Świat

Szorstka przyjaźń

Niemcy tracą nadzieję, że „miła pani premier Szydło” jest prawdziwą twarzą polskiego rządu

KPRM / Flickr CC by 2.0
Do Niemców nie przemawia metafora o chorym kraju, który poprzez usprawnienie procesu podejmowania decyzji wymaga uzdrawiania. Ze względów historycznych są na tę retorykę wyczuleni.

Chciałoby się powiedzieć, że nareszcie przedstawiciel naszego rządu wybrał się do Niemiec. Ponoć naszego głównego i najważniejszego sojusznika, z którym łączy nas wiele wspólnych interesów. I od którego wciąż wiele zależy w Unii. Dlaczego więc skoro taki ważny jest to dla nas partner, to trzeba było czekać z wizytą trzy miesiące?

Czemu skoro na dobrych stosunkach z Niemcami zyskujemy, a na złych tracimy – i co do tego wszyscy w Polsce się zgadzają – co chwila Niemców się u nas obraża, wyciąga historyczne winy albo podkreśla, że poprzedni rząd prowadził politykę niekorzystną dla Polski, bo realizowaną pod dyktando Niemiec?

Tusk w pierwszą zagraniczną podróż też nie pojechał do Berlina, tylko na Litwę, ale do wizyty w Niemczech doszło dwa tygodnie później, a nie trzy miesiące od chwili zaprzysiężenia, tak jak w przypadku pani premier Szydło. I potem podczas wszystkich lat rządzenia Tusk jeździł do Niemiec jeszcze 18 razy, czyli po wizytach w Brukseli, gdzie bierze się pod uwagę również wszystkie posiedzenia Rady Europejskiej, Niemcy były najczęstszym kierunkiem podróży poprzedniego premiera.

Równie często w Polsce pojawiała się w tym czasie Angela Merkel. I już na pierwszy rzut oka widać było, że spotkania Merkel i Tuska nie były tylko dyplomatycznym obowiązkiem i że zarówno jedna, jak i druga strona rzeczywiście szczerze wierzyła w to, że możemy być dla siebie ważnymi i bliskimi partnerami.

Niemcy podchodzą do naszego nowego rządu jak do jeża. Tuż po jesiennej wygranej PiS niemieckie media donosiły, że trzeba bić na alarm, pisały o nieprzyjemnej niespodziance i spełniającym się złym śnie. Przypominano poprzednie rządy PIS, kłótnie, jakie wówczas podzieliły naszą scenę polityczną i polsko-niemieckie relacje, które w tamtym czasie były bardzo drażliwe.

Teraz, z racji pojawienia się w PiS nowych twarzy, Niemcy mieli nadzieję, że nowe pokolenie zmieniło partię i jej nastawienie do świata. Jednak zmiany, jakie zaszły ostatnio w naszym kraju, sprawiają, że Niemcy coraz bardziej tracą nadzieję i przestają wierzyć, że „miła pani premier Szydło” jest prawdziwą twarzą i reprezentacją polskiego rządu.

Do spotkania przywódczyń w końcu musiało jednak dojść. Obie strony dyplomatycznie podtrzymały, że chcą utrzymać jak najlepsze stosunki. Trudno jednak konstruktywnie dyskutować, gdy wiadomo, że w rzeczywistości rządom w obu krajach nie po drodze w wielu kwestiach. I o ile łatwiej jest zadeklarować, że obie strony zrobią wszystko, żeby Wielka Brytania pozostawała w Unii, to trudniej wypracować kompromis np. w sprawie uchodźców, z którymi Niemcy muszą się uporać już teraz, a nie w bliżej nieokreślonej przyszłości. I przypominanie na kilka dni przed wizytą (w wywiadzie dla „Bilda”), że z powodu kryzysu ukraińskiego Polska przyjęła już prawie milion Ukraińców i to bez unijnej pomocy, jest nierozumieniem.

Obie przywódczynie zgodziły się co do tego, że migracja jest dziś jednym z największych europejskich wyzwań. Pani premier Szydło twierdzi, że Polska chce być aktywna, jeśli chodzi o pomoc humanitarną. Na pewno Niemcy nic przeciwko naszej aktywności nie mają. W tym i w zeszłym roku przyjęły w sumie już ponad milion uchodźców, więc z radością pewnie powitałyby większą aktywność naszego kraju np. w sprawie relokacji uchodźców. Tyle że z naszych deklaracji w praktyce na razie niewiele wynika.

Oczywiście trzeba docenić, że polska strona zaproponowała Niemcom wspólne budowanie szkoły albo szpitala w Syrii, Libanie albo Turcji. Projekt humanitarny, który ulży ludziom na tych terenach, a nas zaangażuje bardziej na miejscu. Jednak to nadal nie jest pomoc w rozwiązaniu problemu, który Niemcy mają dziś na swoim podwórku.

Nikt nad Odrą nie ma wątpliwości, że Polska jest dla Niemców ważnym europejskim partnerem. A kanclerz Merkel jest doświadczonym politykiem i z szacunkiem odnosi się do przedstawiciela demokratycznie wybranego rządu. Równocześnie trudno jednak Niemcom uwierzyć, że wszystko w Polsce jest w porządku.

Nie przemawia do nich metafora o chorym kraju, który poprzez usprawnienie procesu podejmowania decyzji wymaga uzdrawiania. I ze względów historycznych są na podobną retorykę niezwykle wyczuleni. Dlatego dopóki premier Szydło będzie wspierała ten kurs i będzie tylko przyjazną twarzą nieprzyjaznego rządu, nie ma szansy na to, żeby znalazła z kanclerz Merkel naprawdę wspólny język.

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Żyjmy Lepiej

Dziesięć tysięcy kroków

Chodźmy chodzić, maszerować z kijami i biegać. Plan minimum to dziesięć tysięcy kroków dziennie. Można też zwiększyć obroty, ale trzeba to robić z głową.

Marcin Piątek
28.07.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną