Świat

Watergate w Brazylii, ale to nie Lula jest Nixonem

Lula da Silva Lula da Silva Victor Santa Maria / Flickr CC by 2.0
Autorytety prawnicze zarzucają sędziemu śledczemu, który ściga byłego prezydenta Brazylii Lulę da Silvę, że to on niszczy państwo prawa i „wspiera toczący się zamachu stanu”.
Brazylia wrze, prawicowa opozycja wspierana przez miliony swoich wyborców manifestuje na ulicach i domaga się odejścia pani prezydent Dilmy Rousseff.Agência Brasil Fotografias/Flickr CC by 2.0 Brazylia wrze, prawicowa opozycja wspierana przez miliony swoich wyborców manifestuje na ulicach i domaga się odejścia pani prezydent Dilmy Rousseff.

Zniekształcenia i nieprawdy powielane przez wiele środków przekazu zmuszają na wstępie do skrótowego uporządkowania faktów.

1.

W Brazylii toczy się od dwóch lat śledztwo w wielkiej aferze korupcyjnej w państwowej firmie naftowej Petrobras – FAKT.

Uwikłani w aferę są politycy z rządzącej Partii Pracujących i kilku innych, w tym głównych opozycyjnych, oraz wielcy biznesmeni; wielu z nich skazano na długoletnie więzienie – FAKT.

Brazylia wrze, prawicowa opozycja wspierana przez miliony swoich wyborców, manifestuje na ulicach i domaga się odejścia pani prezydent Dilmy Rousseff – FAKT.

Zwolennicy jej rządu oraz byłego prezydenta Luli równie tłumnie stają w obronie swoich reprezentantów byłych i obecnych – FAKT (przemilczany lub minimalizowany).

Były prezydent Lula jest uwikłany w korupcję – ZERO DOWODÓW (wątłe poszlaki, że być może, że coś...).

Lula obejmuje tekę ministra, szefa gabinetu swojej poprzedniczki – FAKT.

Lula próbuje uniknąć w ten sposób aresztowania – FAKT (plus interpretacja, ale załóżmy, że taka jest rzeczywista intencja).

Sąd federalny niższej instancji zawiesza nominację Luli i prosi Sąd Najwyższy o wypowiedzenie się w sprawie – FAKT.

2.

Nagie fakty czasem mówią wiele, czasem trochę, a niekiedy ­– bez kontekstu – są niezrozumiałe. Jaką wiedzę o Lechu Wałęsie i o przykrych zdarzeniach z jego biografii przynosi notatka agencyjna przedrukowana np. w gazecie w Brazylii, że były lider polskiej „Solidarności“ był agentem tajnej policji? Żadną. Ani o Wałęsie, ani o jego tyleż niesławnym, co dramatycznym epizodzie życia. Nie dowiadujemy się też niczego o Polsce dziś ani o tym, dlaczego „sprawa Wałęsy” stała się newsem dnia.

Wiele mediów na świecie podaje w ostatnich dniach informację, że Lula schował się za immunitetem ministra, że chciał uniknąć w ten sposób aresztowania. W domyśle: skoro jest niewinny, to dlaczego ucieka? Tu jednak warto dowiedzieć się, co naprawdę piszczy w trawie, czyli podrążyć.

Gdy zaczyna się to robić, wszystko staje w innym świetle, wywraca się do góry nogami. I tak oto nadal nie wiadomo, czy Lula ma coś na sumieniu, za to wiadomo już z całą pewnością, że to sędzia Sergio Moro, który Lulę ściga, złamał prawo. W czwartek wyszło na jaw, że Moro polecił policji federalnej założyć podsłuchy w biurach... pani prezydent kraju. To bezprawne, a jego tłumaczenia są szyte grubymi nićmi. Że niby kazał zlikwidować te podsłuchy – ale na jakiej podstawie prawnej wcześniej polecił je założyć? Że chodziło rzekomo o podsłuchiwanie „podejrzanego” Luli? Jednak ujawnione – też bezprawnie – nagrania dowodzą, że podsłuchiwano nie tylko Lulę, lecz także panią prezydent i jej biuro.

Idźmy dalej... Podsłuchiwano również 25 prawników z kancelarii broniącej Lulę. Kolejne złamanie prawa.

Można mieć sceptyczny stosunek do słów podsłuchiwanej pani prezydent, że „w innych krajach ci, którzy podsłuchują prezydenta, idą do więzienia”. Nawet jeśli tak jest, pani prezydent jest stroną w konflikcie. Ale autorytetów prawniczych warto już słuchać uważniej. Otóż prawnicy z wydziału prawa najbardziej prestiżowej uczelni w Brazylii, Uniwersytetu Sao Paulo, w czasie publicznego spotkania w czwartek oskarżyli sędziego Mora o to, że niszczy państwa prawa, otwiera drogę do państwa policyjnego i „wspiera toczący się zamachu stanu”. (Pamiętacie państwo protesty prawników UJ przeciwko łamaniu konstytucji przez prezydenta Dudę?).

Ujawnienie nagrań miało służyć – również zdaniem prawników – podgrzaniu nastrojów ulicy, gdzie toczy się duża część dzisiejszych wydarzeń politycznych w Brazylii. Jeden z profesorów mówi otwarcie, że za złamanie prawa Moro powinien zostać aresztowany.

Sędzia Moro przywołuje porównania z aferą Watergate – że niby Lula zachowuje się jak Nixon. Nie zauważył jednak, że to on, a nie były prezydent Brazylii, jest w tej historii Nixonem. To Moro bowiem kazał zakładać bezprawnie podsłuchy, emerytowany do czwartku Lula nie ma takiej władzy.

Jeśli się pogugluje, można dowiedzieć się też, że to nie pierwsze nadużycia władzy w sędziowskiej w karierze Mory. Bezprawne podsłuchiwanie adwokatów i ich klientów to zdaje się jego markowa specjalność.

3.

Dwa tygodnie temu medialny spektakl zatrzymania Luli na trzy godziny sprawiał wrażenie, jakby upolowano szefa mafii lub dowódcę siatki terrorystów: opancerzone auta i helikoptery, wkroczenie do mieszkania eksprezydenta o 6 rano i zabranie na przesłuchanie (mimo że się nie ukrywał i zawsze stawiał się na wezwania sędziego).

Zarzuty sędziego Mory są jak na razie niezwykle wątłe. Przypisuje on Luli m.in. zakup luksusowego mieszkania przy plaży. Lula zaprzecza. Przyznaje, że zdarzało mu się tam wypoczywać, a mieszkanie należy do firmy deweloperskiej zamieszanej w aferę Petrobrasu. Sędzia Moro twierdzi jednak, że to własność Luli, i oskarża go o ukrywanie majątku. Innym zarzutem są wpłaty innej firmy zamieszanej w skandal Petrobrasu dla Instytutu im. Luli.

Czy Lula nie mógł bronić się z wolnej stopy, nie chowając za immunitetem? Sądzę, że nie mógł. Sędzia Moro chciał go aresztować, a fakty dokonane czasem trudno odwrócić, polityka ma swoją dynamikę, dlatego – to moja interpretacja – Lula i Dilma podjęli decyzję, żeby zasłonić zagrożonego immunitetem. Nie na wieki wieków – na chwilę.

W kraju mafijnej polityki, jakim jest Brazylia, obawy, że zamknięty w areszcie już z niego nie wyjdzie lub utraci tam możliwość skutecznej obrony, nie są bezzasadne. Wbrew temu, co głoszą wrogowie Luli – tak, to wrogowie, nie przeciwnicy – nie postawił się ponad prawem: jego przyszłość pozostaje w rękach Sądu Najwyższego. Sąd Najwyższy może uniemożliwić mu objęcie urzędu. A jeśli go obejmie, może prowadzić w jego sprawie – o ile byłaby jakaś sprawa karna – śledztwo.

„Lula nie stawia się ponad prawem”, za to ,„niepokoi opinię demokratyczną próba zniszczenia wizerunku tego wielkiego Brazylijczyka” – napisali w liście poparcia dla niego byli lewicowi przywódcy i politycy, m.in. Felipe Gonzalez (Hiszpania), Massimo D’Alema (Włochy), Jose Mujica (Urugwaj), Ricardo Lagos (Chile), Cristina Fernandez (Argentyna), Jose Miguel Insulza (Organizacja Państw Amerykańskich) oraz nielewicowi – Eduardo Duhalde (Argentyna), Carlos Mesa (Boliwia) i Ernesto Samper (Kolumbia).

4.

Sednem kampanii przeciwko Luli jest, moim zdaniem, skompromitowanie go tak, żeby nie wygrał wyborów 2018 r. Okoliczności przemawiają za tą obserwacją: dopóki Lula był politycznym emerytem, nikt go nie zaczepiał, mimo że śledztwo w sprawie Petrobrasu toczy się od dwóch lat. Gdy zaczęło się coraz głośniej mówić o jego powrocie na scenę i odsieczy dla uwikłanej w skandale partii rządzącej, padł ofiarą kampanii nienawiści ze strony prawicy i mediów należących do starej oligarchii. (Zapomnijcie państwo o uczciwości mediów i standardach dziennikarskich w tym kraju).

Przeciwnicy Luli nie byli w stanie wygrać najpierw z nim, a potem z jego legendą (czyli następczynią Dilmą) ostatnich czterech wyborów. Zaniepokojeni, że przegrają po raz piąty w 2018 r., sięgnęli po inną broń: uwikłać legendę w zarzut korupcji, który niezwykle trudno oddalić, zawsze pozostaje cień. Po dwóch latach codziennego szargania we wszystkich środkach przekazu nawet żona Cezara wyglądałaby jak ulicznica i czarownica.

Propagandowa kampania, w której domniemania mieszają się z nieprawdą i słowami nienawiści, powinny skłaniać co najmniej do sceptycyzmu, na pewno nie do przyjmowania na wiarę każdej „sensacji”, którą wrogowie Luli podrzucają telewizji i prasie.

5.

Najbliższym celem prawicowego backlashu jest usunięcie z urzędu prezydent Dilmy Rousseff pod pretekstem zupełnie niezwiązanym z aferą korupcyjną (domniemanie bezprawnych działań fiskalnych rządu). Niektórzy prognozują, że do impeachmentu dojdzie na przełomie kwietnia i maja. Parlament powołał właśnie 9-osobową komisję, która zajmie się wnioskiem i procedurami usunięcia pani prezydent, a dobrze wiedzieć, że spośród owych dziewięciu członków na czterech ciążą podejrzenia w aferze Petrobrasu, a jeden jest ścigany przez Interpol (serio, to nie żart!).

Brazylijska „walka z korupcją” ma w ogóle dziwacznych idoli. Pierwszym jest oczywiście sędzia Moro – „brazylijski Nixon”. Drugim – policmajster numer jeden afery Petrobrasu, którego można zobaczyć na niemal każdym zdjęciu z aresztowań kolejnych podejrzanych. To Newton Ishii, nazwany niekiedy „Japończykiem” (ze względu na pochodzenie). Ishii odsiadywał wieloletni wyrok za przynależność do grupy przestępczej i przemyt z Paragwaju. Nadal jest oskarżonym w kilku procesach kryminalnych. Prasa donosi, że mimo to cieszy się zaufaniem przełożonych. Osobliwość, nieprawdaż?

Brazylia od zawsze jest krajem o wysokim poziomie korupcji. Organizacja Transparency International lokuje Brazylię obok Grecji, Włoch, Bułgarii i Senegalu na 69. miejscu wśród 175 badanych krajów. Rok wcześniej Brazylia była na 72. miejscu – postęp więc jest, ale bardzo powolny.

Nigdy jednak ani opozycja i media tak bardzo chcące, by Lula okazał się skorumpowanym łotrem, ani wymiar sprawiedliwości nie tropiły korupcji z taką gorliwością co teraz. Można by się ucieszyć, że nareszcie (!), gdyby nie wątpliwości co do tego, o co w tym nagłym przypływie uczciwości chodzi. Czy na pewno o uczciwość i przejrzystość?

6.

Sympatycy Luli i Dilmy odpowiadają jasno: chodzi o zamach stanu. Ten dzisiejszy nie wyglądałby oczywiście tak jak te, które znamy z historii: czołgi, krew, tortury. Raczej tak jak to zrobiono w Hondurasie, gdzie w 2009 roku stara oligarchia obaliła niemal bezkrwawo przywódcę, który wzorował się na Luli – Manuela Zelayę.

Zelaya, tak jak Lula, godził interesy różnych grup, próbował wyciągać najbiedniejszych z nędzy. Podniósł płacę minimalną, czym wywołał wrogość wśród przedsiębiorców. Promował mikrokredyty, sprowadzał tanie traktory i ropę z Wenezueli, co z kolei naruszyło zyski importerów.

Zachowawcze elity zorganizowały przeciw Zelayi kampanię nienawiści, podobną do tej obecnej przeciwko Luli. Należące do społecznej konserwy środki przekazu wzbudzały nieufność plotkami jakoby „komunistyczny rząd” Zelayi planował odbieranie dzieci rodzicom. Albo że jeśli ktoś ma dwa samochody, to jeden zostanie mu odebrany. Do mieszkań i domów ludzi z klasy średniej i bogatych rząd miał rzekomo dokwaterowywać ubogich lokatorów. Wszystko to były bujdy, ale wśród bogatszych tworzyły skutecznie aurę wrogości wobec lewicującego reformatora.

Pretekstem do puczu był zamiar Zelayi rozpisania wyborów do Zgromadzenia Narodowego, które miało napisać nową konstytucję. Sąd Najwyższy i większość parlamentarna oskarżyły go o pogwałcenie ładu prawnego. Wojsko dokonało reszty: uprowadziło Zelayę i wywiozło samolotem do Kostaryki. Ministrowie w obawie przed uwięzieniem rozpierzchli się w cztery strony świata. Honduraski świat wrócił na stare, uświęcone przywilejami oligarchii, tory.

7.

Brazylijska afera Petrobrasu, a jeszcze bardziej polityczny z niej użytek, kampania nienawiści – przypominają nie walkę o sprawiedliwość czy transparentność, lecz atmosferę sprzed zamachu stanu w Hondurasie, względnie włoską akcję „czyste ręce”, która rozbudziła nastroje rewanżu, złego populizmu i wyniosła do władzy na długie lata Silvia Berlusconiego.

Szlachetna skądinąd idea walki z korupcją stała się w Brazylii, niestety, narzędziem brutalnej walki o władzę i o odebranie jej egalitarystom, którzy w ostatnich kilkunastu latach odmienili Brazylię nie do poznania. Na lepsze.

Dzisiejsze kłopoty gospodarcze, będące skutkiem zawirowań w światowej gospodarce (m.in. spadku popytu na soję i cen surowców), nie zmienią tego, że lata rządów Luli i Dilmy Rousseff należały do najlepszych w historii tego kraju. Czyżby tego właśnie odczucia większości obywateli obawiali się autorzy ataku na Lulę i egalitarny rząd?

W Ameryce Łacińskiej historie takie jak ta nie kończyły się zazwyczaj happy endem.

Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Społeczeństwo

Homofobusy jeżdżą po polskich miastach. Szokują i wykluczają

Homofobusy rozpowszechniają nieprawdziwe informacje na temat osób LGBT. To akcja Fundacji Pro-Prawo do Życia, która wbrew nazwie odmawia osobom nieheteroseksualnym prawa do wolnego od dyskryminacji życia w Polsce.

Agata Szczerbiak
17.07.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną