Polacy osiedleni w Mariupolu wrócą do kraju. Dlaczego dopiero teraz?

Fala ze Wschodu
Czy Polacy z Mariupola znajdą w Polsce pracę, tak jak uchodźcy z Donbasu? Ta akcja ma poza wszystkim istotny kontekst polityczny.
UN Ukraine/Flickr CC by 2.0

To dobra wiadomość – jak zawsze, gdy Polacy wracają do ojczyzny, bo tu jest bezpiecznie, zasobnie, stabilnie. W listopadzie mają przyjechać do Polski z ukraińskiego Mariupola i okolic: 147 osób polskiego pochodzenia, posiadacze Karty Polaka z rodzinami. W Polsce chcą zamieszkać na stałe lub przeczekać trudny czas. Jak informuje polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych, program wyjazdu do Polski jest adresowany wyłącznie do osób polskiego pochodzenia i członków ich najbliższej rodziny, zameldowanych i faktycznie zamieszkałych w mieście Mariupol oraz w przylegających do niego rejonach pierszotrawniewym, włodarskim i nowoazowskim.

Mariupol leży 40 km od granicy z Rosją, zaledwie kilka kilometrów dalej jest okupowana przez separatystów część Donbasu. Jak wyjaśnia Ministerstwo Spraw Zagranicznych, to osoby, których życie i zdrowie było zagrożone ze względu na trwający konflikt. Przygotowany dla nich w kraju program adaptacyjny potrwa sześć miesięcy. Mogą mieszkać w ośrodkach, gdzie otrzymają wyżywienie, dzieci będą uczęszczać do szkół. Wszystkie te osoby będą uzyskiwać zezwolenia na pobyt stały i pracę.

Można jednak zapytać, dlaczego Polacy z Mariupola przyjadą teraz? Na wschodzie Ukrainy konflikt przycichł, zgodnie z zapisami z Mińska obie strony wycofały z linii frontu ciężką broń i działa o średnicy sto mm. W Mariupolu zresztą ciężkich działań wojennych nie było, choć miasto przeżyło ostrzał z Gradów. We wrześniu, gdy sprawa polskich uchodźców nabrała rozgłosu, gdy zaczęli pisać listy do Sejmu, Senatu i prezydenta, też już nie było wojny. Szansa, że wybuchnie od nowa, właśnie w Mariupolu jest niewielka.

Teraz życie wraca do normy: 25 października odbyły się wybory samorządowe (akurat w Mariupolu będą powtórzone). To prawda, łatwo nie jest, ale tak jest w całym kraju, choćby ze względu na podwyżki cen gazu i energii, dewaluację hrywny, kryzys ekonomiczny. Jednak jeszcze kilka miesięcy wcześniej, zimą, było trudniej; wtedy z Doniecka ewakuowano do Polski grupę Polaków, chcących uciec przed nieszczęściem. Ci z Mariupola twierdzą, że nie zdążyli załapać się wtedy na wyjazd. Czy Polacy z Mariupola to uchodźcy wojenni czy może raczej emigranci ekonomiczni?

Polacy na Ukrainie nie są biedni, a Mariupol jest miastem, gdzie żyło się nieźle, była praca i zarobki, może nawet wyższe niż przeciętne, bo swoje wielkie firmy ma tutaj Rinat Achmetow, najbogatszy ukraiński oligarcha. Te zakłady pracowały pełną parą nawet w czasie nasilenia walk na wschodzie. Jednak gotowi są porzucić domy (o godziwej sprzedaży w tym rejonie nie ma co marzyć), mieszkania, dotychczasowe życie, byle zyskać spokój, uwolnić się od widoku czołgów na ulicach, pocisków, przelatujących od czasu do czasu nad głowami, rosyjskich, ukraińskich. Mówią, że popadają w depresję, że chcą się uwolnić od koszmaru. To jest mocny argument. Kto przeżył w schronie choćby dobę, kto widział wojnę, ten zrozumie.

Może tymczasem łatwiej było pomóc Polakom z Mariupola osiedlić się w innym regionie, zatroszczyć się o nich, skierować tam pomoc, wspierać finansowo? Koszty byłyby mniejsze i szok, bo wyjazd z kraju, gdzie przeżyło się kawał życia, zwłaszcza w starszym wieku, nie jest łatwy.

Wśród uchodźców z Ukrainy są sportowcy, przedstawiciele klasy średniej oraz potomkowie osób zesłanych do budowy Donbasu po wojnie, tam osiadłych, bo założyli rodziny i postanowili nie wracać – nawet gdy było to już możliwe. Takie rozwiązanie przewidują zresztą międzynarodowe przepisy w sytuacji, gdy jedynie część kraju objęta jest wojną, a pozostała funkcjonuje normalnie, jak w przypadku Ukrainy.

MSZ nie wyjaśnia, jakim sposobem udało się obejść prawo międzynarodowe i zorganizować ewakuację. Przyjazd tych osób do Polski dziś, gdy Ukraina buduje nową rzeczywistość, ma demokratycznie wybranego prezydenta i parlament, może sugerować brak zaufania do ukraińskich władz, Petra Poroszenki, do reform, jakie zapowiedział i stara się realizować, do linii politycznej, jaką wybrali sami Ukraińcy na Majdanie. Może sugerować, że Polska nie wierzy w dobrą zmianę i normalizację, skoro ewakuuje rodaków.

Ta akcja ma też istotny kontekst polityczny. Ewakuacja Polaków właśnie teraz, na lotnisko wojskowe pod Malborkiem, gdzie zostanie utworzone specjalnie na tę okoliczność dodatkowe lotnicze przejście graniczne, wygląda jak pokazucha dla Brukseli. Trzeba udowodnić, że my się od przyjmowania uchodźców nie uchylamy, co się Warszawie niesłusznie zarzuca. Tutaj musimy być przygotowani i gotowi na falę uchodźców ze wschodu, uciekających przed rosyjską agresją. Oto przykład, uchodźcy ze Wschodu jadą do Polski.

Ale też nie można nie zauważyć innego wątku. Sprawa Polaków z Mariupola była mocno akcentowana w kampanii wyborczej PiS. Zorganizowano nawet specjalną konferencję prasową poświęconą ich sytuacji. A może bardziej po to, by pokazać, że politycy Platformy Obywatelskiej, premier i szef MSZ zamiast zajmować się dramatycznym położeniem Polaków na Wschodzie, zamierzają sprowadzić do Polski wyznawców islamu. Jeśli uchodźcy są pionkami w tej grze, jeśli ich położenie wykorzystano w jakimkolwiek zresztą celu lub to oni ją wykorzystali – to smutne.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną