsko-palestyński: znów giną dzieci
Ariel Szaron (1928–2014)
Arafat otruty polonem?
Palestyna państwem obserwatorem w ONZ
Egipt – główny gracz w starciu Izrael kontra Hamas
Pokój i spokój nie są Irakowi pisane
Dyplomacja bezsilna wobec Syrii
Żydowscy terroryści atakują Arabów
Kapral Szalit wraca do domu
Palestyna w granicach sprzed 1967 r.?
Krwawe zamieszki w Egipcie
Polacy w Auschwitz gorsi od Niemców?

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną