Rabat na prenumeratę cyfrową Polityki

kup taniej do 50%

Subskrybuj
Świat

Putin chce sił pokojowych ONZ w Donbasie. Co się za tym kryje?

Błękitne Hełmy pojawią się we wschodniej Ukrainie? Błękitne Hełmy pojawią się we wschodniej Ukrainie? lbert Gonzalez Farran, UNAMID / Flickr CC by 2.0
Ukraina chętnie przyjmie siły pokojowe, ale po wycofaniu z jej terytorium okupacyjnych wojsk.

Prezydent Władimir Putin lubi zaskakiwać: przebywając w Chinach, oświadczył niespodziewanie, że Rosja jest skłonna zgodzić się na obecność sił pokojowych ONZ w Donbasie. Jego słowa natychmiast dotarły do ważnych stolic. Zdaniem rosyjskiego prezydenta pokojowa misja sprzyjałaby rozwiązaniu konfliktu na wschodzie Ukrainy. Wspaniała i godna idea, ale…

Co się kryje za deklaracją Putina?

Czy wypowiedź Putina oznacza, że Moskwa chciałaby zakończenia walk i faktycznego uspokojenia sytuacji na froncie i w strefie rozgraniczenia wojsk, a ostatecznie powrotu władzy Kijowa nad zajętymi przez separatystów terenami? Czy chodzi raczej o kolejny element jego gry obliczonej na to, by destabilizować Ukrainę? Czy wprowadzenie sił rozjemczych miałoby w przyszłości sankcjonować istnienie separatystycznych republik, Donieckiej i Ługańskiej, i Kijów miałby przystać na takie dictum pod naciskiem sił międzynarodowych?

Propozycja nie jest do końca klarowna. Jak można zrozumieć z dalszych słów Putina, nie chodzi o obecność wojsk pokojowych, lecz „osób, które zapewniają bezpieczeństwo misji OBWE”, działającej na wschodzie Ukrainy. Miałyby się one (osoby, siły?) „znaleźć na linii rozgraniczenia (...) po rozdzieleniu stron i wycofaniu ciężkiego uzbrojenia i nie może być to rozwiązane bez bezpośredniego kontaktu z przedstawicielami republik DRL i ŁRL” – cytują agencje.

Reakcja Ukrainy na propozycję Rosji

Cokolwiek Putin miał na myśli, formułując ten przekaz, Ukraina, uważając Rosję za agresora, nigdy nie zgodzi się na obecność rosyjskich sił ani personelu – nawet działającego pod błękitną flagą – na swoim terytorium. Co zresztą natychmiast wybrzmiało w opublikowanym przez ukraiński MSZ stanowisku. Jak podkreślono mocno, nie może być też mowy o dogadywaniu się lub uzgadnianiu czegokolwiek z nielegalnymi ugrupowaniami zbrojnymi w rejonie konfliktu, wspieranymi finansowo przez Federację Rosyjską. A to właśnie zawiera propozycja prezydenta Rosji.

Ukraina chętnie przyjmie siły pokojowe, ale po wycofaniu z jej terytorium okupacyjnych wojsk, najemników i uzbrojenia: Kijów w tej kwestii stawia warunki twardo i nie zamierza się z nich wycofać. To Ukraina została zaatakowana i musiała się bronić.

Pomysł rozmieszczenia w Donbasie sił ONZ nie jest nowy, tyle tylko, że dotychczas wszelkie propozycje płynące z Kijowa o wprowadzeniu misji pokojowych do Donbasu były przez Kreml sabotowane. Rosja blokowała też możliwość rozpatrzenia ich przez Radę Bezpieczeństwa ONZ.

Wiadomo, że prezydent Poroszenko zamierzał domagać się oficjalnie rozmieszczenia sił pokojowych w Donbasie podczas planowanego wystąpienia na forum Zgromadzenia Ogólnego pod koniec września tego roku. Tymczasem Putin wyprzedził jego plan i to on jest teraz „dysponentem” propozycji, to on przedstawia warunki. Polecił zresztą, by rosyjskie MSZ przygotowało pilnie projekt stosownej rezolucji i wniosło go do Rady Bezpieczeństwa ONZ. Stosownej, czyli takiej, jaka będzie na rękę Moskwie. Nie można wykluczyć, że Kreml liczy na udział rosyjskich żołnierzy w misji.

Trudno się dziwić, że słowa Putina wywołały ostrą reakcję. I może o to chodziło. Z góry wiadomo, że wszelkie próby umieszczenia na wschodzie kraju rosyjskich żołnierzy w niebieskich hełmach to byłaby propozycja nie do przyjęcia dla Ukrainy. Kijów się sprzeciwi. Wniosek będzie oczywisty: Rosja chce odprężenia i pokoju, a Kijów woli podgrzewać konflikt.

Kreml jest gołębiem, Kijów jastrzębiem, sytuacja wygląda inaczej, niż przedstawia całemu światu prezydent Poroszenko. I wydaje się, że Putin trafił w sedno, bo już nazajutrz niemiecki MSZ, ustami swego szefa Sigmara Gabriela, oświadczył, że jeśli propozycja Putina jest prawdziwa, to należy z niej skorzystać. Jeśli jakaś szansa na ustanowienie pokoju w tej wojnie istnieje, to warto spróbować. Niemcy zresztą też nie kryją zaskoczenia, bo dotychczas wszelkie płynące z Berlina próby ustanowienia misji międzynarodowej w Donbasie były kategorycznie odrzucane.

Putin nie potrzebuje prawdziwego pokoju na Ukrainie

Wprowadzenie sił pokojowych ONZ z pewnością mogłoby pomóc w rozwiązaniu konfliktu, choć wiadomo, że nie wszędzie misje pokojowe spełniły pokładane nadzieje i przyniosły uspokojenie kryzysów. Istotne są zasady, na jakich ta obecność miałaby się opierać. Przysłowiowy diabeł pozostanie w szczegółach, czyli jak szeroki byłby mandat sił pokojowych i czy ta obecność wymagałaby uznania separatystycznych władz za partnera Kijowa. Łatwo się domyślić, że zgody na takie rozwiązanie być nie może, Kijów konsekwentnie odmawia kontaktu z separatystycznymi władzami regionu, nad którym stracił kontrolę. Domaga się też odzyskania władzy nad granicą z Rosją.

Rosyjski pomysł zdaje się ignorować te żądania. Bo Putinowi nie jest potrzebny prawdziwy pokój na Ukrainie. I nie po to poparł separatystów, żeby się z tej akcji nagle wycofać rakiem.

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Społeczeństwo

Mleko się rozlało? Tajemnice morderstwa w Białymstoku

Za kratami w Hajnówce od kilkunastu lat siedzi Jan Ptaszyński z Michnówki na Podlasiu. Są powody, by przypuszczać, że w jego sprawie nie wszystko jest jasne.

Arkadiusz Panasiuk
27.11.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną