Dlaczego nikt nie bojkotuje Igrzysk Europejskich w Baku

Udawane igrzyska
W igrzyskach europejskich w Baku najważniejsze są pieniądze i propaganda. Sport jest tylko dodatkiem.
Francisco Anzola/Flickr CC by 2.0

Baku 2015/materiały prasowe

Euroigrzyska mają być kontynentalną wersją okrojonych letnich igrzysk olimpijskich. Decyzją Europejskiego Komitetu Olimpijskiego, w skład którego wchodzą olimpijskie komitety krajowe, ponad dwutygodniowy turniej odbywa się w stolicy państwa bardziej opresyjnego niż Białoruś Alaksandra Łukaszenki.

Władze Azerbejdżanu udają, że ich kraj leży w Europie i że spełnia europejskie standardy. Udawanki są skuteczne. Dali się na nie nabrać członkowie „rodziny olimpijskiej”. No, chyba że działacze olimpijscy – podobnie jak członkowie „rodziny piłkarskiej” – nie dostrzegają, że olimpizm pewnym krokiem zmierza ku kompromitacji. Ewentualne cierpienie wrażliwych działaczy mogą złagodzić jak najbardziej prawdziwe dochody z imprezy.

Zapytaliśmy międzynarodowe przedsiębiorstwa współpracujące z komitetem organizacyjnym, dlaczego zdecydowały się firmować flagowy projekt państwa, które przetrzymuje około 80 więźniów politycznych i tłamsi wolności obywatelskie. Niektóre z przedsiębiorstw, m.in. producent żywności Nestlé, dopiero pracują nad odpowiedzią. Inne – w tym Coca-Cola i koncern chemiczny Procter & Gamble – nie mają nic do powiedzenia. Reszta podkreśla, że nie sponsoruje igrzysk. Mierzymy czas i to tylko sportowcom, zaznacza szef Tissota. Nasza marka pojawia się wśród podmiotów wspierających, jednak to inicjatywa lokalnego przedsiębiorcy mającego franczyzę na prowadzenie lokali gastronomicznych – to Mcdonald’s.

Naftowy gigant BP (partner oficjalny igrzysk), który eksploatuje azerbejdżańskie złoża ropy i gazu, woli chwalić się budowanymi tam rurami i płaconymi podatkami. Przypomina też, że ochrona praw człowieka pozostaje obowiązkiem państw: „w sytuacji, gdy prawa człowieka naruszane są bez bezpośredniego związku z naszą działalnością, uważamy, że nie jest naszą rolą wywieranie wpływu na sposób, w jaki państwa chronią, szanują i wypełniają prawa człowieka”.

Obywatele, klienci i kibice nie muszą udawać. Demokratyczne społeczeństwa powinny oczekiwać od zatrudnianych przez siebie polityków, że będą skutecznie dyscyplinowali związki sportowe. Rządom nie wypada ulegać szantażom prywatnych stowarzyszeń, które – pokazuje to śledztwo w FIFA – nie kierują się nawet pozorami przyzwoitości. Jest bat na sprzedajnych i cynicznych działaczy: prawa telewizyjne często kupują publiczne stacje i to przecież z pieniędzy podatników budowane są obiekty sportowe. Warto pamiętać, że społeczeństwo zrzucające się na zabawę Alijewa jest zamożne jak Białorusini.

Zawody w dalekim Baku nie spotkały się z masowym wezwaniem do jakiegokolwiek bojkotu. Skoro kiedyś na czas igrzysk ogłaszano rozejm militarny, to może dziś warto rozważyć instytucję jakiegoś konsumenckiego rozbratu olimpijskiego z tymi, którzy pod sportowymi pretekstami i dla własnych zysków ocieplają wizerunek autokratów? Można by go rozszerzać na czas trwania innych turniejów mistrzowskich, ilekroć zapraszają na nie dyktatorzy. Za lampkę ostrzegawczą niech posłuży polityka Rosji realizowana na Ukrainie po wygaszeniu w Soczi olimpijskiego znicza.

Natomiast wielu sportowców pofatygowało się do Baku głównie po to, by na serio walczyć o prawo do startu w przyszłorocznych igrzyskach olimpijskich w Rio de Janeiro. Trudno mieć do nich pretensje.

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną