Świat

Wszystkie oczy na nich

Hamtramck – kiedyś najbardziej polskie miasto w USA. Dziś rządzą w nim muzułmanie

Sklep z polską kiełbasą w Hamtramck Sklep z polską kiełbasą w Hamtramck Bill Walsh / Flickr CC by 2.0
Miasto jest na świeczniku od 2015 roku, od kiedy stało się pierwszym miastem w USA, gdzie muzułmanie mają większość w samorządzie.
Muzułmanka na przejściu dla pieszych w Hamtramckhashtagstreetphotgraphy.com/Flickr CC by 2.0 Muzułmanka na przejściu dla pieszych w Hamtramck

Trzydzieści lat temu miasto elektryzowało odliczanie do zbliżającej się wizyty Jana Pawła II. Dzieci ze szkoły św. Floriana wymyły spiżowe buty pomnikowi papieża. Inni mieszkańcy wieszali jego portrety na klimatyzatorach i werandach. Ulice mieniły się biało-czerwonymi i watykańskimi flagami, które mocowano na sklepowych neonach z napisami „polish kielbasa” i „pierogis”.

Dziś obok dzwonów stuletniego kościoła pod wezwaniem Naszej Pani Królowej Apostołów w mieście słychać nawoływanie muezinów z siedmiu meczetów. W szkołach uczniowie mówią w 26 językach, w znacznej części bliskowschodnich. Po ulicach, które w czasie papieskiej pielgrzymki wypełniali po brzegi Polacy z całych Stanów Zjednoczonych i z Kanady, chodzą kobiety w czadorach.

W tym roku w Hamtramck odbędą się wybory samorządowe. Ich wynik może być historyczny, bo całą radę miejską oraz stanowisko burmistrza mogą obsadzić muzułmanie. Miasto jest na świeczniku od 2015 roku, od kiedy stało się pierwszym miastem w USA, gdzie muzułmanie mają większość w samorządzie. Zajmują 4 z 6 miejsc w radzie miejskiej. Burmistrzem jest Amerykanka polskiego pochodzenia Karen Majewski.

Poletown – miasto polskich imigrantów

Przyjazd Karola Wojtyły w 1987 roku był najważniejszym momentem w polskiej historii miasta. Jednak Hamtramck było wtedy już tylko cieniem siebie samego sprzed lat. Z prawie 40 tysięcy mieszkańców w latach sześćdziesiątych, z których 90 proc. stanowili Polacy, na początku lat 90. została mniej niż połowa.

Miasteczko założyli w XVIII wieku francuscy osadnicy. Nadali mu nazwę na cześć Jean Francois Hamtramck’a - francuskiego bohatera amerykańskiej wojny o niepodległość. Na początku XX wieku ta rolnicza osada liczyła około 500 osób. Kiedy w 1910 roku bracia Dodge otworzyli tu fabrykę swoich samochodów, miasto zaczęli masowo zasiedlać przybywający do Stanów Zjednoczonych Polacy. Od koloru ubrań roboczych pracowników fabryk zaczęli nazywać Hamtramck dumnym miastem niebieskich kołnierzyków. W ciągu 10 lat liczba mieszkańców wzrosła prawie trzynaście razy.

To było ucieleśnienie amerykańskiego snu dla tysięcy uciekinierów z trawionej powstaniami i wojnami Polski końca zaborów i trudnych początków demokracji. Docierali tam na biletach w jedną stronę.

Miasto rozkwitało razem z rosnącym przemysłem motoryzacyjnym. Krwiobieg Hamtramck był połączony z otaczającym je ze wszystkich stron wielkim Detroit – światową stolicą produkcji samochodów, w którym swoje siedziby i fabryki ulokowały Ford Motor Company, General Motors i Chrysler.

Dobra passa polskiego miasteczka skończyła się w latach sześćdziesiątych razem z początkiem upadku Detroit. Ze źle zarządzanej, podporządkowanej tylko biznesowi samochodowemu metropolii zaczęli wyjeżdżać bogaci biali. Wśród biednych, czarnoskórych mieszkańców wybuchły wówczas zamieszki. Zginęły w nich 43 osoby, było prawie pół tysiąca rannych. Splądrowano lub spalono ponad 2,5 tysiąca sklepów i kilkaset budynków mieszkalnych. W kolejnych latach biznes zaczął się wynosić z Detroit w inne rejony albo bankrutować. W 1979 roku została także zamknięta fabryka Dodge’a w Hamtramck. Na ulicach miasteczka widać było zapaść. Wtedy zaczęli pojawiać się muzułmanie.

Druga fala

Wyludnione miasteczko z tanimi mieszkaniami stało się na przełomie lat 80. i 90. przystankiem, a coraz częściej także celem podróży dla kolejnej fali imigrantów. Tym razem z Jemenu, Bangladeszu, Syrii, Iraku, Albanii czy Pakistanu. W 2013 roku muzułmanie przekroczyli połowę liczby wszystkich mieszkańców. Wtedy Hamtramck trafiło do gazet. Dziennikarze z całego kraju (i nie tylko) regularnie odwiedzają to miasto. Sprawdzają, czy społeczność, w której większość mieszkańców to imigranci z Bliskiego Wschodu i z Azji, może być nadal amerykańska. Często robi to prawicowa i populistyczna telewizja FOX. Do miasta zaglądał też polski „Fakt”.

Co przyciąga uwagę świata, dla dawnych mieszkańców miasta nie jest tak zaskakujące. Według Grega Kowalskiego w Hamtramck od zawsze dominowała ludność napływowa. – Sto lat temu rozmawialibyśmy nie o muzułmańskich imigrantach, tylko o Polakach. I bylibyśmy Niemcami, bo to oni byli tu wcześniej osadnikami – mówi przewodniczący Komisji Historycznej w Hamtramck.

O mieście zrobiło się jeszcze głośniej, kiedy dwa lata temu muzułmanie zdominowali radę miejską. Ciekawość mediów zaczęła zamieniać się w wyrażane pokątnie obawy. Przed wyborami ktoś rozrzucił wtedy na ulicach ulotki z hasłami „Usuńmy muzułmanów z Hamtramck” i „Odbijmy miasto muzułmanom”. Krew przyspieszył przeciwnikom imigrantów jeden z muzułmańskich wyborców, który tuż po publicznym ogłoszeniu wyników zakrzyknął w urzędzie miasta: Dziś pokażemy Polakom i wszystkim innym, że jesteśmy zjednoczeni! Atmosfera była napięta.

Rok wyborczy

Minęły dwa lata. Znów zbliżają się wybory.

Z drzwi jemeńskiej restauracji przechodniów woła plakat: „Porozmawiajmy: Muzułmanie w polityce Hamtramck”. W tylnej sali, gdzie odbywa się spotkanie, uwija się młody kelner, który podaje zebranym szarmę, faltę i hummus. Na spotkanie z muzułmańskimi kandydatami do rady miejskiej przyszło około 30 osób – także Polacy i Amerykanie. Wydarzenie zorganizowało One Hamtramck Forum – organizacja integrująca mieszkańców. Moderuje gość z Waszyngtonu – Palestyńczyk, który przewodniczy jednej z amerykańsko-muzułmańskich organizacji. Wszystkim zadaje to samo główne pytanie: jak to jest być muzułmaninem, który kandyduje w wyborach samorządowych w Stanach.

– Nie jest łatwo – mówi Saiima Miiah, kandydatka. Pierwszą wiadomość z hejtem dostałam dwa dni po opublikowaniu na Facebooku informacji, że kandyduję. Wtóruje jej Saad Almasmari, jeden z obecnych radnych. – Kiedy zostałem wybrany do rady miejskiej jeden z dziennikarzy zapytał mnie, czy jestem członkiem ISIS. Kiedy opublikowałem na moim anglojęzycznym Facebooku informację o dzisiejszym spotkaniu, ktoś skomentował ją, że jest zmęczony tym, że my – muzułmanie – wciąż pchamy religię do polityki. Nie robiłem tego. Promowałem spotkanie z kandydatami, żeby ludzie mogli zadawać pytania.

Asam Miiah, drugi z obecnych na spotkaniu radnych trwającej kadencji, nie uważa się za muzułmańskiego radnego. Próbuje zmienić optykę dyskusji. – Jestem po prostu członkiem rady miejskiej – mówi.

Niedługo po poprzednich wyborach udzielił wywiadu dla ogólnokrajowej telewizji FOX NEWS, która zapowiedziała widzom, że większość muzułmańska w samorządzie Hamtramck, to dopiero początek zmian. – Hamtramck to miejsce, gdzie Ameryka właśnie dzieje się w rzeczywistości. Widać tu mnóstwo różnych kultur z różną przeszłością, ale dających sobie wspólnie radę – powiedział wówczas Miiah.

W tym samym programie FOX mówił ustami swoich białych rozmówców z miasteczka, z których nie wszyscy pokazali twarze, że imigranci się nie integrują, że zaufanie w mieście spada, że nie jest tak bezpiecznie, jak dawniej. Pytał, co będzie dalej. Co się stanie z kościołami, do których chodzi coraz mniej ludzi? Czy zostaną zamienione na meczety?

Nastroje tonuje wypowiadająca się dla jemeńskiego kanału na YouTube burmistrzyni Hamtramck Karen Majewski. Ubiega się w tych wyborach o reelekcję. Jeśli wygra, będzie rządziła czwartą kadencję. Myślę, że to naturalne, że ludzi ciągnie do ludzi, z którymi czują wspólnotę i przez których mogą być zrozumiani. Nie martwię się więc, że jemeńska rodzina nie chodzi na obiad do rodziny z Bangladeszu itd. Ważne jest dla mnie to, że na każdej ulicy w Hamtramck jest mieszanka ludzi, którzy dają sobie z tym radę.

Majewski jest z wykształcenia specjalistką od imigracji i różnic kulturowych. Wykładała na uniwersytecie w Chicago. Potrafi spojrzeć na społeczność swojego miasta z perspektywy swoich doświadczeń naukowych. W Hamtramck ważne jest, że jesteśmy tak mali, tak kompaktowi, żyjemy tak blisko siebie nawzajem, że żyjemy razem. I radzimy sobie ze sobą nawzajem. To jest wielkie wyzwanie i wielka szansa. Choć to nie jest Disneyland. To prawdziwe życie, gdzie ludzie mają prawdziwe konflikty z sąsiadami, w obrębie swoich rodzin albo w swoich społecznościach narodowych.

Linia podziału

Wyzwań dla nowych władz miejskich nie zabraknie. W ciągu ostatnich dwóch lat aglomeracja Detroit awansowała z 8 na 1 miejsce pod względem skali biedy w całych USA. Prawie połowa mieszkańców Hamtramck żyje poniżej progu ubóstwa. Roczne dochody rodzin pikują tu najszybciej w całym stanie Michigan. Z 36,5 tys. dolarów w 2000 roku spadły do niecałych 24 tys. w 2015. Rodziny są tu najliczniejsze w regionie. Najwyższy jest też procent dzieci bez ubezpieczenia, czyli bez dostępu do opieki zdrowotnej. Miasto ma duży problem z pustymi lokalami i porzuconą własnością. W niektórych częściach Hamtramck prawie połowa lokali mieszkalnych i usługowych jest pusta. Wyzwaniem są dziurawe jak sito drogi oraz niesprawny system odprowadzania wody.

Ze względu na problemy finansowe przez ostatnie dwie dekady Hamtramck dwukrotnie trafiało pod kryzysowy zarząd organizowany przez władze stanowe. Ostatnia taka interwencja zakończyła się w 2014 roku. Teraz samorząd jest w okresie przejściowym przed usamodzielnieniem się. Kluczową rolę w tym procesie odgrywa Katrina Powell, menadżerka miasta. Pełni ważną funkcję, bo w praktyce to ona zarządza sprawami publicznymi Hamtramck.

W czerwcu, niedługo przed mającymi się odbyć na początku sierpnia prawyborami samorządowymi, tworzący większość czterej radni z Bangladeszu i Jemenu postanowili dokonać w mieście istotnej zmiany. Zwołali nagłe posiedzenie rady miejskiej, na którym postanowili przerwać kontrakt obecnej menadżerki miasta i zaangażować na to miejsce jej poprzednika. Ich kandydat, Kyle Tertzag, odchodził wcześniej ze stanowiska w Hamtramck w atmosferze konfliktu. Podobnie jak z innego miasta, Allen Park, które doprowadził do wielomilionowego zadłużenia bez zgody mieszkańców.

Decyzja radnych z Bangladeszu i Jemenu o nagłej i natychmiastowej zmianie menadżera nie tylko wywołała protesty mieszkańców, ale też została zakwestionowana przez władze stanowe, jako niezgodna z zasadami okresu przejściowego. Muzułmańscy radni zostali oskarżeni o zmowę i pogwałcenie Open Meetings Act podstawowego w Michigan prawa, które określa sposób organizowania i przeprowadzania posiedzeń władz publicznych. Według Andrei Karpinski i Iana Perotty, dwójki pozostałych radnych, oni sami oraz reszta mieszkańców dostali informację o posiedzeniu za późno. Mieli tylko 18 godzin na przygotowanie się do posiedzenia, którego tematu nie znali.

Perotta, który sam również kandyduje w nadchodzących wyborach, odrzuca opinie o religijnym podziale w Hamtramck. Poza salą obrad rady miejskiej między mieszkańcami z różnych grup panuje harmonia. Sąsiedzi są dla siebie uprzejmi, okazują sobie szacunek. Nigdy nie słyszałem o wrogości pomiędzy różnymi grupami, opartej na różnicach rasowych czy religijnych.

Ian sam jest Amerykaninem, który dużą część życia spędził w Europie. Mówi o sobie BoBo i podobnych sobie reprezentuje w radzie miasta. BoBo to bourgeois boheme, czyli burżuazyjna bohema. Fuzja dwóch oddalonych od siebie klas społecznych. Teraz prowadzi w Hamtramck bar. Wcześniej przez kilka lat był lokalnym dziennikarzem, opisującym meandry życia w mieście. Zna wszystkich.

Jak mówi, obecna sytuacja jest efektem kilku poprzednich wyborów. Jemeńczycy i Bengalczycy głosowali w nich, kierując się rasą lub religią kandydatów, zamiast ich kompetencjami. Według Perotty w ten sposób wybrano osoby, które grają tylko do swoich prywatnych bramek, co podkopuje zaufanie. Niektórzy z obecnych radnych z Bangladeszu i Jemenu zostali oskarżeni przez własne społeczności o oszustwa wyborcze, które pomogły im wygrać - relacjonuje radny.

Głosowanie na „swoich” rozumie burmistrzyni Karen Majewski. To zupełnie naturalne, że ktoś, kto mówi w obcym języku czuje się bardziej komfortowo wśród ludzi mówiących w tym samym języku. W sensie lingwistycznym, ale też w języku metaforycznym: kulturowym.

Wobec części radnych z grupy muzułmańskiej już dużo wcześniej pojawiły się zarzuty o wzajemne szantaże i zmuszanie się do głosowania w określony sposób. Przez dyskusje mieszkańców przewija się też wątek uwikłania jednego z radnych w handel narkotykami prowadzony wspólnie ze skompromitowanym byłym szefem policji w Hamtramck. Na facebookowych profilach pojawiają się pytania, kto steruje działaniami większości w radzie miejskiej. Według Iana Perotty może to być jedna z kancelarii adwokackich, która chciałaby przejąć obsługę prawną miasta.

– Konflikt w radzie miejskiej jest polityczny. Jest personalny. Jest ekonomiczny. Ale absolutnie nie jest religijny – mówi stanowczo Perotta i dodaje: – Ostatnie podziały w radzie wywołały dyskusję, która ma dobry wpływ na całe Hamtramck. Wielu Bengalczyków i Jemeńczyków zaczyna kwestionować głosowanie z powodu rasy lub religii. Namawiają swoje wspólnoty do decydowania w oparciu o kwalifikacje i o to, co kto może zrobić dla miasta.

W takim właśnie tonie wypowiada się Salah Hadwan, Jemeńczyk, członek Rady ds. Edukacji w Hamtramck (to również funkcja z wyboru). – Zbliżające się wybory są ważne i będą miały znaczenie, którego ludzie nie uświadamiają sobie. Jeśli wciąż będziemy oddawać nieprzemyślane głosy, w najbliższym czasie nie ruszymy we właściwym kierunku. Trzeba głosować na kompetencje, nie rasę czy religię.

Zdecydują mieszkańcy

Prawybory w Hamtramck odbędą się już na początku sierpnia. Główne głosowanie w listopadzie. O wynikach zadecyduje społeczność, w której ponad połowa mieszkańców to muzułmanie, a 4 na 10 osób urodziło się poza Stanami Zjednoczonymi. Połowa mieszkańców ma najwyżej 32 lata. Zaangażowanie obywatelskie jest niewielkie. Frekwencja w wyborach samorządowych nie przekracza 25 proc. Zdarza się, że osiąga tylko 10 proc. Nawet wtedy, kiedy wszystkie oczy patrzą na Hamtramck.

Michał Helwak – prezes zarządu Fundacji Przasnyskiej

Warte przeczytania

Reklama

Czytaj także

Ja My Oni

Jaki wpływ na kreatywność ludzi mają ich emocje

Czy kreatywność przytrafia się tylko nielicznym.

Joanna Maria Kwaśniewska
26.11.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną