Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 9,90 zł!

Subskrybuj
Świat

Gorący kartofel

Obama wysyła Rosji czytelny sygnał: Widzimy was

Prezydent Obama postanowił nałożyć sankcje na Rosję z powodu prób wpływania na wynik tegorocznych wyborów prezydenckich w USA. Prezydent Obama postanowił nałożyć sankcje na Rosję z powodu prób wpływania na wynik tegorocznych wyborów prezydenckich w USA. Day Donaldson / Flickr CC by 2.0
To nie jest jakaś groteskowa „zimna wojenka”, tylko ostrzeżenie przed realnym zagrożeniem.

Odchodzący z urzędu prezydent Obama postanowił nałożyć sankcje na Rosję z powodu prób wpływania na wynik tegorocznych wyborów prezydenckich w USA. To słuszna decyzja, choć następca Obamy, prorosyjski prezydent Trump, sankcje prędzej czy później zniesie.

Szanujący się demokratyczny rząd nie może tolerować manipulacji wyborczych podejmowanych z zewnątrz. Państwa, które nie reaguje na takie próby w tak podstawowej sprawie jak wybory, nie będzie się traktowało poważnie na arenie międzynarodowej. Rozumieją to amerykańscy Demokraci i niektórzy Republikanie, w tym były kandydat na prezydenta senator John McCain.

Rosja wpływa na wybory również w innych państwach

Rozumieją to demokracje europejskie, które szykują się do swoich wyborów: Francja (prezydenckie) i Niemcy (parlamentarne). Trwa w nich już debata, jak zabezpieczyć się przed rosyjskimi hakerami, którzy na rozkaz Kremla próbowaliby wpłynąć na wynik wyborów w dwu najważniejszych państwach Unii Europejskiej. Że tak może być, potwierdzają nie tylko ustalenia amerykańskich służb wywiadowczych. Ze swej strony potwierdza to także środowisko wywiadu brytyjskiego.

Powszechnie wiadomo, że Rosjanie finansują od lat europejską skrajną prawicę, w tym francuski Front Narodowy i jego kandydatkę na prezydenta Marine Le Pen. A przegrana chadecji Angeli Merkel też by ucieszyła strategów Kremla planujących „miękki” podbój Europy drogą antyunjnej propagandy i ingerencji w politykę państw UE.

Obama stawia Trumpa w trudnej sytuacji

Obama wysłał więc czytelny sygnał: widzimy was, wiemy, co robicie i do czego zmierzacie, i nie ma na to naszej zgody. Decyzja odchodzącego prezydenta służy nie tylko obronie demokracji amerykańskiej, lecz także demokracji w całym świecie zachodnim. To nie jest jakaś groteskowa „zimna wojenka”, tylko ostrzeżenie przed realnym zagrożeniem.

Obama postawił Trumpa, który za trzy tygodnie obejmie władzę w USA, w trudnej politycznie sytuacji. Wielu Amerykanów nie życzy sobie „resetu” w stosunkach z Rosją. Nie chcą mieć za prezydenta amerykańskiego odpowiednika Janukowycza. Ta część amerykańskiej opinii publicznej będzie oczekiwała kontynuacji sankcji nałożonych przez Obamę. Prezydent Trump dostał więc na inaugurację gorący kartofel, którego nie ma komu podrzucić.

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Rynek

Apartamentowce na skażonej ziemi. Ludzie chcą tu mieszkać, a nie powinni

Jak to możliwe, że na skażonych gruntach powstają budynki mieszkalne?

Ryszarda Socha
22.06.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną