W Unii nie ma sporu o wpisanie do deklaracji naszych priorytetów. Po co tworzyć atmosferę walki?

Burza premier Szydło
Premier Szydło straszy, że jeśli w Deklaracji Rzymskiej nie znajdą się ważne dla naszego kraju postulaty, to Polska tej deklaracji nie podpisze.
Premier Szydło straszy, że jeśli w Deklaracji Rzymskiej nie znajdą się ważne dla naszego kraju postulaty, to Polska tej deklaracji nie podpisze.
P. Tracz/Kancelaria Prezesa RM

Premier Szydło straszy, że jeśli w Deklaracji Rzymskiej nie znajdą się ważne dla naszego kraju postulaty, to Polska tej deklaracji nie podpisze.

Liderzy 28 krajów Unii Europejskiej mają spotkać się w sobotę w Rzymie, aby tam podpisać nową Deklarację Rzymską. Uroczystość będzie uwieńczeniem trwających już od kilku dni obchodów 60-lecia podpisania Traktatów Rzymskich. A deklaracja ma podkreślać osiągnięcia Unii, jej gotowość do sprostania aktualnym wyzwaniom i chęć zachowania jedności. 

Przy czym na trzy dni przed uroczystością pani premier ogłasza w telewizyjnym wywiadzie, że w Deklaracji Rzymskiej muszą się też znaleźć polskie postulaty, które ona konsultowała z prezesem Kaczyńskim i z prezydentem Dudą. Pani premier zapewnia, że wcześniej była już o tych postulatach mowa i teraz jeśli okaże się, że one nie znajdą się w treści Deklaracji Rzymskiej, dokument w sobotę w ogóle nie będzie przyjęty, bo polska delegacja go nie podpisze.

Jakich postulatów domaga się premier Szydło?

Te cztery postulaty to zapisy o jedności Unii Europejskiej, obronie ścisłej współpracy z NATO, wzmocnieniu roli parlamentów narodowych i o zasadach wspólnego rynku, które mają łączyć, a nie dzielić. Czyli nic bardzo kontrowersyjnego ani rewolucyjnego. I można było każdy z tych postulatów na etapie negocjacji, które w przypadku Unii zawsze trwają do upadłego, spokojnie do końcowego dokumentu wpisać. Przedstawiciele polskiego rządu mieli czas, żeby w ramach normalnych unijnych procedur przygotowania dokumentów poddać pod dyskusje nasze priorytety i domagać się uwzględnienia ich w Deklaracji.

W sobotę w Rzymie nie będzie już dyskusji, będzie tylko uroczystość. Dyskusja na temat kształtu i treści Deklaracji już była. Oczywiście pani premier może, tak jak ostrzega, nie podpisać końcowego dokumentu, ale wetowanie deklaracji, która nie ma żadnej wiążącej mocy prawnej, jest już działaniem zupełnie pozbawionym sensu. To jest dokument okolicznościowy, ważny, ale okolicznościowy.

Nie wiadomo też, co miałoby być konsekwencją niezłożenia przez panią premier podpisu. Może okazać się, że Deklaracji Rzymskiej w takim razie nie będzie, bo tego typu dokumenty podejmowane są jednomyślnie. Może się jednak też zdarzyć, że pozostałe państwa zdecydują się podpisać ten dokument bez Polski. Dzisiaj nikt nie wie na sto procent, co wydarzy się w sobotę w Rzymie, bo nigdy nie było podobnej sytuacji. Nie ma precedensu, więc nie ma też gotowej odpowiedzi.

Dlatego dzisiaj zachowanie pani premier to burza w szklance wody i puszenie się. Kolejny raz działania rządu są skrojone pod krajową publiczność i pokazanie, jak bardzo w Brukseli się z nami liczą. Rząd przyjmuje postawę konfrontacyjną i pokazuje, że albo będzie tak, jak mówimy, albo staniemy okoniem, zawetujemy, zatrzymamy Unię i nikt nie pójdzie dalej.

Były minister ds. europejskich Rafał Trzaskowski twierdzi nawet, że „prawdopodobnie wszystko już jest dawno uzgodnione i pani premier robi to tylko po to, żeby udawać, że z Rzymu przywiozła wielki sukces, ponieważ kilka ogólnych – i skądinąd słusznych – postulatów, dzięki twardemu stanowisku naszego rządu, jednak w Deklaracji Rzymskiej się znalazło”.

Nie ma w Unii sporu o wpisanie do deklaracji naszych priorytetów. Po co więc tworzyć atmosferę walki i osłabiać w ten sposób naszą pozycję? Po co budować nasz wizerunek jako głównego hamulcowego Unii? Lepiej tę stanowczość i chęć walki wykorzystać przy lepszej okazji.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną