Świat

Czy USA zaatakują Koreę Północną? Decyzja należy do Trumpa, a on jest nieobliczalny

W całej układance najbardziej zagadkowym elementem pozostaje labilność Trumpa. W całej układance najbardziej zagadkowym elementem pozostaje labilność Trumpa. Yuri Gripas / Forum
Amerykańska odpowiedź na północnokoreańską próbę czy test, np. atak rakietowy, z bardzo wysokim prawdopodobieństwem sprowokuje Koreę Północną do odpowiedzi.

Wojna na Półwyspie Koreańskim może się rozpocząć w każdej chwili – przestrzega chiński minister spraw zagranicznych. To – daje do zrozumienia minister – wina prezydenta USA Donalda Trumpa, który upatrzył sobie Koreę Północną na problem czekający na pilne rozwiązanie.

Trumpowi nie chodzi chyba o rychłe zakończenie niedoli poddanych dynastii Kimów i np. zjednoczenie Półwyspu, prędzej o likwidację ich arsenału jądrowo-rakietowego i utarcie nosa Chinom, tradycyjnie protektora komunistycznej satrapii, uznawanego przez Trumpa za głównego rywala Ameryki.

Naciski amerykańskiego prezydenta – „Koreą Północną trzeba się zająć, jeśli Chiny nie będą chciały pomóc, USA poradzą sobie same” – przynoszą pewne efekty. Chiński przywódca Xi Jinping, najpierw w zeszłym tygodniu na Florydzie, a teraz przez telefon, mityguje Trumpa. Namawia, by odstąpić od ataku na Kim Dzong Una, ale jednocześnie Chiny podkręcają nałożone na swego pupila sankcje. I straszą go, by powstrzymał się przed uczczeniem przypadających na 15 kwietnia 105. urodzin Kim Ir Sena kolejną próbą broni jądrowej lub testem rakiet.

Przy czym to gra pozorów: Chiny wielokrotnie gniewnie groziły Kimom palcem, by później znów ich sponsorować. Niemniej Kim Dzong Un wie, że smycz gdzieś się tam kończy i musi się pilnować. Jeśli będzie się za mocno szarpał, to chińscy sekretarze założą mu jeszcze kolczatkę.

Czy Ameryka zaatakuje Koreę?

Sytuacja na Półwyspie Koreańskim jest niezmiennie skomplikowana, ale mniej więcej raz na dekadę komplikuje się jeszcze bardziej. Tak jest teraz. Zazwyczaj to Kimowie straszą atakiem na USA, jednak tej wiosny to Ameryka wyjątkowo głośno rozważa podjęcie kroków militarnych. Podobny problem stał, jeszcze za życia Kim Ir Sena, przed Billem Clintonem w 1994 r., gdy Koreańczycy szykowali bombę i przed George’em W. Bushem w 2006 r., już za czasów Kim Dzong Ila, przy pierwszej próbie jądrowej. Do trzech razy sztuka?

W całej układance najbardziej zagadkowym elementem pozostaje labilność Trumpa. Do niego należy decyzja, a jest nieobliczalny. Choć mniej więcej wiadomo, co suflują mu wywiad i doradcy specjalizujący się w sprawach koreańskich.

Amerykańska odpowiedź na północnokoreańską próbę czy test, np. atak rakietowy (jak ostatnio na lotnisko w Syrii) lub nalot na jakikolwiek cel, z bardzo wysokim prawdopodobieństwem sprowokuje Koreę Północną do odpowiedzi.

Nie wahała się wcześniej strzelać do sąsiada z południa, w zasięgu konwencjonalnej artylerii są przedmieścia stołecznego Seulu i miejsca stacjonowania żołnierzy amerykańskich. W 1994 r. Clinton ustąpił, gdy policzono, że w wyniku takiego rewanżu w Korei Południowej może zginąć milion osób.

Mocarstwa się bawią

To pokazuje wysokość stawki zabaw imperiów. Z jednej strony USA i Chiny obsikują swoje rewiry, obserwacja ich zmagań jest nawet wciągająca, ale przecież nie prowadzą rozgrywki na wirtualnej planszy. Chiny mają za nic standardy życia w Korei Północnej, a Trump ignoruje, że Korea Południowa, czyli kraj wystawiony w przypadku jakiegokolwiek zadrażnienia na pierwszą linię ognia, właśnie podnosi się z największego kryzysu swojej młodej demokracji i będzie już 9 maja wybierać prezydenta.

Faworytem pozostaje liberał z obozu tradycyjnie opowiadającego się za gołębią polityką wobec kuzynów zza 38. równoleżnika.

Na razie obowiązują podstawowe prawdy o konstrukcji regionu, podszyte zimnym wyrachowaniem mocarstw: Korea Północna jest chińskim buforem przed stacjonującymi w Korei Południowej i Japonii Amerykanami, dlatego też sprzyja jej Rosja; Chiny boją się załamania Kimów, bo wtedy ruszy do nich fala imigrantów; tego obawia też się Korea Południowa. Jednocześnie nikt w okolicy nie pali się do popierania zjednoczenia Półwyspu, bo duża Korea będzie miała broń masowego rażenia itd.

Niestety nie widać sposobu na przetasowanie tych założeń bez spowodowania jakiejś katastrofy.

Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Społeczeństwo

Homofobusy jeżdżą po polskich miastach. Szokują i wykluczają

Homofobusy rozpowszechniają nieprawdziwe informacje na temat osób LGBT. To akcja Fundacji Pro-Prawo do Życia, która wbrew nazwie odmawia osobom nieheteroseksualnym prawa do wolnego od dyskryminacji życia w Polsce.

Agata Szczerbiak
17.07.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną