Serbia jest dziś dla Unii ważnym krajem, stracenie jej byłoby wielkim błędem
Nowy rząd Vuczicia będzie miał się z czym zmierzyć. Nawet z poparciem Brukseli to nie będzie zadanie łatwe.
.
John Hall/Twitter

.

Aleksander Vuczić chce rządzić samodzielnie, nie wchodząc w żadne koalicje.
Zoran Žestić/Wikipedia

Aleksander Vuczić chce rządzić samodzielnie, nie wchodząc w żadne koalicje.

Wybory parlamentarne w Serbii – już po raz drugi – odbyły się w połowie kadencji. To patent lidera Serbskiej Partii Postępu i premiera Aleksandra Vuczicia na przedłużenie rządzenia. Partia cieszy się poparciem, nie ma liczącego się rywala i postanowiła to zdyskontować.

Vuczić dopisał ideologię do faktów, ogłosił, że musi mieć poparcie społeczne w związku z negocjacjami z Brukselą, co będzie wymagać od Serbii zaangażowania sił i reform gospodarczych. Bez społecznego poparcia dla rządu ani rusz. Takie poparcie można zweryfikować jedynie poprzez wybory, a Vuczić chce rządzić samodzielnie, nie wchodząc w żadne koalicje.

Serbowie poparli ten plan, ugrupowanie Vuczicia zwyciężyło w wyborach, co oznacza, że pozostanie on premierem i zanosi się na samodzielne rządy. Jak zapowiedział, zamierza zakończyć negocjacje i wypełnić kryteria członkostwa do 2019 r. Chce wprowadzić Serbię do Europy, właśnie on i jego ugrupowanie. Na razie otwarto dwa pierwsze rozdziały negocjacji, jeden z nich dotyczy relacji Belgradu z Kosowem.

Vuczić z zajadłego nacjonalisty przeistoczył się w proeuropejskiego reformatora. Jego notowania na arenie międzynarodowej bardzo się poprawiły, gdy latem ubiegłego roku przez Serbię ruszyła fala migrantów, podążających z Grecji przez Macedonię (lub Bułgarię) na północ, do Niemiec i Szwecji. Belgrad robił co mógł, by im pomagać, choć był jedynie krajem tranzytowym. Gdy Węgrzy wybudowali płoty i praktyczne zamknęli granice z Serbią, Vuczić wyraził się o takich praktykach niepochlebnie, nazywając je nieeuropejskimi i przeciwstawiając zachowanie własnego kraju, który w Unii nie jest, lecz traktuje uchodźców bardziej po europejsku.

Serbia zaoferowała miejsca w ośrodkach, choć skorzystało z nich niewielu uchodźców, nikt też lub prawie nikt nie prosił o azyl i nie czekał na wypełnienie procedury. Jednak Serbia zatrudniła dodatkowych pracowników socjalnych, którzy pomagają identyfikować dzieci podróżujące bez opieki oraz pokrzywdzone rodziny. Utworzono miejsca dla matek karmiących. To w Preszevie i Belgradzie UNICEF utworzył dwa Miejsca Przyjazne Dzieciom, gdzie 50 dzieci jednocześnie może się bawić i uzyskać wsparcie psychologa.

Dziś Belgrad apeluje o pomoc finansową, bo choć bałkański szlak został zamknięty, spodziewa się nowej fali imigrantów wraz z nastaniem wiosny. Ograniczenia mogą nakręcić przemyt ludzi na Bałkanach, czego w Serbii dotychczas uniknięto.

Vuczić wiedział, że wszystko, co robi, spodoba się w Berlinie i że warto zabiegać o poparcie Angeli Merkel.

Ale wybory parlamentarne przyniosły też niemiłe niespodzianki. Na drugim miejscu, choć ze znacznie niższym poparciem, zameldowali się socjaliści, była partia Slobodana Miloszevicia. To właśnie socjaliści przysporzyli Serbii najwięcej dramatów i szkód w minionej epoce i są odpowiedzialni za katastrofę gospodarki.

Ale największym zaskoczeniem tych wyborów jest trzecie miejsce nacjonalistów Vojsłava Szeszelja, którzy znów znaleźli się w parlamencie. Niewątpliwa rolę odegrał wyrok, jaki zapadł przed miesiącem w Trybunale w Hadze, który uniewinnił Szeszelja od zarzutów zbrodni wojennych i uwolnił po dwunastu latach aresztu. To był wiatr w żagle. Oczywiście Szeszelj, jeden z najzdolniejszych kiedyś jugosłowiańskich prawników, sam własnymi rękoma pewnie nikogo nie zamordował. Ale to on był złym duchem, liderem nacjonalistycznego myślenia, co doprowadziło do krwawych i dramatycznych wojen.

Teraz Szeszelj triumfuje, ale jego obecność w parlamencie nie wróży niczego dobrego. Serbia już to przerabiała, zna jego popisy oratorskie, które prowadziły do destrukcji. Jak będzie teraz? To były przyjaciel polityczny Aleksandra Vuczicia, który pod jego skrzydłami rozwijał swe talenty.

Opozycja jest w defensywie. Demokratyczna Partia Serbii wejdzie wprawdzie do parlamentu, ale spisała się słabiutko, ledwie przekraczając próg. Nowa partia Dosta je bilo (Wystarczy) Saszy Radulovicia (b. ministra finansów w rządzie Vuczica) też powinna przekroczyć próg.

Na szczęście, sądząc ze wstępnych wyników, żadna z dwóch partii prorosyjskich w parlamencie się nie znajdzie.

Serbia jest dziś dla Unii ważnym krajem w samym środku Bałkanów ze względu na kryzys imigracyjny, ale także ze względu na wyścig z Rosją o wpływy w tej części kontynentu. Dziś wiadomo, że stracić Serbię byłoby wielkim błędem.

Rosja stała się partnerem Serbii z powodu wieloletnich sankcji nałożonych na Belgrad: cóż, życie nie zna pustki. Moskwa nigdy się do nich nie dołączyła, nie uznała niepodległości Kosowa. Belgrad natomiast nie przyłączył się do unijnych sankcji wobec Rosji po aneksji Krymu i wojnie w Donbasie. W przyjaznych relacjach pomogły prawosławie, cyrylica, a także historyczne związki. Bo Rosja wyzwoliła Serbię z tureckiej niewoli w XIX w. A tymczasem zdominowała serbski sektor paliwowy.

Dziś Kreml – choć nie przejawia euforii z powodu starań Belgradu o członkostwo w Unii – nie może tych ambicji zablokować. Premier Vuczić zapowiedział zresztą, że kontakty z Rosją i Chinami nie są w niczym zagrożone.

Serbię czeka trudny czas, ze względu na palącą konieczność przeprowadzenia reform gospodarczych. Dziś zmaga się z bezrobociem, zwłaszcza wśród młodych ludzi, niskimi płacami, deficytem budżetowym, brakiem inwestycji zagranicznych, dającymi miejsca pracy i napęd gospodarce. Ten kryzys może się stać nie do udźwignięcia. Wieś się wyludnia, nieruchomości tracą wartość, młodzi i wykształceni wciąż wyjeżdżają z kraju.

Nowy rząd Vuczicia będzie miał się z czym zmierzyć. Nawet z poparciem Brukseli to nie będzie zadanie łatwe.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną