Yogi Adityanath: hinduski guru ekstremistów

Kapłan zlęknionych
Ekstremistyczny duchowny Yogi Adityanath, przy pełnym poparciu władz indyjskich, buduje naród hinduski, w którym nie ma miejsca dla muzułmanów.
Znany z ekstremistycznych poglądów, podżegający do zamieszek i nienawiści Yogi Adityanath jest spełnieniem najgorszych przeczuć indyjskiej mniejszości muzułmańskiej.
Jitendra Prakash/Reuters/Forum

Znany z ekstremistycznych poglądów, podżegający do zamieszek i nienawiści Yogi Adityanath jest spełnieniem najgorszych przeczuć indyjskiej mniejszości muzułmańskiej.

Dziejom Indii – wielkiej, słabo znanej, fascynującej cywilizacji – poświęcamy najnowszy „Pomocnik Historyczny”. W sprzedaży od 28 czerwca. Gorąco zapraszamy do lektury!
Polityka

Dziejom Indii – wielkiej, słabo znanej, fascynującej cywilizacji – poświęcamy najnowszy „Pomocnik Historyczny”. W sprzedaży od 28 czerwca. Gorąco zapraszamy do lektury!

Muhamad Ikhlaq żył z rodziną w mieście Noida, w północnym Uttar Pradesz. To najludniejszy stan Indii – ma ponad 200 mln mieszkańców. I co piąty z nich jest muzułmaninem. Tak jak Ikhlaq, który we wrześniu 2015 r. został zlinczowany przez tłum hindusów – wpadli do jego domu z pałkami i cegłami. Chwilę wcześniej z głośników w nieodległej hinduistycznej świątyni rozległo się wezwanie bramina do ukarania Ikhlaqa za rzekome zabicie ukradzionego cielaka. 52-letni mężczyzna zmarł. Aresztowano kilkunastu podejrzanych, ale równolegle wszczęto postępowanie przeciw rodzinie Ikhlaqa. Krewnych oskarżono o sprawianie mięsa z krowy, która dla wyznawców hinduizmu jest zwierzęciem o niemal boskim statusie, a jej ubój i przetwórstwo są ściśle regulowane. Z domu pobrano próbkę mięsa, które okazało się baraniną.

Postępowanie trwa, oskarżeni zostali także bramin wzywający do ataku oraz lokalny lider Indyjskiej Partii Ludowej (BJP), największego prawicowego ugrupowania, które od 2014 r. rządzi Indiami. Ważniejsze niż wyrok sądu dla społeczności Uttar Pradesz były jednak słowa Yogiego Adityanatha, lokalnego duchownego. To on zażądał oskarżenia rodziny Ikhlaqa, wezwał też do uwolnienia oskarżonych o morderstwo. 44-letniego kapłana otacza uwielbienie zarezerwowane dla najbardziej wpływowych guru i idoli religijnych, silniejsze niż jakiekolwiek sympatie polityczne. Yogi Adityanath ma nie zwolenników, lecz wiernych. A także prywatną armię. I wkroczył na sam środek sceny politycznej Indii.

W dwa lata po zabójstwie Ikhlaqa, w marcu tego roku, Adityanath został premierem Uttar Pradesz. Podlegający mu delegaci są kluczową, bo wyjątkowo liczną, grupą w parlamencie Indii. A to czyni Yogiego trzecią najbardziej wpływową osobą w państwie, tuż po premierze Narendrze Modim oraz przewodniczącym rządzącej partii – Amicie Shahu. Przesunięcie radykalnego duchownego z politycznego marginesu do głównego nurtu oznacza, że Indyjska Partia Ludowa właśnie odsłoniła drugą (a zdaniem wielu prawdziwą) twarz: radykalną, zideologizowaną i paramilitarną. Dla wszystkich, którzy wierzyli w umiarkowany wizerunek prawicy reprezentowanej przez premiera Modiego, nagły awans Yogiego musi być zaskoczeniem.

Znany z ekstremistycznych poglądów, podżegający do zamieszek i nienawiści świątynny lider jest spełnieniem najgorszych przeczuć indyjskiej mniejszości muzułmańskiej stanowiącej 14 proc. społeczeństwa. Niechęć wobec wyznawców Allaha oraz ideologia hinduskości mogą stać się w najbliższych latach motywami przewodnimi indyjskiej polityki. Cel jest pragmatyczny – bezapelacyjne zwycięstwo BJP w wyborach parlamentarnych w 2019 r. Do tego potrzeba konsolidacji głosów wszystkich wyznawców hinduizmu, od lat głęboko podzielonych różnicami kastowymi i rozdrabniającymi swe poparcie na mniejsze partie. I to właśnie jest zadanie Yogiego Adityanatha – spełnić tlące się od stulecia marzenie nacjonalistycznej prawicy i powołać do życia naród hinduski.

1.

Yogi jak nikt potrafi rozpalać konflikty i mobilizować młody, ubogi elektorat. Pozostałby tylko jednym z setek guru stojących na czele lokalnych imperiów religijnych, gdyby nie kontrowersyjne wypowiedzi. W Narodowym Dniu Jogi mówił na przykład, że ci, którzy nie wypełniają porannego rytuału powitania słońca, powinni się utopić w oceanie. Po ataku na indyjską bazę lotniczą na granicy z Pakistanem oznajmił: „To pokazuje, że nawet szatan może się zmienić na lepsze, ale Pakistan – nie”. Najbardziej uwielbianego bollywoodzkiego idola – Shah Rukh Khana, muzułmanina ożenionego z hinduską, przyrównał do szefa terrorystycznej organizacji Lashkar e-Taiba odpowiedzialnej m.in. za zamachy w Bombaju w 2008 r.

Yogi podgrzewa mit o tzw. dżihadzie miłości, czyli rzekomych porwaniach hinduskich dziewcząt i przymuszaniu ich do przyjmowania islamu oraz małżeństw z muzułmanami. Legendy o takim zorganizowanym procederze krążą w Indiach od lat, dowodów nie ma. Są natomiast akcje odwetowe, do których Yogi nakłania, mówiąc m.in. „Za każdą hinduskę weźmiemy 10 muzułmanek”. Podczas jednego z wystąpień dzielił scenę z aktywistą nakłaniającym do wykopywania z grobów ciał muzułmanek i gwałcenia ich.

Sam Yogi nie musi już teraz dużo mówić. W 2002 r. założył organizację Hindu Yuva Vahini (HYV) uważaną za jego prywatną armię. Formalnie jest to organizacja kulturalna, powołana do integrowania wyznawców hinduizmu, w szczególności do niwelowania podziałów kastowych. W rzeczywistości jest to ekstremistyczna grupa, przyciągająca młodych mężczyzn gotowych do ataków, napaści, podpaleń i zabójstw, zwykle na tle religijnym, etnicznym lub społecznym.

Tylko w ostatnich miesiącach działacze HYV m.in. podpalili posterunek policji w popularnej wśród turystów miejscowości Fatehpur Sikri, wymusili przerwanie mszy w chrześcijańskiej świątyni i oskarżyli księdza o prowadzenie tam przymusowych konwersji, a jako samozwańcza policja moralna doprowadzili na posterunek dwoje młodych ludzi spotykających się w prywatnym domu bez ślubu. Działacze HYV są oskarżani o podpalanie i niszczenie muzułmańskich domów, meczetów i sklepów, pobicia i napaści.

Za każdym razem Yogi i liderzy HYV odcinają się od aktów przemocy, twierdząc, że dokonali ich „ludzie przebrani w szafranowe barwy”. Szafran jest kolorem hinduistów, członkowie HYV mają go często jako tapetę w swych smartfonach. Są „mobilni” – szczycą się tym, że pięć minut od wezwania formułują grupy interwencyjne. Dwa razy w tygodniu mają spotkania oddziałów. Jeszcze do niedawna do HYV należało około stu chłopców ze wschodniego Uttar Pradesz. Od wybrania Yogiego na premiera stanu organizacja nie może opędzić się od zgłoszeń. Przyjmowani są wyłącznie mężczyźni. W ostatnich tygodniach szeregi urosły do kilku tysięcy osób, HYV ma oddziały już w całym stanie i zaczyna tworzyć kolejne w innych regionach.

2.

Trudno przecenić siłę, jaką daje Yogiemu powiązanie polityki, ideologii i mięśni. Jego poglądy i sposób działania budzą sprzeciw nawet wśród liderów BJP. A jednak musieli mu ustąpić, bo udowodnił, że bez niego sobie nie poradzą. Organizował konkurencyjne wobec partii wiece, wystawiał niezależnych kandydatów w lokalnych wyborach. Jako wielbiony kapłan jest też szefem potężnego trustu, zarządza kilkudziesięcioma uczelniami, szkołami i szpitalami. W mieście Gorakhpur, gdzie stoi jego świątynia, uważany jest za dobrego szeryfa, a swą „opieką” otacza nawet muzułmańskich sklepikarzy i producentów żyjących z okołoświątynnego handlu.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną