Jak Australia radzi sobie z imigrantami

Odsyłacz
Premier Australii Tony Abbott podpowiada zdezorientowanej Europie, jak zatrzymać łodzie z imigrantami.
Ruth Deva-Prasanna z Indii z premierem Tonym Abbottem podczas ceremonii przyznania obywatelstwa Australii.
Stefan Postles/Getty Images

Ruth Deva-Prasanna z Indii z premierem Tonym Abbottem podczas ceremonii przyznania obywatelstwa Australii.

Akcja ratowania nielegalnych imigrantów - przewożąca ich łódź rozbiła się u wybrzeży australijskiej Wyspy Bożego Narodzenia.
AP/EAST NEWS

Akcja ratowania nielegalnych imigrantów - przewożąca ich łódź rozbiła się u wybrzeży australijskiej Wyspy Bożego Narodzenia.

W Australii Tony Abbott jest pod ostrzałem; prawie wszyscy wiedzą lepiej od niego, co powinien robić. Osobisty lekarz (i z urzędu lekarz pięciu jego poprzedników) poradził, by premier – ze względu na wiek i zagrożenie kontuzją – zrezygnował z częstego jeżdżenia kolarzówką. Środowisko LGBT rzuciło się na szefa rządu za kwietniowy incydent w Paryżu – partnera australijskiego ambasadora we Francji wykluczono z delegacji witającej Abbotta na lotnisku. Feministki mają premierowi za złe, że zdarzało mu się głosić pogląd, jakoby pod względem fizjologicznym mężczyźni lepiej od kobiet nadawali się na stanowiska kierownicze.

Lewicowa opozycja od lat rezerwuje dla niego łatki nie tylko homofoba i mizogina, ale i rasisty, m.in. za uwagi, że bieda wśród Aborygenów jest efektem ich stylu życia. W lutym nawet własna centroprawicowa Liberalna Partia Australii szemrała przeciw przywódcy i spróbowano wręcz go obalić. Z kolei obrońcy środowiska naturalnego domagają się od zamożnej Australii większego wkładu w powstrzymywanie globalnego ocieplenia, z czym Abbott („zmiana klimatu to kompletne pierdoły”) stara się możliwie ociągać. Największym grzechem Australii rządzonej przez Abotta, według ONZ i szeregu prawników, jest jednak bezwzględna walka z nielegalną imigracją, w której Canberra wprost łamie prawo międzynarodowe.

Australijskie obozy

Akurat skuteczność w tej ostatniej dziedzinie przyciąga dziś uwagę Europy. W sytuacji gdy w pierwszy majowy weekend na Morzu Śródziemnym statki i okręty różnych bander podjęły z wody 5,8 tys. zdesperowanych nieszczęśników, każde rozwiązanie wydaje się warte przemyślenia.

Z problemem, przed którym Europa stoi obecnie, Australia zmagała się w 2012 i 2013 r. Z Indonezji, Papui-Nowej Gwinei i położonych znacznie dalej Sri Lanki i Indii przypłynęło prawie 600 łodzi wiozących ponad 36 tys. desperatów marzących o statusie uchodźców.

Było to dla Australijczyków nowe doświadczenie. Z masową nielegalną imigracją zetknęli się pierwszy raz, co prawda stosunkowo niedawno, pod koniec lat 90., ale wtedy padli ofiarą własnej szczodrości. Lekką ręką przyznawali status uchodźcy otwierający drogę do hojnego systemu pomocy oraz obywatelstwa. No i zgłaszali się m.in. Irańczycy, Irakijczycy, Afgańczycy i Tamilowie ze Sri Lanki.

Ówczesny centroprawicowy rząd zatrzymał tę falę, zaostrzając przepisy migracyjne, przede wszystkim wyznaczył strefy buforowe na Ocenie Indyjskim i wzdłuż północnego wybrzeża. Objęły setki małych wysp, gdzie nie można było już składać podań o azyl. Łodzie odsyłano na wody indonezyjskie i stworzono, za sprawą porozumień z Papuą-Nową Gwineą i małym Nauru, obozy przejściowe, dokąd kierowano przybyszy czekających na rozpatrzenie swoich spraw. Zazwyczaj pozytywne, choć już tylko na pół gwizdka: dostawali pozwolenie na pobyt na kilka lat i nie mogli oczekiwać, że dołączą do nich rodziny.

Uchodźcza atrakcyjność Australii spadła, ale wśród Australijczyków polityka niegościnności na pewien czas straciła uznanie. Następne gabinety, już lewicowe, przystąpiły do demontażu tego restrykcyjnego i drogiego systemu, m.in. zamknięto obozy w Papui i na Nauru. To wzbudziło ponowną, większą i silniejszą falę, zamiast pojedynczych łódek nadpłynęła armada. Pokłady były wyładowane uciekinierami z państw upadłych, pogrążonych w wojnach, bezprawiu i zwykłej beznadziei: Somalii, Afganistanu, Iraku, Wietnamu, Libanu i Iranu.

Podobnie jak dziś na Morzu Śródziemnym, przepełnione jednostki w fatalnym stanie technicznym często tonęły. Za rządów socjaldemokratów między Australią i Papuą oraz w okolicach Wyspy Bożego Narodzenia zginęło 1,2 tys. osób. Próbując opanować tak poważny kryzys, socjaldemokraci znów otworzyli obozy, znów odsyłali i jeszcze za ich kadencji fala słabła. Ale Australijczycy, także z powodów niezwiązanych z imigracją, woleli oddać władzę konserwatystom.

Suwerenne granice

Zwycięski Abbott postawił sprawę jasno: rejsy są przestępczym procederem, przemytnicy żerują na nadziejach imigrantów, by nabijać sobie kabzy. Stąd żaden pasażer ani członek załogi nie może liczyć na szczególne względy. Scenariusz w przypadku przechwycenia łodzi będzie zawsze podobny: w zależności od miejsca pasażerowie i załoga trafią albo do obozów, albo zostaną zawróceni na wody, z których przypłynęli, najczęściej do Indonezji.

Szczegóły operacji „Suwerenne granice” pozostają tajne, oficjalnie po to, by nie informować szmuglerów o taktyce marynarki i straży przybrzeżnej. Wiadomo, że rząd kupił w Singapurze kilkanaście pomarańczowych szalup ratunkowych (takie same niezatapialne łódki, kształtem przypominające łodzie podwodne, są na wyposażeniu statków handlowych). Szalupy mają 90 miejsc, klimatyzację, zapasy wody i jedzenia.

Nielegalni imigranci z przechwyconej łodzi są siłą pakowani do takiej szalupy, ta odholowywana jest ku Indonezji, w baku znajduje się wystarczająca ilość paliwa, by dopłynąć do brzegu, a zadanie bezpiecznego doprowadzenia całości spada na dotychczasowego szypra jednostki przemytniczej. Już w Indonezji pomarańczowa szalupa rekwirowana jest przez tamtejsze wojsko, indonezyjscy urzędnicy zajmują się uchodźcami, a Australia dorzuca się do ich pobytu.

Organizacje broniące praw człowieka i Wysoki Komisarz Narodów Zjednoczonych do spraw Uchodźców biją na alarm, że warunki w obozach przejściowych są marne. Australijscy dziennikarze, próbujący ustalić losy odesłanych, zbierali opowieści o brutalności wojska i straży. Są dowody, że odsyłanie w pomarańczowych szalupach tworzy nowe, nieprzewidziane problemy. Zdarzyło się na przykład, że podczas powrotu do Indonezji imigranci rozbili się o brzeg w bezludnym miejscu.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną