Masowy grób wychowanków sierocińca szarytek w Szkocji. Kościół umywa ręce
Dawni wychowankowie sióstr jako dorośli skarżyli się na doznane krzywdy: bicie, upokarzanie, wykorzystywanie seksualne.
Co trzecie dziecko, które zmarło u sióstr, miało mniej niż 5 lat.
barnyz/Flickr CC by 2.0

Co trzecie dziecko, które zmarło u sióstr, miało mniej niż 5 lat.

Przez sierociniec Smyllum Park w szkockim Lanarkshire w latach 1864-1981 przewinęło się  blisko 12 tysięcy wychowanków.
theukdatabase.com/•

Przez sierociniec Smyllum Park w szkockim Lanarkshire w latach 1864-1981 przewinęło się blisko 12 tysięcy wychowanków.

Dawni wychowankowie sióstr latami już jako dorośli skarżyli się na doznane krzywdy.
theukdatabase.com/•

Dawni wychowankowie sióstr latami już jako dorośli skarżyli się na doznane krzywdy.

Siostry systemowo, przez 120 lat, ukrywały liczbę zgonów w prowadzonej przez siebie placówce.
theukdatabase.com/•

Siostry systemowo, przez 120 lat, ukrywały liczbę zgonów w prowadzonej przez siebie placówce.

Szkockie siostry szarytki latami ukrywały śmierć kilkuset wychowanków swego sierocińca. Ich ciała grzebały w gołej ziemi, często w zbiorowych mogiłach. Dziś zakonnice milczą, a rzecznik Kościoła katolickiego w Szkocji umywa ręce: to nie Kościół decydował o umieszczeniu dzieci w ośrodku, więc niech odpowiedzą za to świeckie władze.

Ogłoszone w tym tygodniu wyniki dziennikarskiego śledztwa BBC i „The Sunday Post” mówią o szczątkach 402 niemowląt i starszych dzieci, pochowanych przez zakonnice poza oficjalną ewidencją w nieoznaczonych grobach. Wiele z tych dzieci zmarło w niewyjaśnionych okolicznościach.

Sprawa dotyczy sierocińca Smyllum Park w szkockim Lanarkshire. W latach 1864–1981 przewinęło się przezeń blisko 12 tysięcy wychowanków. Trafiały tu nie tylko sieroty, ale dzieci oddawane przez biedne katolickie rodziny, które szukały pomocy u zakonnic.

Siostry prowadziły ośrodek, ale część kosztów pokrywał rząd. Dzieciom zapewniono zasiłki na żywność – ale w kartach zgonu są informacje o śmierci z niedożywienia. Wyasygnowano też pieniądze na leczenie – mimo to latami nie zaglądał tam żaden lekarz, a dzieci ginęły z powodu wyleczalnych chorób.

Dawni wychowankowie sióstr latami już jako dorośli skarżyli się na doznane krzywdy: bicie, upokarzanie, wykorzystywanie seksualne. To refren znany z wielu reportaży opowiadających o warunkach w ośrodkach opiekuńczych prowadzonych przez Kościół: polewanie lodowatą wodą, rzucanie na ziemię, przetrzymywanie w worku, bicie twardymi przedmiotami, kopanie w głowę dzieci zwiniętych na podłodze w kulkę, jak zwierzątka.

Jedna z kobiet opowiedziała dziennikarzom, że wielokrotnie hospitalizowano ją z powodu rozległych poparzeń. Jeszcze jako dorosła osoba polewała się wrzątkiem. Tak próbowała zmazać traumę kąpieli w lodowatej wodzie, do których latami zmuszały ją siostry.

Zbyt ładne, by żyć

Ale dzieci z Syllum widziały też, że często bicie ma swój radykalny koniec. Średnio co trzy miesiące ginęło tu jedno z nich. Dziennikarze BBC podają, że śmiertelność w murach sierocińca była co najmniej trzy razy wyższa niż w normalnej dziecięcej populacji.

Co mówiono wówczas rodzinom? Według świadków zakonnice niechętnie przystawały na odwiedziny, powszechną praktyką było także rozdzielanie rodzeństwa i zacieranie więzi. Czasem informowano, że wychowanek trafił do szpitala, i to najczęściej zamykało sprawę. Potem, jeśli rodzina rzeczywiście się interesowała, przekazywano lakoniczną informację o śmierci dziecka. Jeśli świadkiem było inne dziecko, tłumaczono na przykład, że siostra była zbyt ładna, by żyć.

W świadectwach zgonu wpisywano najczęściej naturalne przyczyny: grypę, zapalenie płuc, gruźlicę. Czasem wypadek. Rzadko –wylew krwi do mózgu, jak u 13-latka. Świadkowie mówili, że chłopiec umierał przez tydzień po tym, jak uderzono go kijem golfowym w głowę.

Co trzecie dziecko, które zmarło u sióstr, miało mniej niż 5 lat.

Ukrywanie ciał

Nie dokonano jeszcze ekshumacji i nie policzono faktycznie, czyje szczątki leżą u sióstr. Dziennikarze pracowali na dokumentach, podobnie jak w irlandzkim świetle, które ujawniło 800 ofiar prowadzonego przez Kościół domu dla samotnych matek i ich dzieci. Zdaniem dziennikarzy, którzy przestudiowali kilkanaście tysięcy świadectw zgonu i porównali je z miejscami pochówku, w Szkocji siostry po cichu pogrzebały co najmniej 400 dzieci i jedną osobę dorosłą (służącą).

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj