Bałkany się wyludniają

Europa niczyja
Znudzona Ukrainą i kryzysem walutowym Europa zupełnie zapomina o Bałkanach. A te są jak wiązka granatów podwieszona pod miękkie podbrzusze kontynentu.
Podczas uroczystości z okazji 20-lecia masakry w Srebrenicy premiera Serbii zaatakowano kamieniami.
Matej Divizna/Getty Images

Podczas uroczystości z okazji 20-lecia masakry w Srebrenicy premiera Serbii zaatakowano kamieniami.

Tablica upamiętniająca ofiary z Srebrenicy w Potocari.
Michael Buker/Wikipedia

Tablica upamiętniająca ofiary z Srebrenicy w Potocari.

Bałkany w Unii Europejskiej postrzegane są głównie jako problem. Węgrzy, na przykład, chcą się od nich odgrodzić czterometrowym płotem. Przez Bałkany ciągną bowiem do Europy mieszkańcy pogrążających się w chaosie Syrii i Iraku (POLITYKA 28). Przed nimi podążali jednak rozczarowani swoim niepodległym, ale pogrążonym w kryzysie państwem mieszkańcy Kosowa. W pierwszych dwóch miesiącach tego roku do Węgier napłynęło więcej Kosowarów niż przez cały 2014 r. Powodem tego exodusu były najprawdopodobniej zwykłe plotki: o tym, że lada dzień Bruksela zaostrzy przepisy imigracyjne i odetnie cały region na długie lata.

Unia Europejska podzieliła Bałkany na te dobre i na te niechciane. Jej nowi członkowie Słoweńcy i Chorwaci poszli śladem Greków oraz Bułgarów i stali się już częścią tzw. Zachodu. Reszta narodów tego regionu ma podobne aspiracje. Jeszcze na początku XXI w. wydawało się, że tylko kwestią czasu jest wchłonięcie całego półwyspu do europejskich struktur. Wtedy liderzy kontynentu przekonywali, że choć ekonomicznie będzie to proces nieopłacalny, to europeizacja Bałkanów raz na zawsze uspokoi ten konfliktogenny zakątek świata.

Dziś zmieniła się perspektywa. Unia, zajęta kryzysem wokół euro, uchodźcami z Bliskiego Wschodu i Afryki i wojną na Ukrainie, zupełnie straciła zapał do rozszerzania się o kolejne kraje. Bałkańscy „nie-Europejczycy” zostali więc z ambicjami i w poczuciu beznadziejnej niemożności. A geopolityka nie znosi takiej próżni.

Dla Turcji – bliska zagranica

W lukę po Europie próbują wpasować się Turcy. Dla nich Bałkany są tym, czym dla Rosji jest Ukraina. Po pierwsze: lądowym pomostem do Europy, po drugie – polem dawnej kulturowej i cywilizacyjnej ekspansji. Do islamskich krain Bałkanów, czyli muzułmańskiej części Bośni, Sandżaku w Serbii, Kosowa, Albanii i zamieszkanych przez Albańczyków części Macedonii, Serbii i Czarnogóry, Turcja podchodzi tak, jak Rosja do wschodniej Ukrainy: to „bliska zagranica”; w krajach tych dawne imperium nadal jest punktem odniesienia i cywilizacyjnym ośrodkiem. Chrześcijańskie kraje Bałkanów są natomiast dla Turków tym, czym dla Moskwy kraje bałtyckie czy zachodnia część Ukrainy: nacjonalistycznym i rozwrzeszczanym regionem, który z nienawiścią odrzuca swojego dawnego hegemona.

Rzecz w tym, że Turcy rozgrywają sprawę zupełnie inaczej niż Rosja. Z chrześcijańskimi Bałkanami utrzymują jak najlepsze stosunki, mimo że czasem odbija się im to protekcjonalną czkawką. Z Europą – również. Z jednej strony podkreślają asertywność, z drugiej, w przeciwieństwie do Rosji, oficjalnie głoszą, że to w Unii Europejskiej widzą przyszłość nie tylko swoją, ale i państw bałkańskich. I że to w euroatlantyckich strukturach właśnie widzą zachowanie ładu w regionie. A unijny wolny przepływ osób i towarów ma, według Turków, sprawić, że podobnie jak w czasach imperium osmańskiego granice państwowe stracą na znaczeniu i Bałkany znów staną się spójną przestrzenią gospodarczą, a – kto wie – może i kulturową.

W ramach demonstrowania soft power swoim tradycyjnym sojusznikom Turcja inwestuje wielkie pieniądze w regionie, odnawia meczety i osmańskie zabytki, oferuje wsparcie polityczne. Chrześcijańskie kraje Bałkanów, a najbardziej Serbowie, nie ufają Turcji, podobnie jak Bałtowie czy zachodni Ukraińcy nie ufają Rosji, ale nie bardzo mają do czego się przyczepić. Turcja nie jest agresywna, nie kreuje i nie pogłębia podziałów. Próbuje żyć dobrze z każdym, wspiera „swoich” – i tyle.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną