Światowy Dzień Uchodźców to w tym roku wyjątkowo ponure święto

Pigułka nie pomoże
Ludzi, którzy próbują przedostać się do Europy, jest tak dużo, że nie da się dłużej tylko teoretyzować i przypominać o problemie w takie dni jak ten.
Twitter

W kwestii nielegalnych imigrantów mamy dziś w Europie pat. Sytuacja jest kryzysowa i trzeba jej zaradzić natychmiast. Tymczasem nie ma szybkich i dobrych rozwiązań. Obecny kryzys pokazał, że w wielu krajach trzeba mocno zreformować politykę imigracyjną, gdzie indziej rozłożyć akcenty albo w ogóle stworzyć tę politykę od nowa, bo w niektórych państwach Unii jest ona w fazie embrionalnej.

W Polsce, gdzie mamy małe doświadczenie w integracji przybyszów z Bliskiego Wschodu i z Afryki, ostatnie badania CBOS potwierdziły też, że o ile Polacy skłonni są zaakceptować w naszej przestrzeni publicznej Ukraińców, którzy musieli uciekać z kraju przed konfliktem, o tyle już przyjmowanie innych uchodźców, bardziej odległych od nas kulturowo, mniej im się podoba.

I tak odpowiednio: za przyznaniem statutu uchodźcy Ukraińcom opowiada się 46 proc. respondentów (przeciwnych jest 36 proc.), zaś za przyjęciem przybyszów z Bliskiego Wschodu czy Afryki jest już tylko 33 proc. (przeciw – 53 proc.). Polacy dużo częściej deklarują tylko tolerancję wobec uchodźców. 76 proc. badanych uważa, że Polska powinna udzielać schronienia osobom prześladowanym w swoich krajach za przekonania i działalność polityczną, ale ci sami ludzie, stojąc dzisiaj przed problemem przyjęcia konkretnej liczby uciekinierów m.in. z Syrii, mają poważne wątpliwości.

Spora część Włochów też wcale nie jest zachwycona imigrantami, którzy koczują w ich miastach. Mówią, że rząd w pierwszej kolejności powinien zajmować się ich sprawami, a nie imigrantami. Tyle że dla Włochów to nie jest już problem tylko teoretyczny. Oni mają pożar, który muszą ugasić natychmiast. To moment, w którym Włosi mówią: sprawdzamy. Zarówno własnych obywateli, jak i ich tolerancję – czy nie jest ona tylko deklaratywna. Sprawdzamy też solidarność innych państw – czy pomogą w czasie pożaru, czy też dopóki płomienie nie dosięgają ich bezpośrednio, będą uważali, że ognia w ogóle nie ma.

Jeśli nam nie pomożecie dobrowolnie, to zalejemy was imigrantami – straszy rozgoryczony postawą innych europejskich przywódców premier Włoch Matteo Renzi. Podobno planuje wydawać przybyszom tymczasowe dokumenty, na podstawie których mogliby przedostawać się do innych krajów Unii. Zapowiada też, że Włosi nie będą wpuszczali do swoich portów zagranicznych statków, które uratują imigrantów u wybrzeży Libii.

Wszystko dlatego, że unijny plan dzielenia się imigrantami właśnie rozłazi się w szwach. Kolejne kraje zgłaszają sprzeciw. Buntują się, jak Polska. Umywają ręce, jak Brytyjczycy czy Irlandczycy, których traktat lizboński wyłącza z wielu dziedzin wspólnej polityki wewnętrznej, więc projekt dzielenia się imigrantami ich nie obowiązuje. Albo grodzą się – jak Węgrzy, którzy zamykają granicę z Serbią i zapowiadają budowę czterometrowego muru, który miałby zatrzymać niechcianych przybyszów.

Tymczasem 24 tys. imigrantów do rozdzielenia między kraje Unii, czyli liczba, którą Komisja Europejska brała pod uwagę, ogłaszając plan działania, to kropla w morzu potrzeb. Wobec skali problemu z perspektywy Włochów – unijna propozycja to policzek.

W 2014 r. przez Morze Śródziemne przeprawiło się do Włoch 170 tys. imigrantów z Afryki i Bliskiego Wschodu. Tylko w ciągu pięciu miesięcy tego roku liczba ta powiększyła się o 57 tys., każdego dnia przybywają kolejne.

Obchodzony 20 czerwca Światowy Dzień Uchodźców to w tym roku wyjątkowo ponure święto. Nigdy nie było radosne, bo wiązało się z przypominaniem, że uchodźców na świecie przybywa, a miejsc, w których mogą znaleźć schronienie, jest coraz mniej.

Jednak w tym roku to już wielka katastrofa, bo ludzi, którzy próbują przedostać się np. do Europy, jest tak dużo, że dłużej nie da się tylko teoretyzować i przypominać o problemie przy okazji takich dni jak dzisiaj. Trzeba znaleźć dobre rozwiązanie. Problem w tym, że w pośpiechu o dobre rozwiązania trudno. Ratunkiem dla polityki imigracyjnej nie jest pigułka, tylko długie leczenie, proces, który potrwa kilka albo i kilkanaście lat.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną