Świat

Stawką nie tylko Biały Dom

Ameryka wybiera nie tylko prezydenta. O czym jeszcze zdecydują wyborcy – na przykładzie Kalifornii

Amerykanie będą wybierać nie tylko prezydenta Amerykanie będą wybierać nie tylko prezydenta frankieleon / Flickr CC by 2.0
8 listopada Amerykanie będą wybierać prezydenta, całą Izbę Reprezentantów i 34 senatorów. W wielu stanach, a także na szczeblu gmin, rozstrzygnie się batalia o lokalne inicjatywy ustawodawcze.
Kampania zwolenników legalizacji marihuany w celach leczniczychStephen Melkisethian/Flickr CC by 2.0 Kampania zwolenników legalizacji marihuany w celach leczniczych
Kampania Demokratówtorbakhopper/Flickr CC by 2.0 Kampania Demokratów
Kampania RepublikanówMichael Candelori/Flickr CC by 2.0 Kampania Republikanów

W Massachusetts, Maine, Arizonie, Nevadzie i Kalifornii na tapecie jest legalizacja używania marihuany rekreacyjnie, a nie tylko w celach leczniczych. Takie prawo obowiązuje już w Kolorado, Oregonie, stanie Waszyngton i na Alasce oraz w stolicy. Jeśli Kalifornia zagłosuje „tak”, to w ciągu czterech lat rynek marihuany wzrośnie z 7 miliardów dolarów do 22 miliardów.

Zwolennicy mówią: ludzie umierają każdego dnia z powodu alkoholu, a nikt nie umiera z powodu trawki. Przeciwnicy ostrzegają, że wciąż mało wiemy o długofalowych skutkach, i cytują raport opublikowany w „Journal of Clinical Psychiatry”, wedle którego w przypadku cotygodniowego użytkowania marihuany ryzyko uzależnienia jest nieco większe niż w przypadku alkoholu, choć znacznie niższe niż w przypadku nikotyny. Władze stanowe nęci perspektywa wpływów podatkowych, zaś drobnych hodowców przeraża wizja konkurencji z wielkimi producentami.

Największe pieniądze w Kalifornii angażuje propozycja wymierzona w zahamowanie galopującej zwyżki cen lekarstw. Gdyby przeszła, programy stanowe, obejmujące cały sektor publiczny, płaciłyby za leki nie więcej niż federalne ministerstwo do spraw weteranów, które ostro negocjuje z producentami, a może, gdyż pod swą opieką ma 9 milionów ludzi. Inicjatywa wyszła od fundacji walki z AIDS. Zwolennicy zainwestowali w nią 17 milionów. Ale największe firmy farmaceutyczne wydały 109 milionów, aby propozycję utopić.

Kalifornia zagłosuje ws. kary śmierci

Dwie kalifornijskie propozycje dotyczą kary śmierci, przywróconej w tym stanie wolą wyborców w 1978 roku – jedna postuluje, aby ją zlikwidować, a druga, aby przyspieszyć egzekucje przez likwidację wielu procedur odwoławczych. Wykonano tylko 13 wyroków, zaś blisko 750 skazanych czeka. W 2006 roku sędzia federalny uznał stosowany uśmiercający zastrzyk – czasem działał, czasem nie – za nieludzką procedurę.

Propozycja likwidacji kary śmierci przewiduje, że wszystkim oczekującym egzekucji karę zamienia się na bezwarunkowe dożywocie i że skazani mordercy muszą pracować w więzieniu, a 60 proc. ich zarobków trafia do rodzin ofiar.

Zwolennicy kary śmierci proponują skrócenie procedur apelacji, między innymi nakładając na adwokatów obowiązek przyjęcia obrony skazanego na śmierć. Dziś trudno znaleźć obrońców, bo to zwykle mało intratne zajęcie, jako że większość skazańców to ludzie ubodzy. Oponenci twierdzą, że skrócenie apelacji zwiększy ryzyko pozbawienia życia człowieka niewinnego. Jeśli obie propozycje przejdą, w życie wejdzie ta, która uzyska więcej głosów.

Inna propozycja z zakresu więziennictwa dotyczy rehabilitacji. Blisko 40 lat temu gubernator Jerry Brown, w roli twardego szeryfa, podpisał prawo eliminujące możliwość skrócenia kary za dobre sprawowanie. Dziś tenże Jerry Brown, znów w roli gubernatora, przyznaje, że popełnił wówczas błąd, że ludzie się zmieniają za kratkami i że trzeba ich nagradzać za dobre sprawowanie.

Gubernator szuka sposobów zmniejszenia tłoku w kalifornijskich więzieniach, które już dziś nie spełniają federalnych standardów i grożą zdrowiu więźniów.

Przeciwko tej propozycji występuje wielu prokuratorów i organizacje policyjne, ostrzegając, że oznacza ona hurtowe wypuszczenie na wolność groźnych przestępców. Propozycję wspiera milionem dolarów Mark Zuckerberg, twórca Facebooka. 600 tys. dolarów dorzuca Laureen Powell Jobs, wdowa po Stevie Jobsie. Miliarder Tom Steyer, zarządzający funduszami inwestycyjnymi filantrop, dodał swoje 1,75 miliona.

Kalifornijski przemysł pornograficzny też ucierpi

18 lat temu wyborcy nakazali szkołom nauczać wyłącznie po angielsku. To był czas obaw, że nowa fala imigrantów nie poradzi sobie, jeśli nie narzuci im się nauki angielskiego. Nowa propozycja likwiduje ten mandat i wprowadza możliwość dwujęzycznej nauki. Szacuje się, że 2 miliony dzieci w Kalifornii w domu posługuje się językiem innym niż angielski. Dominuje wśród nich hiszpański, ale rośnie liczba mówiących po wietnamsku i w tagalskim. Mnożą się głosy, że używanie dwóch języki służy zdrowiu, m.in. zmniejszając skłonność do zachorowania na chorobę Alzheimera.

Krytycy niektórych propozycji mówią, że są one zbyt szczegółowe, że od czego są legislatorzy, przez naród wybierani i opłacani, skoro tak często odwołują się do wyborców i zarzucają ich detalami.

Przykład to propozycja dotycząca filmów pornograficznych. Teoretycznie prawo już dziś nakazuje aktorom używanie prezerwatyw, bo powiada, że zatrudnieni powinni być chronieni przed kontaktem z potencjalnie szkodliwymi wydzielinami ciała, takimi jak krew czy sperma. Producenci pornosów zwykle te regulacje ignorują. Dziś pada propozycja bardzo precyzyjnego języka: jeśli na filmie nie widać, że aktor nałożył kondom, to każdy rezydent Kalifornii może podać do sądu studio i dystrybutora.

Większość filmów pornograficznych na świecie powstaje w Kalifornii. Producenci są przeciwko propozycji. Uważają, że obowiązek nakładania gumki zabije biznes albo zepchnie go do podziemia. Jeśli propozycja przejdzie, będzie to kolejny raj dla prawników.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Ja My Oni

Schematy z rodzinnego domu

Małżeństwo: jak odgrywamy w nim role wyuczone jeszcze w dzieciństwie.

Agnieszka Paczkowska
04.08.2015
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną