Minęło sto dni rządów Emmanuela Macrona. Coraz częściej słychać, że robi z polityki teatr
Beszta ministrów przed kamerami, a w parlamencie są sami nowicjusze, którzy popełniają błąd za błędem.
Emmanuel Macron
Emmanuel Macron/Facebook

Emmanuel Macron

Trzy miesiące temu uważano, że jest wielką nadzieją Francji. Jego wygraną w wyborach prezydenckich przyjęto z wielką ulgą. Media w całej Europie pisały o człowieku, który zatrzymał wielki marsz populistów. Podkreślano jego świeżość, euroentuzjazm i sprawność, ponieważ wraz ze swoim ruchem En Marche! wszedł do prezydenckiego wyścigu późno, a i tak udało mu się pokonać wszystkich rywali.

Był człowiekiem spoza układów, antysystemowcem. Kimś, na kogo Francuzi czekali i na kogo postawili, bo mieli dość polityków z głównych partii, którzy w dodatku sami kompromitowali się kolejnymi wpadkami.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną