Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 9,90 zł!

Subskrybuj
Świat

Jemen jak Ukraina

O co chodzi Arabii Saudyjskiej w wojnie o Jemen

Po ataku na stolicę Jemenu, Sanę. 8 kwietnia 2015 r. Po ataku na stolicę Jemenu, Sanę. 8 kwietnia 2015 r. Khaled Abdullah/Reuters / Forum
Tłumaczenie obecnego konfliktu w Jemenie przez pryzmat regionalnej wojny między szyitami i sunnitami wyrządza ogromną krzywdę Jemeńczykom, którzy i tak już nie mają łatwo.

Arabia Saudyjska i jej sunniccy sojusznicy nie mogą się zdecydować: bombardować Jemen czy nie bombardować. 21 kwietnia Rijad oficjalnie zawiesił ataki, aby następnego dnia je wznowić.

Według niezależnych obserwatorów przez miesiąc w wyniku tych bombardowań zginęło już prawie tysiąc Jemeńczyków, kilka tysięcy zostało kalekami. Saudyjczycy ponadto odcięli pomoc humanitarną, w efekcie ten już wcześniej najbiedniejszy kraj na Bliskim Wschodzie stoi na skraju katastrofy.

Niezdecydowanie Saudów wynika z braku efektów bombardowań. Ich celem było powstrzymanie Huti, ugrupowania polityczno-zbrojnego, zrzeszającego szyickie plemiona z północy kraju. Bojownicy Huti w zeszłym roku zajęli stołeczną Sanę i ruszyli dalej na południe, aby docelowo opanować Aden, drugie największe miasto kraju. Saudyjskie bomby nie są w stanie powstrzymać tych dobrze wyszkolonych, chowających się po górach partyzantów. Rijad jest więc w kropce.

Narracja Saudyjczyków jest następująca: Huti to ugrupowanie kontrolowane i sponsorowane przez Iran, który w całym regionie za pomocą takich właśnie pośredników próbuje ograniczać lub wręcz wypychać saudyjskie wpływy. Dla Rijadu jest więc to część bliskowschodniej wojny z Teheranem, która toczy się już m.in. w Iraku i Syrii. Przypadek Huti jest o tyle szczególny, że dotyczy kraju sąsiedniego. Gdy cztery lata temu chwiał się sunnicki reżim w sąsiednim Bahrajnie, Saudyjczycy bez wahania wysłali czołgi, aby stłumić protesty szyickiej większości.

Wobec Jemenu Saudowie zachowują się tak jak Rosja wobec Ukrainy. Kreml od początku mówi o zachodniej ekspansji politycznej na Ukrainie, czyli na obszarze tzw. bliskiej zagranicy, co ma zagrażać jego podstawowym interesom, podczas gdy takiej ekspansji nie było. Tak samo Saudowie: wyolbrzymiają irańskie wpływy w Jemenie po to, aby usprawiedliwić swoje regionalne ambicje. W tym celu podpalają konflikt sunnicko-szyicki, który ma przykryć ich prawdziwe cele.

Jemen nie jest oczywiście pozbawiony tego wewnątrzislamskiego napięcia. Ale pierwotna motywacja Huti z religią ma niewiele wspólnego. Członkowie tego ugrupowania to szyici, ale wywodzą się ze starego odłamu szyizmu – zaidytów. Odłam ten, obecny dziś w zasadzie tylko w Jemenie, ma więcej wspólnego z sunnizmem niż z szyizmem w wydaniu irańskim. Huti powstali w latach 80. jako ruch sprzeciwu wobec dyskryminacji społecznej i politycznej, jakiej doznawali ze strony władzy centralnej, która zresztą przez 30 lat była w rekach ich pobratymca, zaidyty, prezydenta Abdullaha Saleha.

Saudowie od samego początku uznali Huti za zagrożenie. Szczodrze sponsorowali sunnicką (wahabicką) propagandę w Jemenie, stawiali tam meczety, próbowali wypchnąć zaidytów z przestrzeni publicznej, oskarżając ich o herezję. Gdy w 2009 r. doszło do krótkiego konfliktu miedzy siłami saudyjskimi i Huti, liderzy tego ugrupowana rzeczywiście sięgnęli po irańską pomoc, ale nigdy nie miała ona większego znaczenia, a już z pewnością nie pociągnęła za sobą podporządkowania się Huti decyzjom z Teheranu.

Ale jeśli Saudyjczycy nie zmienią kursu i nie zaprzestaną bombardowań, irański przyczółek w Jemenie może zostać samospełniającą się przepowiednią – zdesperowani Huti w końcu wpuszczą do Jemenu irańską pomoc szerokim strumieniem i jeszcze jeden kraj na Bliskim Wschodzie ulegnie bezwzględnej sunnicko-szyickiej dychotomii, która – tak jak w przypadku europejskich wojen religijnych – jest tylko przykrywką dla bezwzględnej polityki mocarstwowej, prowadzonej dziś przez Arabię Saudyjską i Iran.

Szkoda tylko Jemenu, perły arabskiej kultury, architektury i języka.

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Społeczeństwo

Za jakie grzechy? O co proboszcz procesuje się z parafianami

Ki diabeł?! – pomyślała pani sołtyska, gdy dostała wezwanie na komisariat. Wnet się jednak okazało, że żaden diabeł, tylko ksiądz postanowił ścigać parafian na drodze prawnej.

Zbigniew Borek
04.07.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną