Świat

Węgrzy się z nas śmieją

Kaczyński: dar niebios dla Orbána

Kaczyński może się okazać dla Orbána darem niebios. Nieformalny wódz największego państwa regionu, sam z własnej woli koncertowo się marginalizujący, to okazja, by zapewnić Węgrom przywództwo w regionie. Kaczyński może się okazać dla Orbána darem niebios. Nieformalny wódz największego państwa regionu, sam z własnej woli koncertowo się marginalizujący, to okazja, by zapewnić Węgrom przywództwo w regionie. Radosław Pasterski/Rzeczpospolita / Forum
Budując w Polsce drugie Węgry, Jarosław Kaczyński zapomina o najważniejszej cesze rządów Viktora Orbána – pragmatyzmie.
Imponująca doprawdy jest aktywność Fideszu w temacie polityki prorodzinnej.Philipp Horak/Anzenberger/Forum Imponująca doprawdy jest aktywność Fideszu w temacie polityki prorodzinnej.

Artykuł w wersji audio

Gdy Kluby Gazety Polskiej w poparciu dla Viktora Orbána organizowały entuzjastyczne wyjazdy do Budapesztu, wysyłały swych sympatyków nie tyle do kraju istniejącego rzeczywiście, co do kraju wyobrażonego. Polscy katoliccy konserwatyści, śpiewając hymny religijne i patriotyczne w pociągach ciągnących na dworzec Keleti, wyobrażali sobie u celu swej podróży coś w stylu państwa idealnego: bazującego na chrześcijańskich wartościach, broniącego się niczym wioska Asteriksa, która stawia czoła lewackim legionom brukselskich urzędasów.

W końcu, jak podkreślają komentatorzy prawicowej prasy, w Orbánowskiej konstytucji jest mowa – na przykład – o tym, że „małżeństwo to związek kobiety i mężczyzny”, że „życie ludzkie podlega ochronie od chwili poczęcia”, a od odwołań do Boga i chrześcijaństwa aż w konstytucji skrzy.

Do entuzjastów węgierskich porządków słabo jednak przebija się informacja, że ten religijny konserwatyzm to w dużym stopniu atrapa. W węgierskiej konstytucji od Boga może i faktycznie się skrzy, ale jest w niej również bardzo wyraźnie zaznaczony rozdział państwa i Kościoła, zresztą – do jakichkolwiek związków z religiami przyznaje się zaledwie nieco ponad połowa Węgrów. Kościoły stoją puste.

Przepisy dotyczące aborcji, mimo ogólnikowego konstytucyjnego zapisu o „ochronie życia od poczęcia”, nie zostały po przyjęciu konstytucji zaostrzone: jest ona nadal dostępna na życzenie. Zapis z kolei o małżeństwie jako „związku kobiety i mężczyzny” nie spowodował anulowania przyjętej jeszcze za rządów socjalistów ustawy o związkach partnerskich, które mogą zawierać również osoby tej samej płci.

Orbán jest w tych kwestiach pragmatykiem – mówi Andrzej Sadecki z Ośrodka Studiów Wschodnich, specjalista do spraw węgierskich. – Kieruje się zapewne oczekiwaniami społeczeństwa, które przywykło do obecnych rozwiązań.

I rozmnażajcie się…

Imponująca doprawdy jest aktywność Fideszu w temacie polityki prorodzinnej. W wygłoszonym w listopadzie zeszłego roku przemówieniu Orbán mówił o tym, że europejskie narody muszą mieć więcej dzieci, ponieważ w innym wypadku pozostanie im tylko jedno rozwiązanie: klonowanie. „Niech nas Bóg przed tym uchowa” – zaklinał Orbán. Proponowane i wdrażane rozwiązania sprawiają, że pisowskie „500 zł na dziecko” wygląda przy nich na sprawę małego kalibru.

PIT obniżono do 15 proc., rodziny z dziećmi dostały duże ulgi podatkowe. Podatek od zakupu nowych mieszkań i domów dla rodzin znacząco zmniejszono. Szef kancelarii premiera János Lázár ogłosił niedawno projekt rozwiązania, w ramach którego rodzina, która zobowiąże się do posiadania trójki dzieci w ciągu 10 lat, będzie mogła się ubiegać o rządowe wsparcie rzędu 20 mln forintów (ponad 250 tys. zł), z czego 10 mln miałoby być po prostu podarunkiem, a kolejne 10 – pożyczką o niskim i stałym oprocentowaniu spłacaną przez 25 lat. Rząd poza tym nakazał dostawcom obniżyć dla rodzin wielodzietnych ceny mediów: prądu, gazu, wody, kanalizacji i usług kominiarskich.

Przy wprowadzaniu tych reform węgierscy politycy poruszają się często z gracją hipopotamów. Przewodniczący parlamentu László Köver na przykład wyskoczył w grudniu z rubasznym postulatem, by kobiety, zamiast rozmawiać o gender, ograniczyły swoje ambicje do rodzenia dzieci, za co dostało mu się nawet w Fideszu. W odpowiedzi na Facebooku powstała grupa, której członkowie zorganizowali wysyłkę Köverowi testów ciążowych z negatywnym wynikiem.

Z kolei Zoltán Kovács, rzecznik rządu, ogłosił zerwanie przez węgierskie ministerstwa kontraktów z siecią komórkową Magyar Telekom. Bo operator zrezygnował ze sponsorowania znanego muzyka Ákosa Kovácsa, który publicznie ogłosił, że „kobieta powinna do kogoś należeć” i rodzić dzieci, zamiast domagać się równych z mężczyznami zarobków. Przeciwko Telekomowi wystąpiła śmietanka polityków Fideszu z Orbánem na czele.

Pomysły na zwiększenie dzietności Węgrów bywają czasem dziwne. Na przykład ten wysunięty niedawno przez młodych działaczy Chrześcijańsko-Demokratycznej Partii Ludowej (koalicjanta, a właściwie przybudówkę Fideszu). Podczas jednej z dyskusji zaproponowano wprowadzenie obowiązku posiadania co najmniej trójki dzieci przez kobiety na dyrektorskich państwowych stanowiskach oraz opodatkowanie singli po trzydziestce. Krytycy takich rozwiązań wskazują, że rozdawnictwo pieniędzy to rozwiązanie efektowne, lecz na krótką metę, nie bardzo bowiem wiadomo, skąd te pieniądze miałyby się wziąć.

Gospodarczy program Fideszu z początku polegał na obniżaniu podatków dla niewielkich przedsiębiorstw, więcej natomiast płacić musiały banki i biznesowe molochy. Podniesiono VAT, podwyższono wiek emerytalny. Podatki od banków i transakcji finansowych, które przez jakiś czas zapewniały spore dochody budżetowe (ale i spowodowały odczuwalny dla obywateli wzrost cen usług bankowych), a także podatek od sklepów wielkopowierzchniowych są z powrotem obniżane. Za spadek cen mediów mocno dostają po kieszeni dostawcy, którym interes opłaca się coraz mniej. Pensje zastygły, na co najbardziej narzekają pracownicy budżetówki, szczególnie lekarze i nauczyciele. Ale i tak w porównaniu do czasów rządów socjalistów sytuacja gospodarcza jest lepsza.

Współpraca narodowa

Orbánowska „rewolucja przy urnie”, do której doszło – inaczej niż w Polsce – w warunkach mocnego kryzysu gospodarczego i politycznego, odbyła się wśród wielkich haseł o współpracy narodowej, a także w imię „prawdziwych wartości”, jak rodzina, naród, porządek i praca. Pod tymi sztandarami zmieniono konstytucję i rozmontowano liberalną demokrację: rozchwiano system kontroli władzy i pomajstrowano przy prawie wyborczym, sprawiając, że rząd może praktycznie wszystko, a do tego ryzyko utraty przez niego władzy jest niewielkie.

Podstawowe demokratyczne zasady teoretycznie działają, ale w nowej, fideszowskiej konstytucji zmian jest wiele. Wyrzucono z nazwy państwa słowo „Republika”, zmniejszono liczbę posłów, pomajstrowano przy uprawnieniach prezydenta i parlamentu. Trybunał Konstytucyjny został mocno ociosany z kompetencji. Poza podniesieniem liczby sędziów, wydłużeniem ich kadencji i zmianą trybu ich wybierania wprowadzono zasady, według których zmiany w konstytucji mogą być przez Trybunał badane wyłącznie od strony proceduralnej, a nie merytorycznej. Najważniejsze instytucje obsadzono fideszowcami.

W imię tej „współpracy narodowej” i „integracji wokół prawdziwych wartości” ograniczono również możliwość krytykowania władzy przez nakładanie dotkliwych kar finansowych za „niewyważone” politycznie komentarze medialne, a także pożarto publiczne media. Z niektórych pomysłów, jak na przykład zakazu prowadzenia kampanii wyborczej w mediach komercyjnych, wycofano się pod naciskiem UE, ale najważniejszych twierdz nie oddano.

– Wydarzenia w Kolonii były w telewizji wałkowane non stop – mówi Istvan Szilard Pap z niezależnej platformy blogerskiej „Kettos Merce”. – Niebiosa je Orbánowi zesłały. Teraz wykorzystuje się je jako dowód, że to Orbán miał rację w sprawie imigrantów. Ale jeśli tylko komukolwiek w Europie się wymsknie, że ci Węgrzy nie są tacy straszni, media też tłuką to na okrągło.

Pap dodaje, że Fidesz w odpowiedzi na protesty przeciwko nowym regulacjom zawsze mówi: ale przecież nie robimy nic nowego, tak to rozwiązano również w Wielkiej Brytanii, Francji, Hiszpanii. – Śmiejemy się, że węgierski system będzie się składał ze wszystkich najgorszych rozwiązań w Europie.

– Orbán ma zdolność do podwójnej narracji. Jedną kieruje do wewnątrz, drugą – na zewnątrz – mówi Jerzy Celichowski, Polak mieszkający od prawie dwóch dekad w Budapeszcie i autor popularnego bloga „Jeż Węgierski”. – Przesłanie wewnętrzne brzmi: nie wpuścimy obcych! Nie chcemy żyć w wieloetnicznym społeczeństwie, ochronimy naszą wspólnotę! Przesłanie na zewnątrz: chronimy strefę Schengen i, jak widzicie, mamy przed czym!

W chwili gdy Europa powoli zaczyna nabierać dystansu do kwestii uchodźców, Orbán chce uchodzić za męża opatrznościowego, pytając: „a nie mówiłem?”, i ogłaszać, że Węgry prowadziły politykę ograniczania migracji, zanim to zrobiło się modne. – Orbán gra na przebudowę układu sił wewnątrz UE – mówi Dominik Héjj, badacz Węgier, politolog mieszkający i wykładający w Warszawie, prowadzący portal Kropka.hu. – Wzywa do powrotu do większej roli parlamentów narodowych, podobnie jak to postuluje Cameron. Tworzy nowy model silnego przywództwa oraz własną pozycję lidera Europy Środkowo-Wschodniej.

Do czego służy Unia

Orbán w przeciwieństwie do Jarosława Kaczyńskiego, który postrzega się jako najważniejszy i „prawdziwy” sojusznik Orbána, swoją pozycję w Europie buduje konsekwentnie i realistycznie, tworząc system faktycznie działających sojuszy i układów. Orbán krytykuje Merkel za „moralny imperializm” w sprawie uchodźców, ale z Niemcami żyje dobrze, do tego robi z nimi poważne interesy: ściąga na Węgry niemiecki przemysł motoryzacyjny.

W Kecskemet działa pierwsza poza Niemcami fabryka Mercedesa, a w Gyor rusza – również pierwsza poza Niemcami – fabryka Audi. Podczas otwarcia tej pierwszej Orbán miał zresztą podkreślać dystans cywilizacyjny, jaki przebyły Węgry od czasów socjalizmu, opowieścią, że „uczył się jeździć na polskim fiacie”. I trudno byłoby mu wtedy uwierzyć, że w jego kraju będą kiedyś produkowane mercedesy.

Viktor Orbán publicznie chwali Kaczyńskiego i sprzeciwia się sankcjom wobec Polski – ale jednocześnie wybiera się do Moskwy, by rozmawiać o zakupieniu od Rosji sprzętu bojowego, rozbudowie za rosyjskie pożyczki węgierskiej elektrowni atomowej, zniesieniu europejskich sankcji przeciw Rosji i rosyjskich wobec Węgier, a Władimir Putin ogłasza go jednym z najważniejszych partnerów Rosji w Europie.

Orbán umiejętnie balansuje więc pomiędzy Putinem, Merkel a Cameronem, ze wszystkimi utrzymując na tyle dobre stosunki, na ile to możliwe. W związku z czym to raczej Węgry, a nie Polska Kaczyńskiego wyrastają na pomost między UE a Rosją, Wschodem a Zachodem. To również dyplomatyczny i o wiele bardziej ugodowy Orbán, a nie Kaczyński, będzie uważnie słuchany w sprawie polityki wobec uchodźców, bo ma w tym temacie doświadczenie, niezależnie od tego, jak je oceniać.

Kaczyński uważa się za ważnego i strategicznego partnera Węgrów, ale to nie z nim, a raczej z Cameronem Orbán będzie wzywał Europę do odstąpienia od federalizacji i przekazania większej władzy w ręce narodowych parlamentów. Histeryczne, niedialogowe i antypatyczne środowisko Kaczyńskiego może w tej „europejskiej kampanii” Orbánowi bardziej przeszkadzać, niż pomagać.

Z drugiej jednak strony – Kaczyński może się okazać dla Orbána darem niebios. Nieformalny wódz największego państwa regionu, sam z własnej woli eliminujący się z międzynarodowej debaty i koncertowo się marginalizujący, to okazja, jaka się już może nie powtórzyć, by zapewnić Węgrom przywództwo w regionie. I zdjąć z Orbána przy okazji odium najgorszego dyktatora w okolicy. Bo to Kaczyński zaczął przejmować to miano: przy nim węgierski premier jawi się jako oaza równowagi i spokoju.

Również z bliskimi sąsiadami Orbán stara się poprawiać relacje. Tradycyjnie nie najlepsze stosunki ze Słowacją, która od zawsze obawiała się jakiejkolwiek formy węgierskiego rewanżyzmu, polepszają się. W sprawie uchodźców premier tego kraju Robert Fico mówi z Orbánem jednym głosem, coraz głośniej wspomina się o dołączeniu przez Słowację do animowanego przez Orbána sojuszu „nieliberalnych demokracji”.

Polityka to biznes

Rezygnacja z liberalnych zasad doprowadziła jednak do zakonserwowania się patologicznych relacji w węgierskiej gospodarce. – Gigantyczna część rynku opanowana jest przez biznesmenów, którzy są zbliżeni do Fideszu – mówi Istvan Pap. – Mają przywileje przy otrzymywaniu państwowych zleceń, dziwnym sposobem wygrywają przetargi, w tym te, w które inwestowane są unijne pieniądze. Szczególnie na prowincji trudno jest przebić się na szersze wody ludziom spoza układu.

Dostęp do biznesowego karmnika jest używany jako element walki politycznej. W ramach konfliktu pomiędzy Orbánem a jego dawnym współpracownikiem i przyjacielem Lajosem Simicską, obecnie właścicielem kilku ważnych węgierskich tytułów medialnych, Simicska stracił państwowe zlecenia dla swojej firmy, słynnego KÖZGÉP, na co odpowiedział atakiem medialnym na dawnego kolegę, nazywając go „dyktatorem”.

– Całe Węgry mają zabawę – opowiada Istvan Pap. – Bo tak to wygląda, jakby Simicska obudził się pewnego dnia zlany zimnym potem, bo we śnie sobie uświadomił: „Mój przyjaciel Viktor Orbán jest dyktatorem!”.

KÖZGÉP Simicski, dawniej mocno związany z Fideszem, to firma ważna na węgierskim rynku, z niespotykaną łatwością przez długie lata wygrywająca państwowe przetargi, i trampolina dla wielu zaskakujących karier biznesowych. Między innymi zięcia Orbána, Istvana Tiborcza, który w błyskawicznym tempie wyrósł na sporego gracza: dzięki zleceniom fideszowskich władz lokalnych dorobił się na instalowaniu nowoczesnego ledowego oświetlenia w wielu węgierskich miastach. Tiborcz jest jednym z wielu – dziennikarze śledczy informują o notorycznie ustawianych przetargach, żerowaniu na unijnych pieniądzach, rozbijaniu się fideszowców na rynku biznesowym – i niewiele to daje.

– Węgrzy mają trochę inny charakter niż Polacy – śmieje się Jerzy Celichowski. – Polak wali głową w mur i czasem ten mur od tego walenia, faktycznie, padnie. Węgier będzie raczej szukał w nim szczelin. Dostosuje się.

Konflikt pomiędzy Simicską a Orbánem to niejedyny spór w ramach konserwatywnego obozu. Prasa donosi również o pęknięciach na linii młodzi i starzy działacze Fideszu, wątpliwości wśród wielu z nich budzi również polityka otwarcia na Wschód i zbliżenia z Rosją. Pozycji Fideszu na scenie politycznej chyba jednak niewiele może zagrozić. Mimo ostatniego wzrostu notowań socjalistów w sondażach postkomunistyczna lewica jest rozbita i postrzegana jako skompromitowana. Nowe partie po lewej stronie politycznego spectrum nie są w stanie wypłynąć na szersze wody. Za to po drugiej, prawicowej stronie straszy nacjonalistyczny Jobbik, bardzo chętnie wykorzystywany przez Fidesz jako upiór wyciągany z szafy: „Możecie nas nie lubić, ale tylko my możemy uratować Węgry przed jeszcze bardziej nacjonalistycznymi nacjonalistami i jeszcze bardziej prawicową prawicą”.

Na razie na horyzoncie nie widać nikogo, kto mógłby zagrozić Orbánowi. – Po zwycięstwie PiS zamówiliśmy w Polsce artykuł o nastrojach społecznych – mówi Istvan Pap. – Dostaliśmy, przetłumaczyliśmy i zaczęliśmy się gorzko śmiać. Uznaliśmy, że nie będziemy tego publikować. Bo to były dokładnie nasze nastroje sprzed pięciu lat, kiedy zwyciężył Fidesz: że się przed nim obronimy, nie damy się, Unia nam pomoże i razem pokonamy autokratę. I bardzo się pomyliliśmy – konstatuje Pap.

Ziemowit Szczerek z Budapesztu

Polityka 6.2016 (3045) z dnia 02.02.2016; Świat; s. 52
Oryginalny tytuł tekstu: "Węgrzy się z nas śmieją"
Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Ja My Oni

Jak pozostać sobą po spektakularnym sukcesie bądź porażce

Jak sobie poradzić z porażką, ale też sukcesem.

Grzegorz Gustaw
08.08.2017
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną