Superwtorek bez sensacji. Prowadzą Hillary i Donald

Pogoda dla outsiderów
„Bez sensacji” nie znaczy nudne. Trump, czując, że jego szanse rosną, zmienia ton na bardziej umiarkowany. Clinton musi wykrzesać z siebie to, co dawniej wykrzesał Obama.
POLITYKA/Flickr CC by 2.0

W momencie pisania tego tekstu oboje wygrali prawybory w siedmiu z jedenastu stanów. Ale prawybory to nie wybory prezydenckie. Te odbędą się dopiero 8 listopada, więc przed Trumpem i Clinton jeszcze długa droga.

„Bez sensacji” nie znaczy nudne. Prawybory polegają na ciułaniu delegatów na zjazdy republikański i demokratyczny, które ostatecznie nominują swych kandydatów do prezydentury. Liczba delegatów, którzy powinni na zjeździe głosować na tego pretendenta (pretendentki) do oficjalnej nominacji, który wygrał prawybory w ich stanie, jest proporcjonalna do liczby głosów oddanych na tego pretendenta.

W tym ciułaniu oboje, Hillary i Donald, po wtorku zwiększyli swój stan posiadania. Clinton ma ich znacznie więcej niż jej partyjny rywal i objawienie tej kampanii prezydenckiej senator Bernie Sanders. Hillary w sensie liczby delegatów (1001), których już zdobyła na zjazd, jest w połowie drogi do sukcesu. Sanders w jednej czwartej (371), ale gra dalej. Do nominacji demokratycznej potrzeba 2383 delegatów.

W obozie republikańskim Trump idzie jak burza. Ale delegatów uzbierał jeszcze nie tak wielu (285). Do nominacji republikańskiej potrzeba głosów 1237 delegatów (liczby mogą się dziś zmienić, gdy wszystkie głosy zostaną policzone, ale nie dramatycznie). Trump nie jest „burakiem”. Czując, że jego szanse rosną, zmienia ton na bardziej umiarkowany. Po superwtorku ogłosił, że chce być „jednoczycielem”, a nie rozłamowcem w obozie prawicy.

Wątpliwe, by ta deklaracja uspokoiła partyjną elitę. Choć faworyt establishmentu Marco Rubio słabnie, walka wewnętrzna w obozie republikańskim raczej się zaostrzy. Najsilniejszy dziś rywal Trumpa, Ted Cruz, wzywa do skupienia się wokół niego przeciwko magnatowi budowlanemu i celebrycie. Ale Cruzowi też nie ufa elita partyjna; brzmi dla niej za bardzo „radiomaryjnie”, to znaczy zaleca się do chrześcijańskich religijnych fundamentalistów. Obaj, Cruz i Rubio, mają w żyłach krew hiszpańską, obaj wypadają dobrze w kontaktach z ludźmi, ale to Trump budzi dziś emocje od Pacyfiku po Atlantyk.

Hillary Clinton nie musi się za to martwić o poparcie aparatu partyjnego. Ma jego zaufanie, które może tylko rosnąć w miarę, jak była sekretarz stanu wygrywa stan po stanie. Hillary i elita demokratyczna mają nadzieję, że senator Sanders okaże się ostatecznie niczym więcej niż ciekawostką polityczną tego sezonu.

Na obecnym etapie wyścigu do Białego Domu rośnie prawdopodobieństwo, że to, co jeszcze niedawno wydawało się nieprawdopodobne, może się spełnić: do ostatecznej rozgrywki o prezydenturę staną kandydatka amerykańskiej elity Hillary Clinton przeciwko outsiderowi Trumpowi. Trump ma za sobą to, czego do tej pory nie udało się osiągnąć demokratom: masową i zdeterminowaną mobilizację wyborców prawicy.

Żeby wygrać, Hillary musi wykrzesać z elektoratu demokratycznego taką energię jak Barack Obama w 2008 roku.

Zobacz, kto prowadzi do tej pory w poszczególnych stanach:

(powiększ mapę)

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną