Korea Płn. ostrzelała granicę z Koreą Płd. i stawia ultimatum

Korea Północna znów straszy wojną
Do bratobójczej wojny obie armie, jak mało które, są dobrze przygotowywane.
Twitter

W sobotę o 17.00 czasu seulskiego (16.30 nowego czasu Pyongyangu i o 10.00 czasu środkowoeuropejskiego) mija ultimatum, które Korea Północna stawia kuzynom i wrogom z Południa. Północ, pod groźbą podjęcia działań wojskowych, domaga się wyłączenia głośników, które przez granicę przesyłają południowokoreańską propagandę. Nadajniki stały bezczynnie przez ponad dekadę i po północnej stronie, na oczyszczonym z cywilów pograniczu, pewnie nikt poza starannie wyselekcjonowanymi funkcjonariuszami nie słyszy, jakim bakcylem kapitaliści chcą zarazić komunistów.

Głośniki zostały włączone po tym, jak ponad tydzień temu dwóch żołnierzy Południa patrolowało teren przy międzygranicznej ziemi niczyjej i straciło nogi w wybuchu miny, którą na ich trasie mieli podłożyć północnokoreańscy dywersanci. W czwartek żądanie wyłączenia głośników Pyongyang wzmocnił wystrzeleniem rakiety na terytorium Południa, a to odpowiedziało salwą artyleryjską. W obu ostrzałach prawdopodobnie nie było ofiar.

Podobne nakręcanie spirali na Półwyspie Koreańskim zdarza się regularnie, ilekroć – jak teraz – wspólnie ćwiczą armie Korei Płd. i USA. Reżim Kimów odtwarza wtedy ten sam histeryczny teatr – wiosną 2013 r., też podczas ćwiczeń, Kim Dzong Un, wtedy jeszcze ledwo opierzony przywódca, ogłosił, że jego państwo padło ofiarą II wojny koreańskiej (po I podzielono kraj w 1953 r.) i nie wykluczył prewencyjnego ataku atomowego na Amerykę.

Natomiast do wymiany ognia i bezpośrednich ataków na żołnierzy dochodzi znacznie rzadziej. Każde z takich posunięć, jako casus belli, jest wybitnie ryzykowne i alarmujące. Pokój, przerwany salwami i znacznie bardziej poważnymi atakami (np. zatopienia okrętu wojennego w 2010 r.), będzie trwał, dopóki jednej ze stron nie puszczą nerwy. A do bratobójczej wojny obie armie, jak mało które, są przecież przygotowywane.

Nie wolno jednak zapominać, że obie Koree łączy więcej niż wrogość. Ultimatum przesłano za pośrednictwem wojskowej gorącej linii. Działa wspólna strefa przemysłowa, gdzie kilkadziesiąt tysięcy robotników z Północy pracuje w fabrykach należących do kapitalistów. Krewni z Południa, korzystając z pomocy nielegalnych pośredników, znajdują sposoby, by wspierać rodziny po drugiej stronie ufortyfikowanej granicy itd.

Niestety kolejni ranni, zastawione miny i przeprowadzone ostrzały wznoszą coraz wyższą barierę obojętności. Powoli odchodzą pokolenia pamiętające Półwysep sprzed podziału i im więcej czasu mija od separacji, tym trudniejsze będzie zjednoczenie. Bo nigdy nie wolno stracić nadziei, że kiedyś ono nastąpi, i to na warunkach demokratycznego państwa szanującego prawo swoich obywateli do wolnego wyboru stylu życia, a nie według reguł barbarzyńskiego łagru. Pozostaje wierzyć, że ze zjednoczoną Koreą świat będzie lepszy i bezpieczniejszy. Wiara ta wcale nie jest naiwnością.

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną