Świat

Tak, wy też ucierpicie. Bałagan po Brexicie wszyscy będziemy sprzątać przez lata

Skutki Brexitu okażą się potężne, bałagan będziemy sprzątać przez lata. Skutki Brexitu okażą się potężne, bałagan będziemy sprzątać przez lata. Joshua K. Jackson / Unsplash
Bankructwo, zrujnowane szpitale i przepełnione więzienia: Brexit będzie odczuwalny w całej Europie. Jak dotąd nikt nie bierze za to odpowiedzialności.

Stało się. Wielka Brytania uruchomiła artykuł 50. Traktatu Lizbońskiego, a więc opuści Unię Europejską. Nie zlekceważcie tego faktu – to naprawdę nie jest wiadomość z kategorii fake news, ale autentyczne, historyczne wydarzenie, które drastycznie zmieni sytuację nie tylko Europy jako całości, ale też dotknie bezpośrednio was wszystkich. Rozpad europejskiej jedności postępuje w błyskawicznym tempie i z pewnością przyniesie wiele strat.

Możecie jeszcze tego nie odczuwać, ale życie stanie się dużo cięższe, i to na bardzo długi czas. Otrzymujemy cios, który pod wieloma względami można nazwać samobójczym – a wszystko przez nieudolność politycznych rzemieślników po obu stronach kanału La Manche. Najgorsze jest to, że nie musieliśmy tak skończyć. To wielka ironia tego trudnego położenia.

Brexit nikogo nie oszczędzi

Na Brexit patrzę jako akademik oraz obywatel. Z punktu widzenia akademika sytuacja wygląda całkiem nieźle – Brexit jest fascynującym przypadkiem do badań, co z pewnością przełoży się na poszerzenie grona odbiorców moich prac. Z drugiej jednak strony, jako obywatel czuję się głęboko nieszczęśliwy. Dorastałem na Śląsku, za Żelazną Kurtyną, a Europa bez granic była moim wielkim marzeniem. Obecnie obraca się ono w gruzy. Nie chcę oglądać następnych murów, błagać oficerów imigracyjnych o wizę ani ubiegać się o pozwolenie na pracę w Europie, którą uważam za swój dom.

Mimo że od wielu lat pracuję i płacę podatki w Wielkiej Brytanii, to wciąż jestem Polakiem, mam też holenderski paszport i dom we Włoszech. Moja rodzina jest rozproszona po wielu krajach, podobnie jak moja przyszła emerytura. Dostęp do obu będzie dla mnie znacznie utrudniony po Brexicie. Zastanawiam się, czy jakikolwiek urzędnik będzie w stanie pomóc mi uporać się z osobistymi problemami, które wydają się nieuniknione.

Możecie sądzić, że Brexit dotknie wyłącznie takich „nomadów” jak ja, oszczędzając was – „osadników”. W końcu nie planujecie żadnych wakacji w deszczowej Brytanii, więc czym tu się martwić? Pozbądźcie się złudzeń – Brexit będzie bolesnym rozwodem, a konsekwencje dotkną nas wszystkich. To nie takie proste unieważnić dorobek 20 tysięcy unijnych ustaw i regulacji. Co gorsza, po obu stronach negocjacyjnego stołu znajdą się zawodnicy gotowi postawić weto, a pod presją mediów prędzej będą się kierować emocjami niż racjonalnym myśleniem i zyskiem ekonomicznym.

Amerykanie nic tutaj nie poradzą

Tym razem nie pomoże nam również Wujek Sam – dotąd zawsze pilnujący, byśmy nie postradali zmysłów. Prędzej dostarczy nam kolejnych problemów za sprawą Wujka Trumpa. Jakby tego było mało, Brexit spowoduje kolejne podziały wewnątrz samej Unii. Już teraz Wielka Brytania usilnie stara się przekupić Polskę oraz Węgry i przeciągnąć je na swoją stronę. Szkocja żąda tymczasem kolejnego referendum niepodległościowego. Nie zdziwię się, jeśli przez Brexit rozpadnie się zarówno Unia Europejska, jak i Wielka Brytania.

Pomysł, że Brexit może skończyć się dobrze dla Unii Europejskiej, jest czystym absurdem. „W końcu będziemy w stanie stworzyć prawdziwie europejski system obrony” – powiedział mi szeptem pewien włoski dyplomata. Jasne, zwłaszcza po tym, jak stracimy jedną z dwóch poważnych europejskich armii. Nowe budynki w Brukseli nie liczą się do systemu obrony. Z kim mamy teraz stworzyć kontynentalną armię? Z Czechami czy może z Belgami?

Nie sądzę też, że opuszczenie wspólnego rynku przez neoliberalną Wielką Brytanię doprowadzi do ściślejszych regulacji rynków finansowych. Już teraz włoski rząd stara się oczarować brytyjskich miliarderów i namówić ich do przeniesienia się do Włoch w zamian za ulgi podatkowe. Inne kraje zapewne zaczną wkrótce robić to samo. Ten ekonomiczny wyścig z pewnością prowadzi na dno, nie na szczyt.

Posprzątanie tego bałaganu potrwa lata

Będziemy świadkami powstawania nowych kruczków prawnych, prekariatu i protekcjonizmu. Kraje czeka bankructwo, szpitale będą zrujnowane, więzienia przepełnione, autostrady podziurawione, będą walić się mosty. Jak to zwykle bywa, ciężar zmian nie zostanie rozłożony równomiernie, powodując kolejne konflikty pomiędzy krajami i wewnątrz nich. Posprzątanie tego bałaganu zajmie wiele lat.

Byłbym większym optymistą, gdyby Brexit dotyczył tylko Unii Europejskiej. Unia radzi sobie jednak dużo słabiej niż kiedyś, a jej znaczenie zmalało w porównaniu do sytuacji sprzed dwóch dekad. Brexit jest kolejną z wielu politycznych inicjatyw, jakie są stale podejmowane od 1989 r. w celu zniszczenia wspólnej narracji, europejskich instytucji i ogólnego porządku. Pod ostrzałem są już nie tylko integracja europejska i wolny handel, ale też prawo do migracji i idea społeczeństw multikulturalnych, „prawdy” historyczne i polityczna poprawność, partie centrowe i mainstreamowe media oraz powszechna tolerancja i wolność wyznania.

W skrócie: pod znakiem zapytania stoi przyszłość nie tylko Unii Europejskiej, ale też liberalnego, otwartego społeczeństwa.

Byłbym większym optymistą, gdyby Brexit mógł dać większe prawo głosu zwykłym obywatelom. Polityczni zwolennicy Brexitu obiecali przenieść ośrodek władzy z Brukseli z powrotem do Londynu, ale od czasu, gdy wyniki brytyjskiego referendum stały się faktem, usilnie starają się pozbawić Westminster jakiegokolwiek wpływu na wynik negocjacji w sprawie Brexitu. Bądźmy szczerzy: przeciętni Europejczycy nie będą mieli żadnych szans, by wypowiedzieć swoje zdanie. Partyjne elity będą się ze sobą spierały u szczytu negocjacyjnego stołu, a zwykłym ludziom pozostanie tylko pogodzić się z konsekwencjami.

Byłbym większym optymistą, gdyby Brexit doprowadził europejskich polityków do autorefleksji i zachęcił ich do wprowadzenia ożywczych reform. Jak dotąd jednak nikt nie potrafi się zdobyć nawet na to, żeby wziąć odpowiedzialność za powstający bałagan. Politycy po obu stronach kanału La Manche wytykają się wzajemnie palcami: londyńczycy winią Unię, a Bruksela wini zdradziecki Albion. Mądre powiedzenie mówi jednak: do tanga trzeba dwojga.

Wielka Brytania i Unia Europejska będą musiały nauczyć się żyć w swoim sąsiedztwie, jednak na razie wszelkie deklaracje kończą się na słowach. Czuję się w tej sytuacji jak dziecko, które jest targane jak przedmiot zagadkowego, prawnego rozwodu pomiędzy wściekłymi rodzicami. W dodatku bez prawa głosu ani odrobiny uwagi. A Wy?

Tekst Jana Zielonki ukazał się na łamach tygodnika „Die Zeit”. Tłum. Julian Sobiech.

Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Ja My Oni

Jak komunikować swoje potrzeby

Jak wyrazić swoje potrzeby, aby inni je uwzględniali.

Anna Dąbrowska, Anna Dobrowolska
06.02.2018
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną