Świat

Kuchnia i polityka, czyli jak się gotuje w Białym Domu

Szef kuchni Henry Haller (pierwszy z lewej) przygotowuje posiłek dla cesarza i cesarzowej Japonii, 2 października 1975 r. Szef kuchni Henry Haller (pierwszy z lewej) przygotowuje posiłek dla cesarza i cesarzowej Japonii, 2 października 1975 r. The White House / Polityka
Praca prezydenckiego kucharza to wyjątkowe wyzwanie. Musi przekonać do swoich pomysłów pierwszą rodzinę, odwiedzających ją dygnitarzy, a od niedawna także całą Amerykę.
Tak prawdopodobnie wyglądał Hercules, kucharz i niewolnik prezydenta Jerzego Waszyngtona.Wikipedia Tak prawdopodobnie wyglądał Hercules, kucharz i niewolnik prezydenta Jerzego Waszyngtona.
Francuskiego mistrza kuchni René Verdona (trzeci od lewej) do Białego Domu sprowadziła Jacqueline Kennedy. Na zdjęciu posiłek przygotowany na cześć kanclerza Austrii Alfonsa Gorbacha w maju 1962 r.The White House. Robert Knudsen/Wikipedia Francuskiego mistrza kuchni René Verdona (trzeci od lewej) do Białego Domu sprowadziła Jacqueline Kennedy. Na zdjęciu posiłek przygotowany na cześć kanclerza Austrii Alfonsa Gorbacha w maju 1962 r.
1974 r. Henry Haller i Betty Ford, żona ówczesnego prezydenta Geralda Forda.The White House/Wikipedia 1974 r. Henry Haller i Betty Ford, żona ówczesnego prezydenta Geralda Forda.
Zanim Cristeta Comerford (na zdjęciu trzecia od prawej) została szefową kuchni w Białym Domu, zbierała doświadczenie w kilku waszyngtońskich restauracjach.Global Panorama/Flickr CC by SA Zanim Cristeta Comerford (na zdjęciu trzecia od prawej) została szefową kuchni w Białym Domu, zbierała doświadczenie w kilku waszyngtońskich restauracjach.
Michelle Obama chcąc dać przykład całej Ameryce, zorganizowała w ogrodach Białego Domu warzywnik. Na zdjęciu również Sam Kass.U.S. Department of Agriculture/Flickr CC by 2.0 Michelle Obama chcąc dać przykład całej Ameryce, zorganizowała w ogrodach Białego Domu warzywnik. Na zdjęciu również Sam Kass.
W warzywniku przy Białym Domu uprawiane są marchewki, brokuły i szpinak.angela n./Flickr CC by 2.0 W warzywniku przy Białym Domu uprawiane są marchewki, brokuły i szpinak.

To, co nie smakuje prezydentowi Stanów Zjednoczonych, może się okazać poważnym problemem. Ostatnio przekonała się o tym dziennikarka kulinarna „New York Timesa” Melissa Clark. Napisała artykuł zawierający przepis na guacamole, nawet nie jej autorski, a zasłyszany. Zaproponowała w nim, by do meksykańskiego gęstego sosu dodać zielony groszek.

Niedługo po publikacji głos w sprawie zabrał… Barack Obama. „Bardzo szanuję NYT, ale nie kupuję groszku w guacamole. Cebulki, czosnek, papryczki. Klasyka” – ogłosił na Twitterze.

Po tym ćwierknięciu na panią Clark zewsząd spadły gromy. Że się nie zna, że prowokuje, że nie nadaje się na krytyka kulinarnego. Sprawa, którą szybko ochrzczono „guacamolegate”, żyła w telewizjach śniadaniowych i serwisach plotkarskich przez kilka dni.

Tymczasem prezydencki gust jest od ponad dwustu lat wyzwaniem dla szefa kuchni Białego Domu, a przynajmniej od pięciu dekad ta kwestia ma często wymiar polityczny.

Elegant na uwięzi

Pierwszym takim kucharzem (lata 1793–1797) był czarnoskóry Hercules, niewolnik Jerzego Waszyngtona (tak, tak, Ojciec Narodu miał w sumie ponad 270 niewolników). Gotował prezydentowi typowe specjały amerykańskiego Południa. – Mówiono o nim zdrobniale „wujcio Harkless”. Jak na owe czasy cieszył się sporą dozą wolności. Mógł na przykład opuszczać siedzibę głowy państwa, mieszczącą się wówczas w Filadelfii. Poza tym rodzina Waszyngtona pozwalała mu sprzedawać nadwyżki jedzenia, dzięki czemu zarabiał 200 dolarów rocznie, co było wówczas kwotą pozwalającą na dostatnie życie. Hercules wydawał je na najmodniejsze, sprowadzane z Europy stroje. Uchodził nawet za dandysa – mówi Chelsea Lenhart, badaczka wczesnej historii Ameryki z Uniwersytetu George’a Washingtona.

Na tę z pozoru romantyczną opowieść trzeba jednak patrzeć z dystansem. Czarnoskóry kucharz najbardziej pragnął wolności. Chciał normalnie żyć na tym obszarze Stanów Zjednoczonych, gdzie niewolnictwo było nielegalne. Spróbował w końcu ucieczki z domostwa prezydenta, ale został pojmany i wrócił do przyrządzania potraw. Uwolniono go dopiero na mocy testamentu Waszyngtona. Przeprowadził się do Nowego Jorku, gdzie słuch o nim zaginął.

Moda na Kalifornię

Kolejni szefowie kuchni w Białym Domu byli już, mówiąc oględnie, na etacie. W drugiej połowie XIX wieku do prezydenckiej siedziby zaczęli trafiać mistrzowie, którzy wcześniej prowadzili modne restauracje. Pierwszym był szkolony we Francji Alexander Fortin (w czasach Chestera Arthura, przywódcy USA w latach 1881–1885). Za jego „kadencji” zaczęto organizować oficjalne kolacje z konsultowanym dużo wcześniej menu. Inspiracje pochodziły ze Starego Kontynentu.

Na przełomie XIX i XX wieku zarządcą prezydenckiego stołu została kobieta, Alice Howard (epoka Teddy’ego Roosevelta, Wiliama Howarda Tafta i Woodrowa Wilsona, czyli lata 1901–1921). Postawiła na eksperymenty z serwowaniem lekkiej kuchni kalifornijskiej, pełnej sałat i owoców morza. I to zdecydowało o jej wieloletniej karierze.

Menu na pierwszej stronie „New York Timesa”

Dopiero jednak z nastaniem Johna F. Kennedy’ego w 1961 roku kwestia właściwej gastronomii stała się sprawą publiczną, a wręcz polityczną. Jego małżonka Jacqueline sprowadziła do Waszyngtonu francuskiego mistrza René Verdona, od tej pory legitymującego się tytułem Naczelnego Szefa Kuchni Białego Domu.

Pierwsza oficjalna kolacja, którą zaserwował z okazji wizyty brytyjskiego premiera Harolda Mcmillana, okazała się tak istotnym wydarzeniem, że „New York Times” zamieścił menu na pierwszej stronie. Paryżanin podał pstrąga w chablis z sosem vincent, filet z polędwicy w karczochach oraz deser o osobliwej nazwie Kwietniowe pożądanie (bezę wypełnioną malinami i czekoladą). Z przyjściem Verdona zaczęła się rewolucja w domach bogacącej się klasy średniej. Amerykanie odstąpili od jedzenia groszku i kukurydzy z puszki i zaczęli się ćwiczyć w kuchni europejskiej.

Jednak kariera Francuza skończyła się niedługo po tragicznej śmierci JFK. Następca na urzędzie Lyndon Johnson wyznaczył koordynatora, którego zadaniem było cięcie kosztów obsługi prezydenckiej rezydencji. Jego surowy palec wskazał na kuchnię.

Verdon miał od tej pory używać warzyw mrożonych, co jeszcze przez jakiś czas z trudem znosił. Ale kiedy państwo Johnsonowie zażyczyli sobie, by na oficjalnym bankiecie podać purée z ciecierzycy, mistrz powiedział „no!”, spakował się i wyjechał do San Francisco, gdzie otworzył restaurację. W 1985 roku żalił się „New York Timesowi”: „Nie mogłem zgodzić się na to, by dyplomatom i oficjelom serwować hamburgery i żeberka, nawet jeśli są one ulubionym daniem prezydenta”.

Kufry pełne jedzenia

Przez następnych 20 lat Naczelnym Szefem Kuchni był Szwajcar Henry Haller, raczej skłonny do realizacji zamówień bez kwestionowania gustu prezydenta czy jego żony. Najtrudniejszym wyzwaniem dla niego stała się Nancy Reagan (lata 1981–1989), która uwielbiała solę z Dover, ale nie wyobrażała sobie, by jeść rozmrożony filet, więc Haller musiał polować na okazję, kiedy świeżą rybę przywoził do Stanów odrzutowiec.

Wytrzymałość nerwową prezydenckiego kucharza testował też król Arabii Saudyjskiej, który przyjechał do Waszyngtonu z pięcioma walizkami własnego jedzenia i nie myślał nawet tknąć tego, co kucharz z mozołem przygotowywał.

Za Clintonów (lata 1993–2001) kierownikiem kuchni został Amerykanin Walter Scheib (kilka tygodni temu zginął w niewyjaśnionych okolicznościach podczas górskiego trekkingu). – To były czasy dobrej współpracy, bo nowy szef miał identyczny gust jak Hillary. Mało kalorii, dużo warzyw. Budziła się wówczas świadomość slow food i odkrywania nowych produktów, chociażby jarmużu. Cała rodzina łącznie z córką Chelsea uwielbiała karczochy, były więc one stałym punktem menu. A że Bill wówczas miał jeszcze skłonność do hamburgerów i tortilli (dziś były prezydent jest weganinem), to Secret Service jechało do jego ulubionego Burger Kinga po kolację dla głowy państwa – mówi John Moeller, jeden z zastępców Scheiba w kuchni.

Laura Bush (lata 2001–2009) przywiązywała znacznie większą wagę do tego, jak jedzenie komponuje się na talerzu. I wróciła moda na ekstrawagancję z czasów Nancy Reagan. – Cała rodzina Bushów ma bardzo zróżnicowane gusta. Bush senior z małżonką zjeździli cały świat i byli bardzo obeznani w szeregu niuansów. Na stole pojawiały się ostrygi, cielęce wątróbki, a także sushi i kuchnia koreańska. Bush junior wolał typowo teksańskie jedzenie, ale jego żona zabiegała o to, by podczas oficjalnych kolacji panowało wyjątkowe wyszukanie. Dlatego też do gotowania codziennych obiadów dla prezydenta oddelegowano specjalną grupę osób – dodaje Moeller.

Włoch stroniący od czosnku

Scheib po kilku latach popadł w konflikt z Pierwszą Damą, której nie podobała się prezentacja potraw, i został zastąpiony przez swoją dotychczasową pierwszą zastępczynię, urodzoną na Filipinach Cristetę Comerford, która wcześniej zbierała doświadczenie w kilku waszyngtońskich restauracjach. – Najbardziej byliśmy zdziwieni, kiedy do stolicy przyjeżdżał premier Włoch Silvio Berlusconi. Dostaliśmy od szefa protokołu stanowczy komunikat: „żadnych pomidorów, cebuli i czosnku”. Mediolańczyk, a nie lubi pomidorów! – mówi Moeller.

Obamowie (od 2009 roku) postanowili pozostawić na stanowisku Comerford, ale ściągnęli też z Chicago swojego bliskiego przyjaciela Sama Kassa – do którego Malia i Sasha Obamówny mówią „wujku” – żeby przygotowywał posiłki dla najbliższej rodziny prezydenta. Urodzony w 1980 roku kucharz gotował dla nich pikantną zupę meksykańską z tortillią, kurczaka po toskańsku, a specjalnie dla Michelle grillowane warzywa. O tym, jak bliski jest gospodarzowi Białego Domu, mógł się przekonać, kiedy latem 2014 roku w trakcie apogeum kryzysu na Ukrainie oraz zamieszek na tle rasowym w Ferguson w stanie Missourii Barack spędził pięć godzin na jego wieczorze kawalerskim.

Rusz się, Ameryko!

Pierwsza Dama postawiła też przed Kassem poważniejsze zadanie, w dodatku o wymiarze politycznym: został konsultantem przy jej flagowej inicjatywie, programie „Let’s move!” (Rusz się!). Chodzi o to, że według statystyk Centrum Zapobiegania Chorobom (CDC) wśród amerykańskich dzieci w wieku 6–19 lat jedno na troje ma nadwagę, a jedno na pięcioro jest naprawdę otyłe. W ciągu ostatnich trzech dekad odsetek ich wzrósł trzykrotnie.

Dlatego też Michelle Obama postanowiła zawalczyć o zdrowie młodzieży. Chcąc dać przykład całej Ameryce, zorganizowała w ogrodach Białego Domu warzywnik, gdzie uprawia marchewki, brokuły i szpinak.

Wsparcia instytucjonalnego udzielają jej Ministerstwo Rolnictwa i Agencja ds. Żywności i Lekarstw, które z jednej strony regulują to, jakie produkty żywnościowe mogą być dostępne w szkołach, z drugiej – lansują przepisy na zdrowe posiłki, chociażby przez stronę MyPlate (Mój talerz). Partnerami Pierwszej Damy jest też kilkoro kucharzy-celebrytów, którzy mają w telewizji swoje autorskie programy o gotowaniu, między innymi znana w Polsce Rachel Ray.

Gwiazda z Youtube

Kolejnym etapem programu jest akcja „Szefowie kuchni do szkół!”. Mistrzowie sztuki kulinarnej z całej Ameryki w ramach wolontariatu prowadzą z dziećmi warsztaty, podczas których pokazują, jak przygotowywać niskokaloryczne potrawy, szkolą też pedagogów. – Nad wszystkim pieczę sprawował do niedawna Kass [opuścił Biały Dom w styczniu 2015 roku – red.], który w imieniu Pierwszej Damy kręcił filmiki instruktażowe dostępne w internecie. Wymiar tego jest wyjątkowy, bo Sam ma sylwetkę sportowca, a to może imponować młodzieży i tym bardziej zachęcać do dbania o wagę i do aktywności fizycznej – mówi Dan Barber, dyrektor nowojorskiej restauracji Blue Hill at Stone Barns, gdzie Kass zorganizował swoje wesele.

Dla Obamów bardzo ważny jest przekaz, co się powinno jeść, bo to część ich politycznej agendy. Ale prywatnie mają swoje słabości. John Moeller przyznaje, że praca dla rodziny prezydenckiej jest stresująca, ale z czasem można się dotrzeć. – Człowiek obserwuje, co wraca na talerzach, że raz marchewka, raz groszek – i eliminuje to z menu. Powoli także proponuje wprowadzanie nowych produktów czy przepisów. Zdarzają się też momenty wielkiej satysfakcji. Raz podałem Billowi Clintonowi holenderską zapiekankę z kurczaka z makaronem w środku. Powiedział do mnie potem „John, takie jedzenie uwielbiam!”. Kilka lat później zaserwowałem to samo George’owi W. Bushowi. Zareagował identycznie – dodaje Moeller.

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Niezbędnik

Tłukliwe dzieła sztuki

W poszukiwaniu dzieł sztuki – szczególnie tych z ceramiki czy szkła – nie trzeba koniecznie wybierać się do galerii czy na targi. Czasami wystarczy zajrzeć do kredensu babci.

Anna Maga
27.04.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną