Piszemy o wszystkim, co ważne

Codziennie coś nowego. Bądź w centrum wydarzeń.

Subskrybuj
Świat

Rozszerzone samobójstwo, a może samobójczy zamach?

Wolfgang Rattay/Reuters / Forum
Katastrofa samolotu linii Germanwings oprócz emocji, które zawsze wywołują tego rodzaju zdarzenia, budzi w nas nowy rodzaj niepokoju.

Wszystko wskazuje na to, że decyzje o tej katastrofie podjął nie los, nieszczęśliwy zbieg okoliczności, głupi błąd czy wada, ale człowiek. W dodatku jeden z pilotów tej maszyny, który – jak wskazuje relacjonowany nam odczyt czarnej skrzynki – świadomie skierował samolot w dół, zatrzymał za drzwiami jego kapitana i do końca pozostał przytomny. Choć nie znamy jeszcze wszystkich okoliczności tej sprawy, pytanie, dlaczego pilot podjął taką decyzję, wzbudza konsternację i niepokój.

Pilot to w końcu z założenia ktoś silny, odpowiedzialny, przeszkolony, profesjonalny, stale poddawany kontroli pod względem stanu swojego zdrowia. Wsiadając do samolotu, powierzamy mu nasze życie i ufamy instynktownie. Czyżby więc możliwe było samobójstwo takiej osoby i przede wszystkim w takich okolicznościach?

Przecież pilotami zostają osoby zdrowe psychiczne, o takiej strukturze osobowości, która pomaga radzić sobie z kryzysami. Czy nikt nie zauważył kryzysu, w którym być może znajdował się pilot? Czy tylu ludzi błędnie go oceniło?

Z badań nad samobójstwami wiadomo, że w większości wypadków daje się dostrzec pewne oznaki takich zamierzeń – osoba wspomina o takich impulsach, pozytywnie zaczyna myśleć o śmierci, kwestionuje wartości, które trzymają ją przy życiu i czynią je cennym. Bywa przygnębiona, ale nie zawsze. Niekiedy te sygnały są słabe – kto w końcu nie łapie czasem „doła” i nie stwierdza, że „żyć się nie chce”? Wtedy targnięcie się na własne życie dziwi najbardziej. Zwłaszcza że czyn samobójczy w naszej kulturze ocenia się jednoznacznie negatywnie, oznacza słabość, wstyd, w religii – grzech i potępienie.

A w tym wypadku mielibyśmy do czynienia w dodatku z tak zwanym rozszerzonym samobójstwem, czyli odebraniem życia sobie oraz innym ludziom. Choć ogólnie można powiedzieć, że samobójcy w pewnym sensie „głuchną” na sygnały wysyłane ze strony innych, a nawet postrzegają swój czyn jako ulgę i pomoc dla otoczenia, tylko czasem decydują się na połączenie samobójstwa z zabójstwem.

Tak dzieje się najczęściej w kręgu najbliższych osób, np. matka czy ojciec odbiera życie sobie i dzieciom. Przypadkowe osoby – i w tak dużej liczbie – to zdecydowana mniejszość. Jeśli tak się dzieje, to samobójca przeważnie nie pozostawia wątpliwości, że jego stan psychiczny jest daleki od normy. Najczęściej już wcześniej było wiadomo, że nie radzi sobie i stanowi pewne niebezpieczeństwo.

Tymczasem wiemy na razie tyle, że stan psychiczny Andreasa Lubitza nie budził niczyich wątpliwości, włączając w to załogę feralnego lotu, która wsiadła z nim na pokład. Być może więc odpowiedzi należy poszukiwać nie tyle w możliwości samobójstwa, ile w chęci samobójczego zamachu, w którym zabicie siebie jest tylko ceną za realizację rzeczywistego celu – zabicia innych?

Na pewno to zdarzenie, dopóki nie zostaną wyjaśnione wszystkie jego okoliczności, wzbudzać będzie w nas szczególny lęk. Bo jak sobie radzić z rzeczywistością, jak ufać ludziom, gdy stają się tak nieprzewidywalni? Ta potrzeba rozumienia świata jest jedną z naszych pierwotnych.

Coś „nie do pojęcia” to szczególny wymiar traumy, który nakłada się na nasze przerażenie tym, że można tak po prostu wsiąść do samolotu i na tym zakończyć swoje życie.


Dr Magdalena Kaczmarek jest adiunktem, kierownikiem Centrum Technik Pomiaru Psychologicznego

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Świat

Gerhard Schröder, towarzysz Putina. Toksyczny związek na dobre i złe

Były kanclerz Gerhard Schröder, który wciąż nie wyrzekł się przyjaźni z gospodarzem Kremla, jest symbolem wszystkich niemieckich problemów z Rosją. Ale wcale nie najgorszym.

Marek Orzechowski
19.05.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną