Świat

Pamięć i pokuta

Ukraina chce upamiętnić ofiary konfliktów ukraińsko-polskich. Polska czekała na tę deklarację

Andriy Baranskyy / Flickr CC by 2.0
Przed kolejną rocznicą Wołynia ukraińscy politycy i duchowni apelują o pojednanie i wzywają do upamiętnienia ofiar przeszłości. Aby zło nigdy nie powróciło.
Marek Skorupski/Forum

„Zabijanie niewinnych nie ma usprawiedliwienia. Prosimy o wybaczenie za wyrządzone zbrodnie i krzywdy”. To bardzo ważna deklaracja. Dwaj byli prezydenci Ukrainy, Leonid Krawczuk i Wiktor Juszczenko, zwierzchnicy kościołów – prawosławnego, Patriarchatu Kijowskiego, Filaret i grekokatolickiego Światosław – oraz ukraińscy intelektualiści wystąpili z apelem o ustanowienie wspólnego dnia pamięci konfliktów ukraińsko-polskich. To apel w sprawie wzajemnego pojednania i wybaczenia, wystosowany w przededniu przypadającej za miesiąc 73. rocznicy zbrodni wołyńskiej. Sygnatariusze proszą Polaków i Ukraińców o powstrzymanie języka nienawiści i wrogości, jaki „może przyćmić przebaczenie i porozumienie”.

Na takie słowa Polacy czekali 73 lata. Ukraińcy nigdy nie przyznali: tak, mordowaliśmy Polaków na Wołyniu. Tak, z naszej ręki poniosło śmierć kilkadziesiąt tysięcy niewinnych cywilów, współobywateli II Rzeczypospolitej. Bo mordujący sąsiadów byli obywatelami Polski, choć byli oczywiście Ukraińcami. Próbowano zatrzeć w pamięci, wygumkować, wyrzucić te zdarzenia. Młodzi Ukraińcy w ogóle nie wiedzą nic o Wołyniu, są zdziwieni i zaskoczeni. Może coś tam rodzice czy dziadkowie opowiadali, ale to chyba nic ważnego.

W czasach sowieckich oczywiście o Wołyniu nie mówiono lub mówiono szeptem. Ale przez ćwierć wieku niepodległej Ukrainy nie mówiono o Wołyniu również. Nie mówiono szczerze i otwarcie. Nawet przeciwnie: stało się coś, co dla wielu Polaków jest niepojęte. Gloryfikowano UPA, Banderę, ukraińskich nacjonalistów. Stawiano im pomniki. Tu odnajdywano korzenie niepodległej Ukrainy, czczono jako mit założycielski. Na zachodniej Ukrainie wyrastały pomniki Bandery, Kłyma Sawura – jako ojców założycieli. To, co dla Ukraińców było patriotyzmem, bo OUN UPA walczyła o niepodległość, także przeciwko komunistom i Armii Czerwonej, dla Polaków było nacjonalizmem. Ukraińscy bohaterowie dla Polaków byli mordercami kobiet i dzieci. Od czasów niepodległości coraz bardziej rozmijało się spojrzenie Polaków i Ukraińców na Wołyń, na rzeź wołyńską.

Były próby porozumienia i pojednania, rozpoczęli je Aleksander Kwaśniewski i Leonid Kuczma. Ale było to skierowane do elit, społeczeństwo pozostało tam, gdzie było. Każdego roku z okazji rocznicy Wołynia następował zgrzyt, wszystko brzmiało nieszczerze i sztucznie. Gdzieś pod spodem czaiła się jeśli nie nienawiść, to złość i lęk.

Kilka tygodni temu szef ukraińskiego parlamentu Andrij Parubij zaapelował o powstrzymanie się od nienawistnych słów i gestów, bo te nie służą porozumieniu. A teraz apel byłych prezydentów i ukraińskich kościołów. „Prosimy o przebaczenie i tak samo przebaczamy zbrodnie i krzywdy wyrządzone nam” – napisali sygnatariusze. To ważne, Polacy również nie są bez winy i trzeba o tym mówić. Mówić i pamiętać. Choć nie da się postawić znaku równości, bo Wołyń to jest zbrodnia potworna. I nieporównywalna z żadną inna we wspólnej przeszłości.

Autorzy apelu chcą, żeby Polacy uznali, że OUN UPA to była „sprawiedliwa i godna szacunku walka o państwowość i niepodległość”. Tak przynajmniej rozumiem słowa zawarte w tekście. Obawiam się, że to może być pewna trudność, bo mordowanie niewinnych kobiet i dzieci, cywilnych obywateli nie jest nigdy godne szacunku. Można rozumieć, że chodziło o niepodległość, którą Polacy rozumieją jak mało który naród. Ale czy wszelkie metody są w tej walce dozwolone – to już sprawa dyskusyjna. Dziś też nie zgadzamy się na terroryzm, strzelanie w plecy i torturowanie niewinnych. To jest pytanie o człowieczeństwo. Tutaj możemy wrócić w dawne koleiny. Przebaczyć to nie znaczy zaakceptować. Ani zapomnieć.

Wołyń dzielił i dzieli nasze społeczeństwa. Poparcie dla Ukrainy w walce o lepsze jutro, wspieranie europejskich aspiracji, ramię w ramię przeciwko rosyjskiej agresji – to jedno. Jesteśmy razem, pokazaliśmy to również na arenie międzynarodowej, gdy Polska walczyła o sankcje wobec Moskwy po agresji na Krym i Donbas. Ale dramat Wołynia wyłazi zawsze, jak zły duch. Bez wzajemnego przebaczenia będzie trudno.

Z pewnością będą przeciwnicy wypowiedzianych słów: prosimy o przebaczenie i przebaczamy. Tak jak byli przeciwnicy słów: przebaczamy i prosimy o przebaczenie ze słynnego listu biskupów polskich do niemieckich. Wydawało się, że Auschwitz i Birkenau nie da się wybaczyć, ani spalonych miast, ani zamordowanych najbliższych, ani dramatu pokolenia naszych rodziców i dziadków. Palenia w piecach krematorium, mordowania w katowniach, przelanej krwi. Czy to się da wybaczyć?

A jednak ułożyliśmy stosunki z Niemcami, bo wspólnie tego chcieliśmy. Może uda się dokonać tego także w stosunkach z Ukrainą. Może wreszcie się uda.

Apelu nie podpisał prezydent Petro Poroszenko. Ani nikt z obecnych liderów politycznych. A bez nich porozumienie i wybaczenie nie wydaje się możliwe.

Reklama

Czytaj także

Kultura

Wojciech Marczewski o wolności od kina

Moje pokolenie nie sprawdziło się. To, co zaproponowało, jest odrzucane – mówi reżyser filmowy Wojciech Marczewski w przeddzień swojej retrospektywy na łódzkim festiwalu Transatlantyk.

Janusz Wróblewski
07.07.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną