Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty w okazyjnej cenie!

Subskrybuj
Świat

Zgoda na klimat

Walka z globalnym ociepleniem na razie toczy się o 2 stopnie Celsjusza, ale to i tak za mało

. . Clint Spencer / Getty Images
Porozumienie klimatyczne podpisane, teraz czeka nas proces ratyfikacyjny. Poprzednie, choć podpisane przez USA, nigdy nie doczekało się ratyfikacji, co już na starcie pozbawiło je zębów. Jak będzie teraz?

Przedstawiciele ponad 160 państw uczestniczyli w piątek, 22 kwietnia, w uroczystości podpisania Porozumienia Paryskiego w sprawie ochrony klimatu. Porozumienie zostało wynegocjowane w Paryżu w grudniu ubiegłego roku podczas Szczytu Klimatycznego ONZ COP21. By złożyć podpis, do Nowego Jorku przyjechała również premier Polski Beata Szydło, choć to nie na nią z największą uwagą patrzyli komentatorzy – kluczowy dla powodzenia procesu klimatycznego był udział przedstawicieli Stanów Zjednoczonych i Chin, razem odpowiedzialnych za ponad 40 proc. emisji dwutlenku węgla.

Pozostaje proces ratyfikacyjny, który zawsze dostarcza emocji – wszyscy pamiętają, że poprzednie porozumienie klimatyczne, Protokół z Kioto, choć podpisany przez Stany Zjednoczone, nigdy nie doczekał się ratyfikacji, co już na starcie pozbawiło go zębów.

Sytuacja jednak zmieniła się istotnie. Kto obserwował grudniowe negocjacje w Paryżu i pamięta katastrofę, jaką zakończył się Szczyt w Kopenhadze w 2009 r., nie może mieć wątpliwości, że w ciągu niespełna dekady nastąpiły wręcz epokowe zmiany w postrzeganiu zagrożeń stwarzanych przez zmiany klimatu.

Przypomnijmy, to właśnie w 2009 r. miało być przyjęte nowe globalne porozumienie, ale nie udało się tego osiągnąć ze względu na opór państw rozwijających się, które nie chciały negocjować na warunkach określonych przez Zachód, który właśnie pogrążał się w kryzysie pozbawiającym go siły i wiarygodności. Na dodatek negocjacje otoczone były atmosferą skandalu, z Climate Gate jako głównym elementem prób podważenia rzetelności badań naukowych dotyczących klimatu.

W 2015 r. już mało kto kwestionuje ustalenia naukowców, martwią natomiast coraz bardziej niepokojące konkluzje. Wynika z nich, że niekorzystne zmiany następują szybciej, niż pierwotnie zakładano, i że pierwotny cel polityki klimatycznej, zatrzymanie wzrostu na poziomie 2 stopni Celsjusza w odniesieniu do okresu przedprzemysłowego, jest niewystarczający. Dążyć należy do 1,5 stopnia Celsjusza, co jest faktycznym celem Porozumienia Paryskiego. Pozostaje pytanie, czy cel ten uda się osiągnąć w realnym świecie?

Simon L. Lewis z University College of London komentujący znaczenie nowojorskiej ceremonii w tygodniku „Nature” zwraca uwagę, że o ile dysponujemy coraz lepszą wiedzą na temat samych zmian klimatu, to cierpimy na niedostatek wiedzy o skutkach tych zmian, zwłaszcza w krajach najuboższych. Istniejące publikacje pokazują, że wiedza odzwierciedla hierarchię i układ sił rzeczywistego świata i powstaje głównie na zamówienie uprzywilejowanych klas najbogatszych społeczeństw.

Tak więc choć zmiany klimatyczne mają zasięg globalny i dotyczą wszystkich, to jednak dystrybucja ich konsekwencji nie jest sprawiedliwa i staje się kolejnym mechanizmem wytwarzania i utrzymywania nierówności.

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Społeczeństwo

Spacerek pod lufą. Jak zwykli Polacy polują na myśliwych

Czy sprzeciw zwykłych obywateli może położyć kres polowaniom na zwierzęta? Sezon łowiecki właśnie się rozkręca.

Przemysław Ziemacki
03.10.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną